Testy aut nowych

Malkontentów razić prądem. Nowa Toyota Yaris – test

Testy aut nowych 04.10.2020 471 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 04.10.2020

Malkontentów razić prądem. Nowa Toyota Yaris – test

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski04.10.2020
471 interakcji Dołącz do dyskusji

„Oj jak dziwnie ten silnik pracuje!”, „eee te fotele niewygodne”, „ej, ale odłóż ten pręt”. Tak mówili koledzy z redakcji o Yarisie. 

Na początek, zanim przejdę do nowego Yarisa, którym jeździłem bez sensu między Warszawą a miasteczkiem Z, chciałem przypomnieć jedną rzecz. Od ponad 8 lat posiadam samochód Toyota Starlet KP60, ostatniego tylnonapędowego Starleta w idealnym stanie. To wersja z końca produkcji, hatchback 3d z silnikiem 1.0 45 KM. Jeździłem nim w trasie, po mieście, za granicą, w zimie i na próbach sportowych. Jedno mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością: ten samochód jest wspaniały. Mimo miękkiego jak poduszka zawieszenia i nędznych osiągów, jest to najlepszy samochód jaki miałem i jaki będę miał. 

No cześć. Nadal ją mam. Uwierzycie?

W stosunku do nowego Yarisa mój Starlet jest siedem generacji do tyłu

Po drodze więc musiał dokonać się jakiś Ogromny Postęp. Będę go w dalszej części artykułu nazywał w skrócie OP. A więc czy nowiutki Yaris to faktycznie OP w porównaniu do 36-letniego Starleta? Porównajmy kilka kluczowych kwestii.

Prowadzenie: rzeczywiście OP w stosunku do Starleta. Jazda Starletem przypomina prowadzenie kanapy ustawionej na łódce. Wszystko się buja i poskrzypuje, jakakolwiek szybka jazda w zakręcie nie wchodzi w grę. Nowy Yaris, choć jeździłem odmianą hybrydową, jeździ jak normalny samochód – skręca i hamuje jakbym prowadził standardowe auto spalinowe. Widać, że w ostatnich latach włożono tonę wysiłku w to, żeby hybrydy przestały być nudnymi tramwajami na gumowych kołach, a stały się bardziej „zwykłe”, lub też jak woli to nazywać producent, bardziej sportowe. Żadnego sportu w hybrydowym Yarisie IV nie ma, wszystko jest takie, jakiego spodziewalibyśmy się po cywilnym aucie. To znaczy że skręcam kierownicę i auto podąża za torem jazdy jaki mu nadaję. W 1984 r. nie było to takie oczywiste, z punktu widzenia roku orwellowskiego to aktualny Yaris nagina prawa fizyki. 

toyota yaris test

Toyota Yaris – test (ten śródtytuł jest konieczny)

Wyposażenie: OP do sześcianu. Starlet ma ogrzewanie tylnej szyby, kontrolkę otwartych drzwi i dzieloną tylną kanapę. To właściwie wszystko, pomijając ręczne ssanie. Yaris w wersji, którą jeździłem, czyli najbogatszej, ma wszystko z jednym wyjątkiem. Nie mogłem napatrzeć się na wielki head-up w szybie przedniej. Przy okazji jako fan wyświetlaczy przeziernych zaczynam zauważać znaczne różnice między nimi w zależności od klasy pojazdu. Head-up w Mercedesie pokaże nam więcej niż ten w Toyocie Yaris – co jest oczywiste – ale i tak trzeba docenić Yarisa za ten element. Poza tym mamy nieźle działające utrzymanie pasa ruchu. Nieźle, to znaczy znacznie lepiej niż w dotychczasowych Toyotach i „na dobrej drodze, żeby kiedyś dorównać VW”. 

toyota yaris test

Mamy automatyczną klimatyzację i wielki ekran pośrodku. I ten ekran to jest trochę beka. Bo taki wyświetlacz zasadniczo przydaje się, żeby wyświetlać na nim nawigację. No bo przecież nie filmy, kto normalny ogląda filmy podczas jazdy? Tyle że nawigacji nie ma, tzn. nie było akurat w tym egzemplarzu. Ktoś powie – no pewnie, fabryczne nawigacje to przeżytek, przecież wszyscy mają smartfony i mapy Apple lub Google. To prawda, ale wtedy po co ten ogromny ekran? Pod nim znalazła się genialna półeczka, na której po prostu ustawiłem smartfon w poziomie i on sobie stał na tej półeczce, a ja mogłem korzystać z jego nawigacji. 

toyota yaris test
Uzasadnieniem dla ekranu jest kamera cofania.

Duży ekran Yarisa służył mi wyłącznie do obserwowania zużycia paliwa i poziomu hamowania regeneracyjnego. W tym celu mógłby być o połowę mniejszy. Mogłoby go nie być wcale, tylko półeczka na smartfon z podłączeniem do ładowania i aplikacją. No ale pewnie jestem grzybem i wolę 36-letniego Starleta. 

toyota yaris test

Toyota Yaris – test (ten śródtytuł musi być)

Wykończenie i materiały: w tej dziedzinie dokonał się pewien regres. Nie jestem z tych, co to narzekają na twarde materiały wykończeniowe, gniotą łapą boczki drzwi i deskę rozdzielczą czy wyszukują co w samochodzie może skrzypieć. Jest mi z tego powodu zupełnie wszystko jedno i nie przeszkadza mi goła blacha w moim Renault Kangoo. Ale kiedy porównam Starleta i Yarisa, wygrywa Starlet. W starszym wozie materiały są grubsze i lepiej spasowane, po 36 latach prezentują się nadal znakomicie. Boczki trzyma bardzo dużo dybli mocujących, obicia tapicerskie foteli są niezwykle solidne i wszystko wygląda na trochę „overengineered”, czyli zbytecznie dopracowane do poziomu ówczesnej klasy premium.

toyota yaris test

Zupełnie się nie dziwię, że zaoszczędzono akurat w tej kwestii, Starlet z 1984 r. był po prostu za dobry, a Yaris jest na poziomie obecnych rywali. Przy czym design boczka drzwiowego wydaje mi się bardzo przyjemny dla oka, za każdym razem jak na to patrzyłem to myślałem „ale ktoś to ładnie wymyślił”. Narzekania na niewygodę foteli ze strony redakcyjnych kolegów wyśmiałem, pożyczyli ode mnie auto na pół godziny i już wyrobili sobie opinię – ja spędziłem w Yarisie ponad 7 godzin i nic mnie nie bolało. Najmniej podobały mi się tylne drzwi, które zamykały się, jakby ktoś walił patykiem w puszkę od piwa. 

toyota yaris test
Ale zegary spoko

Toyota Yaris – test (wybaczcie, ale to wymagane)

Praktyczność i przestronność: remis. To znaczy ja mam Starleta w wersji 3d, więc żeby wsiąść na tył trzeba się trochę namęczyć, ale jak już się tam siedzi, to jest całkiem normalnie. Ale i Yaris mnie nie rozczarował. Poprzednie Yarisy, zwłaszcza ten pierwszy, były naprawdę malutkimi samochodami. Aktualny ma już 394 cm, to jest o 7 cm więcej niż Starlet KP60. Niesłychanie wzrósł za to rozstaw osi, z 232 do 256 cm. Ale miejsca w kabinie jest zasadniczo tyle samo, jedynie jego rozdział między przedział pasażerski a bagażnik nieco się różni. Starlet ma bardzo długi bagażnik, Yaris – krótki i głęboki. Akumulatory systemu hybrydowego upchnięto pod tylną kanapą i to jest akurat OP, ale OP w stosunku do wcześniejszych samochodów hybrydowych Toyoty. 

toyota yaris test

Toyota Yaris – test (nic na to nie poradzę)

Silnik, zużycie paliwa, osiągi: OP. Zacznijmy od spalania. Starlet KP60 z benzynowym 1.0 był jednym z najoszczędniejszych samochodów swoich czasów. Wioząc wygodnie 4 osoby spalał ok. 6 l benzyny na 100 km. Do dziś osiągam nim takie wyniki, w trasie zszedłem kiedyś nawet na 5,8/100, w mieście trudno przebić 7 l/100 km. Pracuje gładziutko, choć to OHV, a silniki tego rodzaju pracują mniej kulturalnie na wolnych obrotach, bo laski popychaczy zaworów rozciągają się pod wpływem temperatury i odrobinę zmienia się faza zaworów. W Starlecie nie ma tego problemu. Zawsze porównuję jego pracę do tego, jak chodziłby Fiat 125p czy Polonez, gdyby ich silniki były tak dopracowane jak japońskie. Zatem poprzeczka była ustawiona wysoko już 36 lat temu.

toyota yaris test

Aktualny Yaris ma 3-cylindrowy silnik 1.5 + układ hybrydowy. Bałem się, że 3 cylindry zamiast 4 w poprzedniej generacji spowodują jakieś podskakiwanie, dygotanie i inne niepożądane efekty. Nic z tych rzeczy. Kiedy silnik spalinowy pracuje podczas jazdy, jego dźwięk jest nienatarczywy, dość zwyczajny – taki szumowarkot. KIedy uruchomi się na postoju, żeby podładować akumulator (np. kiedy stoimy w korku lub pod światłami), jest tak samo okropny jak w poprzednich generacjach hybryd.

toyota yaris test
Trzy cylindry robią BRRR

Udało mi się uzyskać zużycie paliwa wynoszące równe 4 litry na 100 km. Dobry wynik? Tak i nie. W poprzednim Yarisie Hybrid robiłem regularnie 4,3-4,4. Większą Corollą z 1.8 (aktualnym modelem) dałem radę zejść na 4,2/100. Yaris IV Hybrid miał palić bliżej 3 l/100 km, ale nie podołałem mimo wielu prób. Przez moment spalanie średnie wynosiło owszem 3,6/100, potem jednak podskoczyło na 3,9, a gdy już jechałem oddać Yarisa, doszło do 4 litrów na stówę. To oczywiście bardzo mało i pozostaje tylko się cieszyć, jednak nadal 3 litry na 100 pozostają poza zasięgiem, chyba że jeździsz Lupo 3L TDI ze wszystkimi jego wadami. 

Toyota Yaris – test (tego typu)

Osiągi? OP po całości. Starletem z trudem da się utrzymać za współczesnymi autobusami miejskimi. Owszem, pojedzie i 140 km/h jak się go przydusi, ale z niechęcią. No i te 4 biegi, takie średnie do jazdy w trasie. Yaris w trybie Eco wydaje się już całkiem żwawy, a gdy przełączymy na Sport, to startuje spod świateł jak szalony. Wszystko oczywiście dzięki wspomaganiu silnika elektrycznego, który ma ogromny moment obrotowy przy niewielkiej mocy. W dodatku skrzynię e-CVT zestrojono tak, żeby choć odrobinę przypominała swoją pracą normalny „automat” i nie sprawiała wrażenia, że jedziemy tramwajem. Oczywiście koledzy z redakcji i tak narzekali że wyje podczas przyspieszania. Pewnie, jeśli specjalnie wduszasz gaz do podłogi żeby posłuchać jak wyje, to wtedy wyje. Ale kto normalny jeździ tak Yarisem (pomińmy przedstawicieli handlowych)?

Toyota Yaris – test (to już ostatni)

Podsumowanie: ogólnie w stosunku do Starleta sprzed 36 lat, faktycznie wystąpił OP. Nowy Yaris robi wszystko świetnie. Ale nikt nie będzie go porównywał do auta sprzed 36 lat, którego pewnie nawet nie widział na oczy, tylko porówna go do konkurencji.

Wtedy wnioski są takie: Yaris Hybrid tani nie jest (ta wersja: 88 900 zł), ale pali cztery litry na setkę i ma automat w serii. I ma fajną półeczkę na smartfon. To jest tyle, ile powinnaś wiedzieć, zanim go kupisz. A malkontentów wymagających od miejskiego auta cech limuzyny za 300 kafli należy podłączyć do przewodu wysokiego napięcia od akumulatorów układu hybrydowego. 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać