Samochody używane

Przegląd ogłoszeniowy: wysłużone, 11-letnie złomy zalewające polskie ulice

Samochody używane 14.05.2018 1098 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 14.05.2018

Przegląd ogłoszeniowy: wysłużone, 11-letnie złomy zalewające polskie ulice

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski14.05.2018
1098 interakcji Dołącz do dyskusji

W Motoblenderze pisałem ostatnio o tym, jak to Zupełnie Niezależna Prasa bije na alarm, że Polskę wciąż zalewają graty i że przeciętny wiek samochodu to aż 11 lat i to z hakiem. Zróbmy więc przegląd ogłoszeniowy tych koszmarnych, 11-letnich złomów!

11 lat? Po tak długim czasie eksploatacji samochód nadaje się tylko na przemiał. Tak przynajmniej zdają się uważać tzw. ekolodzy, w rzeczywistości stanowiący raczej zbrojno-dziennikarskie ramię stowarzyszenia polskich dilerów samochodowych. Jak to świadczy więc o nowych samochodach sprzedawanych przez tychże dilerów? Serio, sprzedajecie szmelc, który po 11 latach do niczego się nie nadaje? To w takim razie jego zakup jest skrajnie nieekologiczny. Jak wiadomo Polacy to sami głupi janusze, którzy kupują udręczone szroty od Niemca, bo nie rozumieją, że dużo lepiej jest wydać 8 razy więcej na nowy wóz, który straci 8 razy więcej na wartości. Ja też tego nie rozumiem, ale bez obaw – żaden zakup nowego auta mi nie grozi. Pozostanę raczej przy tych 11-letnich struclach. Sprawdźmy więc, co słychać na rynku 11-letnich motoryzacyjnych zombie.

Tym razem zaczynamy od Mercedesa.

11-letnia klasa C to musi być kompletny złom. Spójrzcie tylko na ten wóz, jest tak skrajnie przestarzały, że brakuje mu tylko drewnianych kół.

Mercedes C200

Moim zdaniem sprzedawanie tak starego samochodu powinno być zabronione. Mamy tu silnik benzynowy 2.0 z kompresorem mechanicznym. Nie czytacie pewnie internetu, to nie wiecie że jak taki kompresor się zepsuje, to koniec gry. Nie wierzcie w bajki, że można go tanio zregenerować albo kupić używany w lepszym stanie. To na pewno absolutnie niemożliwe. Ponoć tak samo jest z hamulcami, jak wytrą się klocki to samochód jest do wyrzucenia. Taki Mercedes klasy C podczas przejażdżki próbnej może wydawać się Wam fajnym, dopracowanym, świetnie jeżdżącym samochodem – ale czy wiecie, że ma on wbudowany licznik cykli działania blokady stacyjki, który po osiągnięciu pewnej wartości blokuje moduł rygla i trzeba płacić 2000 zeta za naprawę? A co, jeśli stanie się to akurat gdy będziecie jechać z dzieckiem do komunii? Aż strach pomyśleć. A tu jeszcze rzecz pogarsza to, że samochód jest oferowany przez pierwszego i oryginalnego właściciela z Polski. Mało nam zalewu aut z zewnątrz, mamy jeszcze zalew wewnętrzny! To prawie jak wylew!

A BMW? Czy istnieją w ogóle tak stare BMW?

BMW E90

Ku mojemu oburzeniu znalazłem w ogłoszeniach bardzo dużo aż 11-letnich BMW. Zainteresował mnie ten egzemplarz 325d, do którego link zamieściłem powyżej. Aż mnie trzęsie z oburzenia, spójrzcie na tę konfigurację: śmiercionośny diesel 3.0 z 6 cylindrami w rzędzie, automat i brak iDrive – ktoś powinien za to odpowiedzieć. I ten przebieg: 208 000 km. Jakim sposobem to w ogóle się jeszcze przemieszcza o własnych siłach? Nie dość na tym, silnik jest po programie w VTG, czyli ktoś (mogę nawet pokazać palcem kto) zaingerował w oryginalne oprogramowanie silnika, zmieniając starannie przygotowane wartości fabryczne. To drastyczne naruszenie praw autorskich producenta. Już dzwonimy do płokułatuły! W najwyższym stopniu odradzam Wam interesowanie się tym egzemplarzem. Ilość zabójczych tlenków azotu, które emituje ten drogowy behemot, pozwoliłaby powalić zdrowego brontozaura. Całkowity brak brontozaurów potwierdza tylko tę tezę.

A Focus ST z 220-konnym silnikiem 2.5 Turbo? To dopiero 11-letni horror!

Ford Focus ST

Moja wściekłość sięgnęła zenitu, gdy zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę to jest Ford z silnikiem Volvo, czyli mamy tu nie jeden, a dwa samochody! Czyli ma nie 11 lat, a realnie 22! Ktoś powinien coś z tym zrobić, może wziąć się za okupację Sejmu albo coś. Gdyby mało było powodów do wściekłości – to jest oryginalne ST bez automatycznej klimatyzacji. No jak można było tak skonfigurować ST? Pytam się! Poza tym to jest Ford. I to 11-letni. A sam kiedyś dowiedziałem się od pracownika działu prasowego marki Ford, że naturalną koleją rzeczy po zakupie nowego Forda jest jego wymiana po 4 latach na jeszcze nowszego. Co więc powiedzieć o Fordzie w wieku 11 lat? Za chwilę przypadnie mu trzeci termin wymiany na nowego. Nie dajcie się zwieść internetowym opowieściom o bardzo wysokiej trwałości silnika 2.5 Turbo od Volvo i jego wysokiej podatności na tuning. To z pewnością nieprawda. A te rzekomo rewelacyjne własności jezdne Focusa ST też są pewnie przereklamowane. Na pewno jeździ jak taczka bez powietrza w kole. Tylko nowe samochody dobrze się prowadzą, jak są nowe, czyli do momentu wyjazdu z salonu.

Skoro już mówimy o Volvo, spójrzcie na ten wyeksploatowany szmelc: XC90 z V8.

Volvo XC90

Pisałem szczegółowo o tym silniku na Autoblogu, ale zapomniałem w opisie dodać, że ten silnik był tylko dobry jak był całkiem nowy, a teraz to sami wiecie, do niczego. Ponoć w Wielkiej Brytanii od 16 lat nikt nie zginął w XC90. Nie chcecie mi chyba w ten sposób powiedzieć, że ten samochód jest bardzo bezpieczny i świetnie wykonany? To chyba tylko dlatego, że tak stare auta nie jeżdżą po drogach – w Wielkiej Brytanii wszystkie samochody są nowe, wymieniane co 3-4 miesiące. Nikt się nie nabierze. Wiadomo, że to śmiercionośna pułapka. I na pewno zepsuje się w nim skrzynia biegów. I coś z elektroniki. To oczywiście dobrze, bo dzięki temu jego kierowca szybciej przekona się do zakupu nowego auta. Takim XC90 na co dzień w ogóle nie da się jeździć – nie wiem czy wiecie, ale samochody 11-letnie mają zwykle hamulce na linkę, odpalanie z korby i gaźnik opadowy, musicie w nich jeździć w pilotce i okularach zakrywających oczy, oraz nie przekraczać 15 km/h żeby nie płoszyć koni. Potwierdzone info, czytałem o tym w książce sprzed 11 lat. A może to było 110 lat.

Zupełnie nie warto też zwracać uwagi na tego skrajnie wysłużonego Civica.

Honda Civic

Samochody marki Honda są bardzo nietrwałe, stąd ich wyjątkowo niskie ceny na rynku wtórnym. Wczoraj trzykrotnie odmawiałem, gdy proponowano mi za darmo 11-letnią Hondę. Absolutnie nie należy także wierzyć w to, że silnik 1.8 i-VTEC jest cichy, oszczędny i niezawodny. To tylko propaganda. A już w najwyższym stopniu nie należy dać się omamić temu, że wersja sedan w Civicu VIII generacji ma z tyłu zawieszenie wielowahaczowe, dzięki czemu dobrze się prowadzi i pozostaje stabilna przy większych prędkościach. Nikomu chyba nie przyszłoby do głowy rozwijać 11-letnim szrotem prędkości większej niż 30 km/h. Jeśli jeszcze nie odwiodłem was od zakupu tego Civica, zwrócę waszą uwagę na obecność 5-biegowej, automatycznej skrzyni biegów. Bez wątpienia przy tak gigantycznym przebiegu jak 118 000 km ta skrzynia wkrótce wybuchnie, rozpadając się na milion drobnych elementów, które siłą wybuchu zostaną wyniesione na orbitę okołoziemską – w końcu jest to tzw. Civic UFO. Jeśli mogę coś doradzić ze szczerego serca, to zanim podejmiecie fatalną decyzję o zakupie tego auta, spójrzcie na podłogę i progi w tylnej części, najlepiej od spodu, bo w Polsce to i statek kosmiczny obcych potrafi skorodować.

Albo ten ledwo powłóczący kołami, 11-letni Lexus…

Lexus IS

Nie wiem czy wiecie, ale samochody marki Lexus zdobywają najwyższe miejsca w rankingach zadowolenia wśród swoich użytkowników. Nawet starsze egzemplarze (czy jak ten 11-latek, wręcz muzealne) nie dają powodów do narzekań swoim użytkownikom. Jedyne wytłumaczenie jest więc takie, że te rankingi to zwykła manipulacja sponsorowana przez handlarzy samochodami, którzy zmyślają te dane, by ukryć fakt całkowitej nieprzydatności 11-letnich samochodów. Jak można być zadowolonym z tak starego Lexusa? Pracuje tu 2,5-litrowy silnik benzynowy w układzie V6. Wiele osób twierdzi, że to nadzwyczaj oszczędna jednostka napędowa. Oszczędnie to jest proszę państwa kupić nowy samochód w finansowaniu 111,1% na 2 lata, a gdy się po tych 2 latach zużyje, to zamienić na nowy. Poza tym, czy zdajecie sobie sprawę, ile kosztuje serwis takiego 11-letniego Lexusa? Przecież tu do wymiany jest praktycznie cały samochód, poczynając od filtra powietrza i oleju, a kończąc na łącznikach stabilizatora. I jeszcze jedno! Ten egzemplarz sprowadzono z USA. Wiecie jak daleko jest z USA? Pewnie jechał przez Grenlandię, a tam cały czas leży śnieg, więc drogi są obficie posolone… nie muszę wam tłumaczyć, czym to grozi.

Czy może być coś gorszego niż tak stary samochód francuski?

Citroen C4 Picasso

Wątpię, dlatego zdecydowanie ostrzegam was przed zainteresowaniem tym skrajnie zużytym Citroenem Grand C4 Picasso w bardzo bogatej wersji. Spójrzcie, ile tam jest rzeczy, które mogą się zepsuć! Nie warto dawać się skusić temu bogatemu wyposażeniu, siedmioosobowemu wnętrzu z osobnymi fotelami dla każdego pasażera czy automatycznej skrzyni biegów. Zwłaszcza, że to tzw. typ zautomatyzowany, czyli manualna przekładnia z siłownikiem odpowiadającym za rozsprzęglanie i zmianę biegu. Tyle technicznych terminów, francuska produkcja i zaawansowany wiek to wręcz przepis na katastrofę. Znałem aż czworo właścicieli Citroena C4 Picasso, z tego 2 osoby mają go nadal. Jedna zmaga się z bólem zębów, a drugiej wylała rura w mieszkaniu – niby nie można łączyć tych rzeczy, ale wiecie jak jest. Ponadto ten dwulitrowy diesel wytrzymuje najwyżej 500 000 km, potem psuje się w nim zespół pompy wysokiego ciśnienia common rail i naprawa kosztuje kupę forsy. Tak że jeśli macie małe dzieci i szukacie wygodnego minivana za rozsądne pieniądze, musicie bezwzględnie omijać Citroena Grand C4 Picasso. Jedynym ratunkiem dla Was jest jakiś nowy elektryczny SUV w abonamencie.

 

No i na koniec ulubiona marka polskich nabywców – Audi.

Audi A3

11-letnie A3 z dieslem i przebiegiem ponad 200 000 km,  czyli czyste, nieskażone, motoryzacyjne zło. To takie samochody odpowiadają za cały smog w Polsce. Mało znanym faktem jest, że w tych modelach DPF wycinano już w fabryce. Na końcu linii produkcyjnej modeli przeznaczonych na rynek polski stali Janusz z Mariuszem i rżnęli DPFy diaksem, a potem sprzedawali je drożej Niemcom. Tak było, nie zmyślam. W ogóle Audi A3 to bardzo, bardzo zły samochód. Wszystkie silniki w nim są nieudane. Nawet zwykły 1.6 MPI to klops, bo jest głośny i z czasem zaczynają falować w nim obroty. Wiadomo, że jak w aucie falują obroty, to najwyższy czas by wymienić je na nowe. O 1.8 TSI nawet nie chce mi się mówić, bo zamiast lać wodę na jego temat, musiałbym lać olej. A diesle? W 1.9 TDI BXE wycierają się panewki. W 2.0 TDI pada wszystko po kolei – pompowtryskiwacze jeśli są, jeśli to wersja CR – to też coś się na pewno psuje, np. „ołówek” czyli zabierak pompy oleju. W 1.6 TDI poddają się wtryskiwacze Conti-Siemens.

Tu mamy akurat do czynienia z silnikiem 2.0 TDI o kodzie BMN – nie należy go mylić z ciekawym silnikiem 2.0 TDI BMM, czyli połączeniu dołu z 2.0 z 8-zaworową głowicą z 1.9 TDI. BMN jest 16-zaworowy, ma seryjny filtr cząstek stałych (HURR NA PEWNO DAWNO WYCIĘTY DURR) i pompowtryskiwacze piezoelektryczne Siemensa. Zdarzało się, że pęka w nim głowica. Mam nadzieję, że wystarczająco was nastraszyłem i nawet nie przejdzie wam przez myśl, by wydać choćby złotówkę na takie Audi A3.

Ono nie dojedzie nawet do mechanika.

Mam nadzieję, że ten przegląd przekonał was ostatecznie, że samochody 11-letnie są absolutnie niewarte zainteresowania. Nie da się kupić 11-letniego samochodu z nowoczesnym wyposażeniem, bezpiecznym nadwoziem czy trwałym silnikiem spełniającym normę Euro 4. Właściwie te auta są tak stare, że można byłoby do nich zaprząc konia. Koń by się uśmiał.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie