Londyn banuje Ubera. Jazda z aplikacją jest zbyt niebezpieczna

To może być cios w samo serce Ubera, bo Londyn jest dla spółki jednym z głównych źródeł przychodów. Teraz startup dowiedział się, że jego licencja nie zostanie przedłużona.

Fot. JB/Bizblog.pl

Licencja, która pozwala Uberowi działać na terenie Londynu, wygasa 25 listopada o godz. 23.59. Nie oznacza to jednak, że z automatu kierowcy i pasażerowie korzystający z aplikacji będą musieli przesiąść się do autobusów.

Uber zapowiedział, że złoży odwołanie i do czasu jego rozpatrzenia firma będzie mogła działać w stolicy Wielkiej Brytanii tak jak do tej pory.

Londyn vs. Uber

Waśnie między Transport of London a Uberem trwają od dość dawna. Po raz pierwszy do poważnego zgrzytu doszło w 2017 r., gdy TfL odrzuciło wniosek o przedłużenie licencji. Sprawa trafiła do sądu, a ten zawyrokował, że Uber powinien dostać dodatkowe 15 miesięcy. We wrześniu Uber dostał jeszcze kolejne 2 miesiące. Zdaniem organizacji, platforma nie wykorzystała tego czasu, choć Dara Khosrowshahi uwijał się jak mógł.

Uber wdrażał np. pakiet Safety Toolkit, w którym znalazły się przyciski bezpieczeństwa, Platforma rusza też z testami rejestratorów dźwięku i obrazu. Taką opcję dostaną początkowo kierowcy z Meksyku i Brazylii. Głos ma być nagrywany bezpośrednio z poziomu aplikacji i będzie przechowywany na telefonie klienta. Jeśli chodzi jednak o sam Londyn, miejscy włodarze uznali, że Uber nie jest jeszcze gotowy na bezpieczne wożenie Londyńczyków po mieście.

Pomimo rozwiązania niektórych z tych problemów, TfL nie ma pewności, że podobne problemy nie powtórzą się w przyszłości, co doprowadziło ją do wniosku, że firma nie jest obecnie w dobrej formie

– powiedział rzecznik Transport for London.

O co właściwie chodziło? Londyńczycy zarzucają Uberowi m.in. brak weryfikacji. Władze miasta zarzucają startupowi, że tylko w ostatnich miesiącach 14 tys. przejazdów odbyło się z kierowcami, którzy jeździli samochodem pod cudzym nazwiskiem. System daje im bowiem możliwość wgrania swojego zdjęcia na konto innego kierowcy.

W ten sposób niczego nieświadomy pasażer może przejechać się z osobą, która została wcześniej zawieszona, i nawet się w tym fakcie nie połapać.

Głos zabrał również burmistrz Londynu Sadiq Khan. Mężczyzna wsparł decyzję TfL, pisząc, że choć wywoła ona zapewne sprzeciwy ze strony użytkowników aplikacji, to bezpieczeństwo jest dla niego najwyższym priorytetem.

Uber szuka alternatyw

Biorąc pod uwagę czarne chmury, jakie gromadzą się nad core businessem Ubera, nic dziwnego, że spółka szuka odskoczni. W trakcie Web Summit CFO startupu Manik Gupta zapowiedział, że spółka idzie teraz w kierunku rozwoju elektrycznych hulajnóg.

Wcześniej mogliśmy natomiast usłyszeć o kupnie chilijskiego Cornershop, czyli amerykańskiego szopi.pl. Uber intensywnie rozwija też usługę Uber Eats. I choć firma wybiła się jako marka na przewozach osób, za chwilę może się okazać, że to tylko dodatek do jej działalności. Póki co zapowiada jednak, że zamierza się odwoływać od decyzji TfL i ratować 45 tys. kierowców, którzy korzystają z Ubera w Londynie.