Felietony

Motoblender 10: jak Szwedzi wymyślili trolejbus po raz drugi

Felietony 12.05.2018 132 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 12.05.2018

Motoblender 10: jak Szwedzi wymyślili trolejbus po raz drugi

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski12.05.2018
132 interakcje Dołącz do dyskusji

To już dziesiąta edycja cyklu Motoblender, czyli subiektywnego przeglądu niusów motoryzacyjnych i okołomotoryzacyjnych z zeszłego tygodnia. W tej edycji Szwedzi wynajdują trolejbus, Opel Astra jedzie SIEDEMSET NA GODZINĘ, a Ford wini media za swoje głupie decyzje.

Zacznijmy od tego Opla Astry, bo to historia z ciekawym drugim dnem. Oto pewien kierowca Opla z Belgii został przyłapany na jeździe 696 km/h w strefie ograniczenia prędkości do 50 km/h. Dostał więc z automatu najwyższy możliwy mandat, bo oczywiście nikt nie weryfikuje tych pomiarów i po prostu wysyła się wezwanie do zapłaty. Kierowca oprotestował mandat – bezczelny blachosmrodziarz, nie dość że jechał 700 km/h, to jeszcze protestuje – i wtedy dopiero władze przyjrzały się sprawie. Podejrzany przez jakiś czas mógł się chwalić, że był drugim najszybszym człowiekiem na Ziemi w samochodzie napędzanym silnikiem tłokowym – rekord świata wynosi coś 705 czy 707 km/h, tak że było naprawdę blisko.

A na pewno miał najszybszego Opla.

Policja i operator fotoradaru przyjrzeli się szczegółowo pomiarom i ustalili, że w rzeczywistości kierowca jechał nie 696 km/h, a 60 km/h. Zatem i tak musi płacić. Chwileczkę, coś mi tu nie pasuje. Jeśli w momencie pomiaru fotoradar zmierzył prędkość tego kierowcy jako 696 km/h, co jest oczywistym absurdem, to oznacza że działał wadliwie. Jeśli działał wadliwie, to w jaki sposób mógł prawidłowo zmierzyć prędkość Opla i określić ją jako 60 km/h? Jeśli nawet wykonał dwa pomiary jeden po drugim, 696 i 60 km/h, to sama gigantyczna rozbieżność tych wyników pokazuje że fotoradar był zepsuty. Niemożliwe jest bowiem, żeby w ułamku sekundy samochód zahamował z 696 do 60 km/h. Oznacza to, że całość pomiaru tego pojazdu jest wzięta z kosmosu.

Podobno chodziło o błąd w oprogramowaniu sterującym – tym bardziej nie sposób uznać, że ten błąd w magiczny sposób ustąpił w ułamku sekundy i pomiar 696 jest bez sensu, a 60 jest idealnie precyzyjny. Raczej należałoby unieważnić pomiary z tego dnia i oddać urządzenie do sprawdzenia. Tak postąpiłby zapewne człowiek uczciwy, ale nie jest to pierwszy przypadek, gdy widać, że w sprawach związanych z ruchem drogowym władze mogą bezkarnie łamać wszystkie podstawowe reguły państwa prawa, takie jak nie ma kary bez winy, prawo nie działa wstecz itp.

„NO, TO PODAJ TAKIE PRZYKŁADY, CWANIACZKU” – napiszą komentatorzy.

A proszę bardzo:

  • nie ma kary bez winy – ale karze się właściciela samochodu za niewskazanie komu użyczył pojazd do prowadzenia w dniu dokonania wykroczenia. To tak jakby karać właściciela mieszkania, w którym popełniono morderstwo za niewskazanie kogo wpuścił do tego mieszkania najemca.
  • prawo nie działa wstecz – są wyznaczone legalne miejsca parkingowe. Nie ma limitu długości parkowania. Parkujesz, a następnie wyjeżdżasz na 2 tygodnie na wakacje. Następnego dnia stawiają tabliczkę, że za tydzień parkowanie tu będzie nielegalne. Nie masz obowiązku jej widzieć. Mimo to za tydzień odholowują ci legalnie zaparkowany samochód, choć w momencie zaistnienia sytuacji prawnej była ona zgodna z przepisami – prawo zadziałało wstecz.

Szwedzi wynajdują trolejbus

Skoro już o działaniu wstecz mowa, jest taki mem: chyba airbnb wrzuciło informację, że powstaje zupełnie nowy wynalazek: budynki złożone wyłącznie z pokojów do wynajęcia w ramach airbnb. I ktoś napisał w komentarzu: that’s a hotel. You invented a hotel. Tak samo zdarzyło się w Szwecji. Szwedzi wynaleźli trolejbus i udało im się tym sposobem dostać do głównych niusów. Wystarczyło to inaczej ubrać. Oto w Szwecji powstała specjalna droga, która ładuje samochody elektryczne. Możesz nią jechać i twój samochód elektryczny będzie zawsze naładowany! Genialne! Gdy się wczytać, chodzi o 2-kilometrowy odcinek drogi między terminalami przeładunkowymi, po którym jeżdżą elektryczne ciężarówki i one mają takie wysunięte ramię, dzięki któremu dotykają do szyny w drodze i tym sposobem dostają prąd do jazdy.

Ładowanie bezprzewodowe

Zaraz, jakbym już gdzieś to słyszał. Pojazdy elektryczne z ramieniem trakcyjnym? Nieee, to kompletna nowość, nikt tego wcześniej nie wymyślił. Ciekawe, co się stanie, jak na tę szynę nastąpi człowiek albo wysunie ramię, żeby jej dotknąć. Może być równie wstrząśnięty, co ja po przeczytaniu tego niusa. A gdyby tak pokryć wszystkie główne ulice w mieście siecią trakcji elektrycznej, naziemnej lub podziemnej, dzięki czemu transport kołowy mógłby być elektryczny? O rany, ależ to genialny pomysł. Szkoda, że mają to już w Pyongyangu.

Szef Forda Jim Hackett wpisuje się w nurt obwiniania mediów o własne głupie decyzje.

Ford drastycznie okrawa gamę samochodów osobowych w Stanach. Zostaje tylko Mustang i Focus, reszta to będą SUV-y i crossovery, pick-upy i auta terenowe. Wiadoma sprawa, pisaliśmy o tym parę razy. W tym samym tonie odzywały się też inne media – że Ford oddaje pole konkurencji bo nie umiał stworzyć silnych, konkurencyjnych produktów. Zamiast tego jego samochody sprzedawały się nędznie i przegrywały walkę z japońską konkurencją. Gdzie tu kłamstwo albo negatywna propaganda? Doszukał się jej Jim Hackett, który stwierdził podczas konferencji z okazji corocznego zebrania udziałowców, że media złośliwie piszą „Ford poddaje front, konkurencja zaciera ręce” podczas gdy w rzeczywistości powinny one pisać „Ford wymyśla samochód na nowo, ależ to będzie ekscytujące nowe otwarcie”. Spoko Jim, ale pomyliłeś niezależne media z własnym działem PR. To się zdarza, jak jesteś prezesem. Ciekawe co na to Lincoln, który ma w ofercie sporo nudnawych sedanów. Pamiętajcie, kiedy przegrywacie, to nigdy nie jest wasza wina. Po prostu media były wam nieprzychylne. Możecie sobie przybić piąteczkę z francuskie.pl.

Uber pracuje nad latającymi taksówkami. To bzdura na tylu płaszczyznach…

Po pierwsze Uber to firma przynosząca miliardy dolarów strat. Po drugie Uber nie potrafi na razie zrobić własnych samochodów autonomicznych, a te, które testuje potrafią wjechać w przechodnia. Wydaje więc pieniądze na kolejny głupi projekt z amerykańską armią – to logiczne. W planie jest stworzenie zelektryfikowanego statku latającego z podwójnym wirnikiem, który kręciłby się w jak najcichszy sposób. Nie no świetnie, ciche statki powietrzne to właśnie to czego nam potrzeba. Gdyby nie daj uberze takie plany się ziściły, to sam zostałbym aktywistą miejskim i krzyczałbym, że miasta są dla ludzi, a nie dla śmigłowców. Na szczęście to nigdy się nie uda z prostego powodu: przepisów. Licencja na latanie takim czymś będzie dokładnie tak samo trudna do zdobycia jak licencja pilota śmigłowca. Koszt od 45 000 zł w górę, bliżej 60 000 zł. Pozostają jeszcze przepisy, które zabraniają latać wirnikowcami czy śmigłowcami w gęstym ruchu. Wyobrażacie sobie skutki kolizji przy małych prędkościach? Pilot nie „wyhamował”, stuknął inny wirnikowiec, 28 osób nie żyje.

Latające taksówki nigdy się nie pojawią i nigdy się nie upowszechnią, chyba że opanujemy antygrawitacyjną technologię z latającego statku Jabby.

Normalnie nie piszę o nowych autach w Motoblenderze, ale tym razem zrobię wyjątek.

Normalnie też nie chwalę SUV-ów, raczej się z nich nabijam. Normalnie też nie kręcą mnie drogie wozy luksusowych marek. Ale na miłość Henry’ego Royce’a, Cullinan jest absolutnie wspaniały. Nie mogę się napatrzeć na ten festiwal bezczelności. Czujecie to? Wszyscy producenci walczą o każdy gram CO2, wszyscy mówią o elektryfikacji, o autonomii itp… a tu wjeżdża Rolls-Royce z Cullinanem. Nie, nie jest elektryczny. To 6.8 V12. Nie jest autonomiczny. Do zrobienia drewnianych wstawek naprawdę ścięto jakieś drzewo, a skóra na siedzeniach zaczęła życie jako wesoła krówka. Nie podoba ci się? Jak piszą komentatorzy na Youtube: usuń kanał i zabij się. Ten samochód bije po mordzie wszystkie aktualne trendy w motoryzacji. Wygląda jakby sułtan Brunei dorwał się do stołu projektowego w Rolls-Royce. Wspaniała rzecz. Gdybym wygrał w totka, dalej mieszkałbym w bloku i jeździłbym Cullinanem. Jedno tylko mnie niepokoi: te wysuwane z tyłu krzesełka do siedzenia i kontemplowania otoczenia, np. na polu golfowym. One są niewygodne. Siedzi się na nich idiotycznie wysoko z nogami w powietrzu. To nie jest luksusowe. Dlaczego nie mogły być wyjmowane w całości?

I na koniec: klasyka, czyli  „samochody na polskim rynku wtórnym są coraz bardziej wysłużone”.

Moja klawiatura jest już wysłużona od odpisywania autorom takich bzdurnych artykułów. Stopień lipnej propagandy jest tu niebywały. Oto na przykład zdanie, że „zdecydowanie dominują diesle”. O cholera, myślę sobie, to musi być ich z 80%! No więc nie. Diesli oferowano na sprzedaż 127 000, a aut benzynowych 106 000.  W ujęciu procentowym to 54,5% diesli, 45,5% wersji benzynowych. To jest ta zdecydowana dominacja. Ciekawe więc jak wygląda niezdecydowana dominacja. Ale podrążmy dalej.

Polski rynek wtórny należy do „najstarszych” wśród największych rynków Europy Środkowo-Wschodniej. Według AAA Auto w ub. roku średnia wieku oferowanych samochodów w Polsce wynosiła 11,9 roku, podczas gdy na Słowacji było to 9 lat, w Czechach 10,4, a na Węgrzech 11,6.

Czyli w Polsce mamy 11,9, na Węgrzech 11,6. Różnica to 2,6%. Moim zdaniem jest pomijalna ze względu na płynność badanej materii. Ale czekajcie! Okazuje się, że średnia wieku samochodów w UE to 10,7 lat. Polska jest więc gorsza od średniej europejskiej o 10,1% jeśli chodzi o wiek aut oferowanych na sprzedaż. Szok. Ale czekajcie! Jest jeszcze śmieszniej. W Polsce według ACEA średni wiek pojazdu to 17,2 roku (uwzględniając bzdurne dane w CEPiK). Zatem jeśli średni wiek aut oferowanych do sprzedaży to niecałe 12 lat, a średni wiek pojazdu w Polsce to ponad 17 lat, to oznacza że każdy sprzedany pojazd przyczynia się do odmładzania polskiego parku samochodowego średnio o 5 lat.

Dobra, to wciąż nie dość. W artykule twierdzi się, że w zeszłym roku średnia wieku aut oferowanych na sprzedaż wynosiła 11,9 roku (patrz cytat powyżej). Ale mamy inny cytat:

Sprzedawane pojazdy są już mocno wysłużone: w kwietniu średnia wieku oferowanych samochodów sięgała 11,3 roku.

I do tego tytuł:

Samochody na polskim rynku wtórnym coraz bardziej wysłużone.

Jeśli w kwietniu tego roku średnia wynosiła 11,3, a w zeszłym roku 11,9 to wzrosła czy spadła? A zatem czy pan Adam Woźniak w swoim artykule kłamie, czy tylko bredzi? Odpowiedź na to pytanie pozostawię już Wam i na tym zakończę dziesiątą edycję Motoblendera.

autokomis
Typowe wysłużone diesle w polskim autokomisie.

Przeczytaj jeszcze nasz rozbudowany artykuł o historii Poloneza

 

 

 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie