"Cześć Eurobiedaki. Właśnie zainstalowałem klimatyzację. W garażu. Dla swoich psów. I nawet nie mieszkam na Południu. Moje psy mają lepiej niż Wy. Troszczę się o moje psy bardziej niż wasz rząd o was".
Ten wpis na platformie X użytkownika Pudge od 26 czerwca dotarł do ponad 16 milionów odbiorców. I stał się sygnałem rozpoczynającym amerykańsko-europejską wojnę narracyjną o klimatyzację. Być może powinniśmy powiedzieć – prawicowo-lewicową wojnę. Ponieważ zazwyczaj ci, którzy są "klimatyzacjo-entuzjastami" to jednocześnie osoby, które mają poglądy wolnorynkowe. A ci, którzy zwracają uwagę na jej mankamenty raczej obstawiają lewą flankę. Twierdzą oni – nie bez racji – że istnieje głębszy problem niż tylko własny komfort. Chodzi o zmiany klimatu.
Wolny rynek, wbrew neolibkowym marzeniom, nie załatwi problemu globalnego ocieplenia. A jeśli zmityguje zagrożenia, to głównie dla zamożnych. Z drugiej strony słuszne i okrągłe zdania o konieczności cięcia emisji gazów cieplarnianych nie zmienią faktu, że jeszcze przez dziesięciolecia fale upałów będą się w Europie intensyfikować. I tym samym zbierać śmiertelne żniwa. Rozwiązań potrzebujemy na już, a nie na 2060 rok.
Czy prawda w sprawie klimatyzacji więc leży pośrodku? To nie ma znaczenia – istotne jest to, które argumenty są rozsądne, a które nie. W tej dyskusji najważniejsze jest czy klimatyzacja ratuje życie, komu ratuje życie i jaki jest koszt tego procesu. A w dalszej kolejności – czy przynajmniej część z tych kosztów można ograniczyć.
Wiem jak zażarte potrafią być internetowe dyskusje, więc w tym miejscu zaznaczę – ten tekst odnosi się niemal wyłącznie do kwestii klimatyzatorów. Nie poruszam w nim przyczyn zmian klimatycznych, kwestii zmniejszania emisji gazów cieplarnianych, rozbetonowania miast i urbanistyki. Nie każdy tekst musi być o wszystkim. Chociaż niektórzy komentatorzy tego by właśnie wymagali.
– Często te same źródła za oceanem, które krytykują Europę, jeśli chodzi o wyposażenie domów w klimatyzację będą powtarzać całkowicie błędne tezy o rzekomej nieskuteczności pomp ciepła w ogrzewaniu. A przecież klimatyzatory i pompy ciepła to z technicznego punktu widzenia dokładnie taka sama maszyna, działająca na takiej samej zasadzie – mówi mi Adam Błażowski, prezes WePlanet, nowej międzynarodowej organizacji ekologicznej promującej ekologię pragmatyczną, opartą na dowodach naukowych.
"Skłaniam się ku przekonaniu, że pewnym środowiskom w USA, Europa w dzisiejszym kształcie w pewnym stopniu przeszkadza i vice versa. I wytykanie słabości/różnic partnera jest wygodną racjonalizacją, bo pozwala unikać dyskusji o własnych problemach w domu" – dodaje.
Jednocześnie Błażowski sam zauważa, że w niektórych europejskich krajach – wymienia choćby Francję i skrajnie lewicowego polityka Jeana-Luca Mélenchona, który cieszy się kilkunastoprocentowym poparciem – na klimatyzację patrzy się z pewną podejrzliwością.
Narodziny i popularyzacja sztucznego chłodu
Ludzie od wieków starali się ochłodzić w najgorętsze dni. Nawet pierwotna architektura ma w sobie elementy tak zwanego pasywnego chłodzenia – w ciepłym klimacie domy były budowane tak, aby możliwy był przeciąg. W krajach Europy południowej od stuleci domy miały zewnętrzne żaluzje. Tworzono również zwartą zabudowę, żeby budynki rzucały na siebie wzajemnie cień. Na "sztuczny chłód" ludzkość musiała jednak czekać początku zeszłego stulecia.
Za twórcę klimatyzacji w dzisiejszym kształcie uznaje się Willisa Carriera, który w 1902 roku zamontował urządzenie w firmie drukarskiej Sackett-Wilhelms Lithographing & Publishing Company. W pierwotnej wersji system nie miał jednak zwiększać komfortu ludzi. Służył do optymalizowania procesów drukarskich przez kontrolę wilgotności i temperatury.
Carrier opatentował swój wynalazek w 1906 roku, a osiem lat później zainstalował pierwszy system chłodzenia w willi niejakiego Charlesa Gilberta Gatesa. Urządzenie, jak na dzisiejsze standardy, było ogromnych rozmiarów. Miało około 2 metrów wysokości, zbliżoną szerokość oraz 6 metrów długości. Jak się dowiadujemy z magazynu Popular Mechanics gigantyczny klimatyzator prawdopodobnie nigdy nie został użyty, ponieważ w rezydencji nikt nigdy nie mieszkał na stałe. Gates bowiem zmarł na kilka miesięcy przed ukończeniem projektu.
Willis Carrier był założycielem Carrier Global Corporation będącej obecnie jednym z liderów na rynku HVACR (Heating, Ventilation, Air Conditioning, and Refrigeration -ogrzewanie, wentylacja, klimatyzacja i chłodnictwo).
Co ciekawe, kiedy się patrzy na zdjęcia klimatyzatorów montowanych w Stanach Zjednoczonych w latach 30-tych, 40-stych czy 50-tych ubiegłego wieku wcale nie odbiegają znacznie wyglądem o tych, które widujemy dzisiaj.
Zasada działania klimatyzacji jest dość prosta. W typowym urządzeniu, gdzie istnieje jednostka zewnętrzna i wewnętrzna, krąży tak zwany czynnik chłodniczy (do tej kwestii jeszcze wrócimy). Ten za pomocą sprężarki jest sprężany lub rozprężany. Rozprężenie powoduje ochłodzenie czynnika. To samo zjawisko odczuwamy, kiedy skierujemy na naszą skórę strumień z dezodorantu lub sprzężonego powietrza do czyszczenia klawiatury. Rozprężony gaz krąży w systemie rurek, które są przedmuchiwane ciepłym powietrzem z pomieszczenia przez wentylator delikatnie się ogrzewając. To powoduje chłodzenie całego pomieszczenia.
Następnym etapem jest sprężenie czynnika przez co się on ogrzewa (spróbujcie ścisnąć powietrze w pompce rowerowej, zauważycie to samo zjawisko). Ciepło jest wyprowadzane na zewnątrz pomieszczenia.
Nie da się w inny sposób realnie schłodzić powietrza w domu, zawsze musi być jakiś sposób odprowadzenia ciepła na zewnątrz. Jeżeli ktoś w sklepie lub w reklamie mówi, że jest inaczej, to albo się nie zna, albo chce Was zrobić w konia.
Rzeczywiście, w Stanach Zjednoczonych prawie każdy ma dostęp do klimatyzacji.
Różnica w porównaniu z Europą wynika głównie z łagodniejszego klimatu tutaj, który powoli staje się przeszłością. Ważny jest też fakt zupełnie innego charakteru europejskich budynków. W USA konstrukcje w dużej mierze są ustandaryzowane, w Europie mamy dużo starych budowli – mówi mi Adam Błażowski.
Część przesuniętych na lewo głosów podkreśla aspekt klasowy wyposażenia domów w systemy chłodzenia. W USA ta kwestia nie jest tak oczywista, ponieważ klasy niższe również mają dostęp do klimatyzacji. Status ekonomiczny różnicuje głównie jakość urządzeń.
Według amerykańskiej agencji rządowej Energy Information Administration w 2020 roku aż 88 proc. gospodarstw domowych miało dostęp do A/C. W tym 66 proc. gospodarstw było wyposażonych w centralny system klimatyzujący.
To trochę jak z telewizorami lub komputerami w Polsce. Obecnie to nie dostępność do nich jest kwestią klasową; ich jakość i wiek – już tak.
Na południu Stanów Zjednoczonych, gdzie jest gorąco i wilgotno ponad 90 proc. budynków, które powstały w latach 2010-2020 miały system klimatyzacji. Można więc założyć, że dzisiaj, na południu niemal każdy nowy budynek ma klimę. Ale nawet w chłodniejszych, północnych rejonach USA, większość gospodarstw domowych ma systemy chłodzenia.
Tak to wygląda w bogatym kraju, ale globalnie chłodek to luksus.
Klimatyzacja (wciąż) dla wybranych
Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej w 2021 roku spośród 3,5 mld ludzi żyjących w gorącym klimacie jedynie 15 proc. gospodarstw domowych było wyposażone w klimatyzację. Najniższe odsetki były w Afryce Subsaharyjskiej (jeden z najbiedniejszych regionów na ziemi) oraz w Azji Południowej. Jest to o tyle tragiczne, że upały są najbardziej uciążliwe właśnie tam.
Zróbmy teraz zoom – najpierw na Europę, a później na Polskę. Według Eurostatu w ciągu zaledwie sześciu lat na starym kontynencie podwoiła się ilość energii przeznaczana przez gospodarstwa domowe na chłodzenie. W 2018 było to 40 tys. teradżuli, a w 2024 było to już 80 tys. teradżuli.
Niestety Polska jest jednym z niewielu europejskich krajów, dla których w zestawieniu brakuje danych.
Możemy jednak zerknąć do Głównego Urzędu Statystycznego. W 2014 roku w jakiś rodzaj klimatyzacji w Polsce było wyposażony niecały 1 proc. gospodarstw domowych. W 2024 roku było to z kolei 7 proc. To ponad siedmiokrotny wzrost w ciągu dekady!
O tym jak wygląda przyrost zainteresowania klimatyzatorami wie każdy, kto po ostatnich upałach robił rozeznanie co do możliwości montażu urządzenia w swoim mieszkaniu. Nie będę ukrywał, że do tej grupy zaliczam się również i ja. Wszyscy monterzy, z którymi się kontaktowałem są obłożeni na co najmniej kilka tygodni do przodu. Niektórzy są zarezerwowani do września.
Zróbmy więc bardzo uproszczoną matematykę. Na Fixly dostępnych jest prawie 2,8 tys. monterów klimatyzacji. Jeżeli każdy z nich ma – uśredniając – terminarz zajęty na 2 tygodnie do przodu, a każde wykonanie to jeden dzień roboczy, to tylko w okolicach stolicy w najbliższych tygodniach pojawi się dodatkowe 25-30 tys. urządzeń. Dla kontekstu – w Warszawie jest ponad milion mieszkań; zamieszkałych jest ponad 900 tys. To oczywiście jest bardzo zgrubne oszacowanie, które pokazuje jednak skalę rozrostu rynku systemów chłodzenia w Polsce.
Jestem przekonany, że klimatyzację w naszym kraju czeka ten sam proces, który był udziałem zmywarek – sprzętu gospodarstwa domowego, który przez lata różnicował klasowo Polaków. Otóż w 2004 roku 4 proc. gospodarstw domowych miało zmywarki. W 2024 było to już 60 proc.
Wzrost dostępności klimatyzacji – podobnie jak było w przypadku zmywarek - będzie postępował po linii grubości portfela. Najpierw systemy zamontuje sobie klasa średnia i wyższa, a później urządzenia będą coraz bardziej dostępne osobom biedniejszym. Chociaż cena instalacji dzisiaj jest zbliżona do ceny laptopa ze średnio-wyższej półki, to wiele osób zastanowi się kilka razy zanim wyda 4-5 tys. zł na urządzenie, które będzie użyte kilkanaście razy w roku. W pierwszej kolejności więc – niestety – dostęp do chłodu zapewnią sobie ci, którzy go najmniej potrzebują. Ten wątek rozwinę dalej.
– Kwestia klimatyzacji jest bardzo ciekawym wątkiem – na jej przykładzie można prześledzić różne podejścia do solidarności społecznej oraz do zmiany klimatu. Z perspektywy środowiskowej i klimatycznej instalowanie kolejnych technologii zależnych od zasilania energią elektryczną jest kiepskim pomysłem. Tworzymy wtedy mechanizm sprzężenia zwrotnego: emisje powodują ocieplenie klimatu, te z kolei napędza konieczność chłodzenia się. Mamy więc jeszcze więcej emisji i tak dalej i tak dalej – mówi mi Zofia Bieńkowska, antropolożka środowiskowa badająca społeczne i kulturowe skutki zmian klimatu.
Z takim stanowiskiem nie zgadza się Adam Błażowski.
– Faktycznie IEA prognozuje potrojenie zapotrzebowania na energię w związku z koniecznością chłodzenia pomieszczeń. Dla części środowisk ekologicznych wychowanych na 'Limitach wzrostu' takie prognozy wyglądają złowieszczo. Utożsamiają wytwarzanie energii z dewastacją środowiska, bez analizowania wpływu różnych technologii na środowisko. Tymczasem energia z atomu i OZE jest dziś powszechnie traktowana jako zielona, mamy więc narzędzia by wzrost naszych potrzeb energetycznych zaspokoić w bardzo zrównoważony sposób – wyjaśnia.
– Za tego typu myśleniem stoi przekonanie, że można utrzymać status quo, niezmienny, wygodny tryb życia – wystarczy zmienić źródła energii na "odnawialne". Problem polega jednak na tym, że ten tryb życia zakłada ciągły wzrost, więc nawet przy inwestycjach w energie "odnawialne" zapotrzebowanie na energię wciąż będzie rosło – odpowiada na podobną argumentację Bieńkowska.
– A nawet zielone energie mają swoje koszty środowiskowe – związane m.in. z niszczeniem siedlisk lub zapotrzebowaniem na wodę do chłodzenia, a tej też mamy coraz mniej – dodaje.
– Oczywiście, obawa, że zadepczemy świat rozpasaną konsumpcją jest całkowicie realna, ale osobiście bardzo krytycznie traktuję próby zaliczenia do tej kategorii naszych elementarnych potrzeb. Zapewne, gdyby dziś wynaleziono lodówki znalazłyby się głosy krytykujące pomysły by takie urządzenie umieścić w każdym domu – mówi z kolei szef fundacji WePlanet.
Klimatyzatory ratujące życie
Według danych Światowej Organizacji Meteorologicznej od dekad rośnie liczba ofiar upałów (chociaż spada liczba ofiar ekstremalnych zjawisk pogodowych w ogóle). Po pierwsze z uwagi na rosnącą z dekady na dekadę liczbę dni z ekstremalną temperaturą, a po drugie z powodu wciąż rosnącej liczby ludzi.
W latach 2010-2019 z powodu upałów życie straciło 100 tys. osób. Z pewnością jest to wartość zaniżona (jedynie w czerwcu 2026 roku szacuje się, że mieliśmy do czynienia Europie z 15-20 tysiącami nadliczbowych śmierci). Istotniejszy jest jednak trend. A ten jest wyraźny – od lat 80-tych wzrasta śmiertelne żniwo fal gorąca.
Trend ten jednak odnosi się głównie do krajów biedniejszych. W krajach zamożnych adaptacje wyprzedzają śmiercionośne skutki zmian klimatu. I nie jest to żaden "technooptymizm", jak prawdopodobnie powiedzieliby niektórzy, zwłaszcza ci z lewej strony "komentariackiej" sceny. Niech dowodem będzie tytuł głośnej analizy przeprowadzonej przez badaczy pod wodzą Marcina Walkowiaka z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu zamieszczonej w zeszłym roku renomowanym czasopiśmie naukowym International Journal of Biometeorology. Praca nosi tytuł "Outpacing climate change: adaptation to heatwaves in Europe – Wyprzedzając zmiany klimatyczne: dostosowanie do fal upałów w Europie".
"Obecne prognozy wpływu zmian klimatu na śmiertelność wywołaną falami upałów opierają się na konserwatywnych założeniach dotyczących adaptacji. Jednak badania wykazały spadek faktycznej liczby zgonów w wyniku fal upałów, co rodzi pytania o mechanizmy leżące u podstaw zjawiska" – pisze Walkowiak w swojej pracy.
Zauważa on, że rosnący dobrobyt napędza ulepszenia infrastruktury, "a zwłaszcza przystępność cenową klimatyzacji", będącej jednym z głównych motorów spadku śmiertelności. Badacze podkreślają, że Europa – uśredniając – jest w stanie absorbować dodatkowy jeden stopień wzrostu temperatury (i tym samym zmniejszać śmiertelność) co 18 lat.
Ochronny wpływ klimatyzatorów na życie ludzi był wielokrotnie potwierdzony w badaniach. W artykule naukowym opublikowanym w 2020 roku przez grupę badaczy pod wodzą Francesco Sery w czasopiśmie "Epidemiology" analizie zostało poddanych ponad 300 miast w Kanadzie, Hiszpanii, Japonii i USA w latach 1972-2009. We wszystkich miejscach badacze przypisali klimatyzacji spadek ryzyka zgonów. Naukowcy zwracają jednak uwagę, że "inne czynniki odegrały równą lub ważniejszą rolę w zwiększaniu odporności populacji".
Zatrzymajmy się tu na chwilę. Wiele osób, zwłaszcza "klimatyzatorosceptyków" powie – aha, więc istnieją inne sposoby na unikanie zgonów niż tylko klimatyzacja! Tak, istnieją, i nikt temu nie przeczy. Należą do nich choćby instalowanie zewnętrznych żaluzji, malowanie powierzchni miejskich na jasne kolory, czy "zazielenianie miast". Ale systemy chłodzenia stają się niezbędne, kiedy upały się przedłużają, a do tego mamy do czynienia z tropikalnymi nocami, które uniemożliwiają schłodzenie pomieszczeń. Wtedy żadne pasywne sposoby na chłodek po prostu nie pomogą.
Nieco starsze badanie z 2016 roku opublikowane w Journal of Political Economy wskazuje, że śmiertelność z powodu wysokich temperatur w Stanach Zjednoczonych spadła między latami 1900-1959, a 1960-2004 o 80 proc. Badacze pod wodzą Alana Barreca przypisali całość efektu upowszechnieniu się urządzeń chłodzących.
To jeszcze jeden artykuł (chociaż można je wymieniać przez kolejne kilka stron). Otóż analiza opublikowana w prestiżowym JAMA Internal Medicine dowodzi tego, że w domach opieki z zainstalowaną klimatyzacją ryzyko śmierci pacjentów podczas fal upałów było znacznie niższe niż w placówkach bez tego sprzętu.
I tu jest kluczowa sprawa, którą zasygnalizowałem na początku. Otóż, jeśli chodzi o ochronę ludzkiego życia, to klimatyzacja sprawdza się najlepiej w przypadku seniorów oraz osób schorowanych. I to właśnie im dostarczenie chłodnych pomieszczeń powinno być absolutnym priorytetem. Niestety klimatyzacja "rzucona na rynek" będzie w pierwszej kolejności – zamiast ratować życia – zwiększać komfort życia osób zamożniejszych. Wśród nich oczywiście znajdują się również osoby starsze, ale w dużej części są to po prostu relatywnie młodzi członkowie klasy średniej i wyższej.
Nie ma nic złego (no prawie – o tym za chwilę) w tym, że osoby, które mają na to środki chcą się "wyklimatyzować z upałów". Problem pojawia się wtedy, kiedy władze nie mają pomysłu albo zapału, albo wyobraźni, albo po prostu woli, żeby chronić tych najbardziej wrażliwych.
Co więc można dla nich zrobić? Z pewnością priorytetem powinno być stworzenie warunków termicznego komfortu w domach opieki. Stety lub niestety w świecie ze zmianami klimatu oznacza to montowanie klimatyzatorów. Władze powinny również informować osoby starsze na temat dostępnych klimatyzowanych pomieszczeń w okolicy. Wiemy, że przyszłość globalnej północy jest "siwa". Ze względu na procesy demograficzne seniorzy będą stanowić coraz większą część społeczeństw. Coraz dłużej będziemy również żyć. A to oznacza, że coraz większe odsetki mieszkańców państw będą potrzebowały chłodu w gorące dni nie tylko dla poprawy komfortu funkcjonowania, ale również z powodów zdrowotnych.
Klimatyzacja "rzucona na rynek" będzie w pierwszej kolejności – zamiast ratować życia – zwiększać komfort życia osób zamożniejszych. Ilustracja: Shutterstock / Byrka Ekaterina
Klimatyzacyjny bilans
Czy więc lewa strona przegrała i rację miał twitterowicz Pudge? Nie tak szybko. Część komentatorów słusznie zwraca uwagę na fakt dokładania systemów chłodzenia się do miejskich wysp ciepła w przypadku klimatyzatorów. Przypomnijmy, że jest to zjawisko gromadzenia się energii cieplnej w miastach, zwłaszcza w gorące dni. Jak już powiedziałem klimatyzatory są urządzeniami, które "wyrzucają" upał z budynków na zewnątrz. To z kolei dorzuca skwaru do i tak trudnego do wytrzymania upału w mieście. Klimatyzatory więc po pierwsze muszą pracować ciężej (a więc wypromieniowywać jeszcze więcej ciepła), a po drugie szkodzą tym, którzy klimy nie mają.
– Oczywiście miejska wyspa ciepła nie powstaje z powodu istnienia klimatyzacji – wielość klimatyzatorów jednak pogłębia ten problem. Mamy więc do czynienia z sytuacją, gdy środek pomagający nielicznym przyczynia się do pogorszenia sytuacji dla wszystkich – mówi mi Zofia Bieńkowska.
Czy ma rację?
Powstają dwa pytania. Pierwsze: jak wygląda bilans zysków i strat. Drugie: czy da się ograniczyć straty.
Odpowiedź na pierwsze pytanie jest następująca: bilans wychodzi zdecydowanie na plus. I tu znów muszę się uciec do badań (taka rola odpowiedzialnego publicysty!). Według analizy opublikowanej w Environment International, która przyglądała się japońskim miastom rzeczywiście da się przypisać klimatyzacji dodatkowe "nadliczbowe zgony". Badacze przyglądając się różnym miejscowościom w latach 2000-2010 stwierdzili, że ciepło z klimatyzacji "dołożyło się" do około 3 proc. dodatkowych zgonów. Jednocześnie w trakcie upałów ogranicza ona śmiertelność o około 35-45 proc. Innymi słowy mamy dylemat podobny do szczepionek – niemal żadna z nich nie jest pozbawiona ryzyk. Istotne jest to, czy korzyści przewyższają zagrożenia z ich stosowania.
Podgrzewanie miast może być zmniejszone przez miejsce montażu jednostek zewnętrznych. Otóż, jeżeli montuje się je na dachach budynków, to ciepło jest skuteczniej rozpraszane zmniejszając zjawisko gorących "betonowych rynien", czyli chodników otoczonych przez bloki dogrzewanych klimatyzacją. To pierwsza część odpowiedzi na pytanie o ograniczanie strat.
Pozostał nam więc jeszcze jeden, być może najważniejszy argument przeciwko klimatyzacji. Otóż urządzenia same dokładają się do zmian klimatycznych. Poza tym, że tworzą zapotrzebowanie na energię, to również, ze względu na swoją konstrukcję mają potencjał globalnego ocieplenia. Pamiętacie Państwo kwestię czynników chłodniczych? Są to gazy, które są sprężane i rozprężane w układzie klimatyzacyjnym (swoją drogą w ten sam sposób działają nasze lodówki i klimatyzacja samochodowa, choć stosowane są w niej nieco inne substancje). Czynniki chłodnicze są gazami cieplarnianymi. I to znacznie bardziej groźnymi dla atmosfery niż CO2.
Co więc możemy z tym zrobić? Możemy (przez regulacje) wymuszać na producentach zmianę czynników chłodniczych z substancji o bardzo wysokim potencjale tworzenia efektu cieplarnianego (GWP Global Warming Potential) na niższy. Obecnie stosowane czynniki są o wiele mniej szkodliwe niż używane kilka dekad temu (choć nadal mają bardzo wysoki GWP). Przyszłością branży ma być czysty propan, który ma GWP bliską CO2.
Warto dodać, że gazy te "uwalniają" swój potencjał ocieplenia wtedy, kiedy rozszczelnia się instalacja. A to dotyczy mniejszości urządzeń. Dodatkowo istnieją dość rygorystyczne przepisy odnoszące się do utylizacji czynników chłodniczych.
Podsumujmy: klimatyzatory ratują życie. To niezaprzeczalny fakt. Jest to sposób na ocalenie tysięcy istnień ludzkich. Światowa Agencja Energetyczna szacuje, że rocznie klimatyzacja zapobiega 200 tys. zgonów. I ratuje je teraz, podczas gdy na efekty dekarbonizacji musielibyśmy czekać dekadami. Systemy chłodzenia ratują życie głównie ludzi starszych. I to oni powinni być absolutnym priorytetem dla władz.
Klimatyzatory mają swoje wady. Obciążają ekosystemy, dokładają się do efektu miejskich wysp ciepła i same generują dalsze ocieplenie. Te wady można jednak mitygować przez inżynierskie podejście do problemu. Bilans wychodzi zdecydowanie na plus. Klimatyzatory, wbrew temu co chciałaby myśleć część komentariatu to nie kwestia polityczna czy światopoglądowa, a praktyczna.