Wiadomości / Felietony

Tesla z przebiegiem 725 000 kilometrów. To nowy rekord, którego boją się gęsi

Wiadomości / Felietony 24.05.2019 120 interakcji
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 24.05.2019

Tesla z przebiegiem 725 000 kilometrów. To nowy rekord, którego boją się gęsi

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz24.05.2019
120 interakcji Dołącz do dyskusji

Powraca kącik Tesli, bo Tesla nigdy nie zasypia, jak pijani kierowcy na Autopilocie. To już 450 tysięcy mil za nami.

Akcje Tesli znowu spadły. Stop. Co to będzie? Stop. Pewnie nic. Stop. Jak zawsze. Stop.

Dobrze, ostatnie wahnięcie kursu akcji Tesli mamy już omówione. Zapowiadana brutalna redukcja kosztów chwilo chyba nic nie dała, bo akcje zanurkowały. Sieć po raz 3 458 żyje pytaniem, czy Tesla zbankrutuje i jak na jej sukcesie lub upadku zarobić. W naszym nieregularnym przeglądzie teslowydarzeń od razu przechodzimy do samochodów.

Po drodze wspomnimy tylko, że należąca do Elona Muska Boring Company urządziła pasjonujący wyścig. Jedna Tesla pojechała podziemnym tunelem wydrążonym przez Boring Company, a druga jechała górą w ruchu ulicznym. Dotrzeć miały w to samo miejsce. Absolutnie zaskakującą sprawą była wygrana podziemnej Tesli, która pokonała naziemną rywalkę aż o 3 minuty w wyścigu, który trwał 4 i pół minuty. Co wśród komentujących było fajnym pokazem szybkości podziemnego podróżowania.

Był to raczej mało interesujący pokaz kompletnie niczego, równy wyścigom w jedzeniu zupy łyżką lub widelcem. Lepiej napiszmy o samochodzie, który odniósł jakiś prawdziwy sukces. Kolejna Tesla osiągnęła bardzo wysoki przebieg. I to bez ani jednej wymiany oleju!

Tesla S o przebiegu 725 000 kilometrów.

Ten dzielny samochód został wyprodukowany w 2015 roku i w czwartym roku życia dorobił się już znacznego przebiegu. 725 000 kilometrów przejechał w służbie firmy Teslaloop, zajmującej się transportem pasażerów pomiędzy dużymi kalifornijskimi miastami. W tym przebiegu najciekawsza jest liczba usterek i koszty ich naprawy, sumujące się do około 105 tysięcy złotych.

Lista napraw nie jest szczególnie długa, a większość kwot nie szokuje. Uzbierało się, i tyle. Tuż przed osiągnięciem rekordowego przebiegu eHawk – taki pseudonim nosi samochód – miał stłuczkę, i tym samym jedną ze swoich droższych napraw, bo wartą ponad 2 tysiące dolarów. Doczekał się również dość drogiej wymiany przednich świateł (2 800 dolarów).

Prawie dwa razy tańsza była naprawa układu klimatyzacji, której koszt, jako jeden z nielicznych kosztów, przekroczył tysiąc dolarów. Podobnie kosztowały naprawy chowających się w drzwiach klamek i wymiana mocowania fotela kierowcy. Kto by się spodziewał, że tak będzie z tymi klamkami.

Dość często kontrolowane były opony i kilkukrotnie dokonywano ich wymiany. W większości odbywało się to na koszt serwisu. Dwukrotnie wymieniany był 12-woltowy akumulator, a co gorsza, zestaw akumulatorów trakcyjnych zamontowano w eHawk-u już trzeci. Dwa poprzednie nie sprostały trudom codziennych podróży i ciągłego ładowania z wysoką mocą. Akumulatory wymieniono bez żalu i na gwarancji.

Do znacznego obniżenia kosztów użytkowania przyczynia się możliwość darmowego ładowania na stacjach szybkiego ładowania – Superchargerach. Ten model załapał się jeszcze na okres sprzedaży, gdy oferowano je dożywotnio i z tego przywileju korzystał nawet kilka razy dziennie.

Zerowe koszty ładowania Tesli.

W ten chytry sposób przejechanie każdej setki kilometrów wyniosło 7 dolarów (nie licząc kosztów zakupu samochodu). Koszt ten byłoby ponad dwukrotnie wyższy, gdyby nie darmowe Superchargery.

Utrzymanie innych służących w Tesloop samochodów, kosztowało znacznie więcej. Lincoln Town Car i Mercedes GLS osiągnęły dużo gorsze wyniki (22 i 25 dolarów na każde sto kilometrów), głównie za sprawą kosztów paliwa. Gdyby za ładowanie Tesli trzeba było płacić, wciąż byłaby tańsza w użytkowaniu niż te dwa spalinowe samochody.

Jeden milion kilometrów już niebawem. W tym tempie dobicie do kolejnego rekordowego przebiegu zajmie niewiele czasu. Mało prawdopodobne, że o nim usłyszymy, bo w USA chwalą się wynikami w milach. Kolejny powód do pochwał nastąpi zapewne przy przebiegu 500 tys. mil, a przebieg wynoszący 621371,19 mil (1 milion kilometrów), może przejść bez echa.

Jak z takim przebiegiem poradziło sobie wnętrze pojazdu, można zobaczyć na filmie udostępnionym przez właściciela.

Koszty użytkowania to nie wszystko, warto wiedzieć jak przy obsłudze Tesli ograniczyć liczbę wizyt w serwisie. W Tesli chyba chcą zminimalizować liczbę odwiedzin klientów, bo opublikowali krótkie poradniki dla użytkowników Modelu 3 z najprostszymi czynnościami obsługowymi. Jakieś takie mało spektakularne te ich obrazki.

Tesla Model 3 – DIY

Nie różnią się one praktycznie niczym od instrukcji użytkownika. Jest tylko odrobinę lepiej, bo zawierają też GIF-y. Ta pomocna wizualizacja ma zapewne zachęcić klientów do samodzielnego wykonywania czynności, na których serwis wiele nie zarobi, a czas straci. Tego w serwisach Tesli brakuje najbardziej, mocy przerobowych. Pędzą, wciąż pędzą, wymieniając klamki i akumulatory.

Wymiana wycieraczek – Tesla Model 3.

Podręczniki Zrób to sam, są jak na Teslę mało kosmiczne. Inni producenci potrafili instrukcje dla użytkowników pojazdów przedstawić w bardziej atrakcyjnej formie. Szczególnie zawstydzić ich powinien Hyundai ze swoją rozszerzoną rzeczywistością (augmented reality).

rekordowy przebieg Tesla
Rozszerzona rzeczywistość Hyundaia.

Hyundai 4 lata temu przygotował poradnik w wersji dostępnej na smartfony. Wystarczy skierować obiektyw aparatu na element samochodu by został rozpoznany, a aplikacja prawidłowo dobrała film instruktażowy. Jeśli po otwarciu maski nie wiesz dokładnie na co patrzysz, Hyundai ci pomoże i nazwie widoczne na ekranie przedmioty. Żeby nie było zbyt pięknie, cyfrowe instrukcje zostały opracowane początkowo tylko dla Hyundaia Sonaty w Stanach Zjednoczonych.

Takiej prozy życia, jak instrukcja wymiany piór wycieraczek w formie szaroburego GIF-u się po Tesli nie spodziewałem. Skanować wyposażenie i części niektórych swoich modeli może również Citroen. A skoro o Francji mowa, nie może zabraknąć gęsi i Foie gras, które planuje zrobić z nich Tesla, gdy spotka je na drodze.

Gęsi nie są bezpieczne.

Blady strach padł na gęsi, bo cała autonomia Tesli zdaje się w ich przypadku na nic. Nie tak dawno, jeden z właścicieli Tesli opublikował film, gdzie Tesla jadąca na Autopilocie zatrzymała się przed królikiem. Takim poważaniem w oczach systemu przetwarzającego obraz z kamery na reakcje pojazdu nie cieszy się drób.

Inny z użytkowników przypadkiem nagrał brak reakcji Tesli na gęś. Rejestrował jak Tesla rozpoznaje obiekty na drodze, gdy kanadyjska gęś weszła na ulicę. Tesla ją zauważyła, ale nie sklasyfikowała jako obiekt po którym nie można przejechać. Na miejscu gęsi wystosowałbym oficjalny protest, domagając się by przy kolejnej aktualizacji oprogramowania uwzględnić ich prawo do życia.

Szczęśliwie dla gęsi, kierujący Teslą gąskę wyminął i uratował jej życie. Tesla zrobiłaby z niej pasztet. Ja też, choć pasztetu nie lubię. W imię postępu pozwoliłbym gęś rozjechać, by tą krwawą rzeź sfilmować, zyskać sławę w internecie i argument przeciwko autonomicznej jeździe. Wersja Tesli, że to już niebawem, jest wciąż obowiązująca.

Tym właśnie żyje internet, informacjami, czy Tesla zabiłaby gęś, czy ocaliła królika. To nie autonomiczna jazda, to eugenika.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie