Uber chwali się ekologicznymi furami w Krakowie. Z początku pomyślałem „wow”, ale potem…

Kraków to jedno z najbardziej zasmrodzonych miast w Polsce. Kiedy więc Uber poinformował, że rusza z usługą Uber Green i będzie wozić mieszkańców bezemisyjnymi elektrykami, pomyślałem: „super”. Ale potem coś zaczęło się mi się nie zgadzać.

Stolica Małopolski to jedno z tych miejsc w Polsce, z którymi mam duży problem. Z jednej strony (i mówię to jako rdzenny warszawiak) uwielbiam to miasto za klimat wąskich uliczek, wieki tradycji i życzliwych, niespieszących się nigdzie przechodniów.

Z drugiej jednak – szczególnie w zimie – ciężko tam oddychać. To rzecz, która między październikiem a marcem skutecznie mnie od Krakowa odstręcza.

Wiem, że ratusz walczy ze smogiem, daje dopłaty do wymiany starych pieców, dorzuca okresowo bezpłatną komunikację publiczną, ale od lat nic na gołe oko (czy raczej nos) się nie zmieniło. „Gazeta Wyborcza” pisała niedawno, że Kraków zajmuje drugie miejsce na liście najbardziej zanieczyszczonych miast świata.

I w tym momencie wjeżdża Uber, cały na biało.

Nowa usługa – czytam – dostęp do w pełni elektrycznych i zeroemisyjnych samochodów za pomocą jednego kliknięcia. Jako fan ekologicznego przemieszczania się po mieście mogłem tylko przyklasnąć. Firma liczy, że w ciągu najbliższych 3 miesięcy z elektryków skorzysta 10 tys. klientów. Ergo – przyczynią się do zmniejszenia zanieczyszczenia powietrza (CO2 wpływa na występowanie niskiej emisji – pyłów i gazów do wysokości 40 m).

Dalej dochodzę do przykładów. Uber pisze, że pilotażowo wprowadził już ten program w Lizbonie i Bukareszcie. W tym pierwszym mieście w trzy miesiące udało się zredukować emisję dwutlenku węgla o 23 tony CO2. W stolicy Rumunii – o 64 tony w ciągu całego roku.

Wow, tony CO2, to robi wrażenie. Ale wgryźmy się w temat głębiej. Bo te dziesiątki ton CO2 to właściwie dużo czy mało?

Otóż – bardzo mało. Średnia światowa to 5 ton CO2 na osobę rocznie, pisze ziemianarozdrozu.pl. W Europie zdecydowanie więcej, bo ok. 10 ton (dokładniejsze wyliczenia można sobie przeprowadzić w kalkulatorze) Wychodzi więc na to, że w Bukareszcie przez rok działania Uber Green udało się zniwelować ślad węglowy wyprodukowany przez 6-7 osób. A to miasto o liczbie mieszkańców zbliżonej do Warszawy.

Marketing się więc Uberowi za bardzo nie udał, a hasło przyczyniania się do zmniejszania emisji dwutlenku węgla trzeba chyba uznać za oczko puszczone w stronę konsumentów. Bo to przecież nie może być na poważnie. To trochę jak przetrzeć stół w salonie i chwalić się wkładem w posprzątanie mieszkania.

Żeby jednak nie było – całej idei mocno kibicuję.

Przejazdy elektrykami mają kosztować tyle, co Uber Select – cena nie będzie więc wyśrubowana. Być może dzięki temu kolejne tysiące Polaków oswoją się z samochodami elektrycznymi, a dokonanie elektromobilnej rewolucji stanie się w przyszłości prostsze.

W podobnym tonie wypowiada się zresztą w komunikacie Ubera, Maciej Mazur, prezes Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

W związku z tym, że elektromobilność odgrywa ważną rolę w naszej wspólnej walce z zanieczyszczeniem powietrza, Uber Green, który właśnie debiutuje w Krakowie, jest ważnym krokiem we właściwym kierunku. Mimo że trend związany ze stosowaniem pojazdów elektrycznych szybko się w Polsce rozwija, to wciąż stoimy przed wieloma wyzwaniami. Wierzymy jednak, że Uber Green będzie doskonałym ambasadorem elektromobilności, przybliżając ją każdemu, kto odwiedzi Kraków. Mamy też nadzieję, że usługa zawita niebawem do innych miastach – podkreśla.

I za to, mimo drobnych złośliwości z mojej strony, naprawdę trzymam kciuki.