Testy aut nowych

Pierwsza jazda: nowa Toyota Yaris Hybrid. Pali 3,5 litra w mieście i wreszcie jakoś wygląda

Testy aut nowych 20.08.2020 219 interakcji
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 20.08.2020

Pierwsza jazda: nowa Toyota Yaris Hybrid. Pali 3,5 litra w mieście i wreszcie jakoś wygląda

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk20.08.2020
219 interakcji Dołącz do dyskusji

Przyszły bywalec czołowej trójki rankingów sprzedaży jest teraz ładniejszy, bardziej oszczędny i szybszy. Ale jeśli ktoś nie lubi hybryd Toyoty, Yaris raczej go nie przekona.

„Najważniejsza premiera roku” to oklepane hasło. Wiele firm używa go na wyrost, próbując stworzyć wokół swoich produktów aurę sukcesu. Dziennikarze też chętnie je wpisują, by na dłużej zatrzymać czytelnika przy monitorze albo przy kawałku papieru. Ale który z tegorocznych debiutów rzeczywiście jest najważniejszy?

Moim zdaniem to albo Skoda Octavia, albo Toyota Yaris. Oba te wozy to ulubieńcy klientów, kochane zarówno przez floty, jak i przez nabywców prywatnych. I oba są niezwykle ważne dla swoich marek. To dzięki pierwszej współczesnej Octavii z 1996 r. Skoda zbudowała wizerunek na nowo. A Yaris stworzył Toyotę w Europie. W Polsce wolimy Corollę, ale na Zachodzie z badań wynika, że klienci mówią „Toyota”, myślą „Yaris”.

Za co można lubić Yarisa?

nowa Toyota Yaris Hybrid

Poprzednia generacja była ceniona głównie za niezawodność i za oszczędny napęd hybrydowy. Można powiedzieć, że to Toyota wprowadziła hybrydy pod strzechy… to znaczy, do segmentu B.

Ale nie każdy chciał jeździć Yarisem. Na liście zarzutów pojawiały się: nieatrakcyjny wygląd, wysoka pozycja za kierownicą i absolutny brak emocji podczas jazdy. No, chyba że mówimy o wersji GRMN, ale łatwiej już spotkać śnieg w lipcu.

Schodzący Yaris sprzedawał się świetnie, ale przecież nigdy nie jest tak dobrze, by nie mogło być lepiej. Toyota, tworząc nową generację, musiała sprawić, by właściciele modelu numer trzy nie odwrócili się na widok „czwórki” na pięcie. Ale chciała też przekonać nowych klientów – i to w trudnych czasach dla segmentu B.

nowa Toyota Yaris Hybrid

Najnowsza generacja powstała kompletnie od nowa, od czystej kartki. Oparto ją na świeżej platformie GA-B. Nadwozie jest o 37 proc. sztywniejsze, o 5 mm krótsze, ale ma o 50 mm dłuższy rozstaw osi. Wzrosła szerokość (o kolejne 50 mm), zmniejszyła się wysokość (o 40 mm). No i przede wszystkim kompletnie zmienił się wygląd.

Skoro nową Octavię już znacie, teraz poznajcie Yarisa. Testowałem go w wersji hybrydowej, czyli tej, która pewnie będzie najpopularniejsza.

Nowa Toyota Yaris Hybrid wreszcie dobrze wygląda

Żegnaj, „vanowate” nadwozie. Nowa karoseria ma trochę… bąbelkowy kształt, zwłaszcza jeśli patrzymy z profilu. Nie jest to jednak okrągły, „miły” samochód. Przód – z wąskimi reflektorami i dużym grillem – wygląda agresywnie, a tył sprawia wrażenie szerokiego, za sprawą masywnych błotników i modnej listwy świetlnej. Całość wydaje się jeszcze niższa niż jest naprawdę za sprawą opcjonalnego, czarnego dachu.

Czerń dobrze gra z koralowym lakierem (nie znam się na kolorach, ale na żywo to naprawdę coś więcej niż „zwykły” czerwony), ale uwaga: ta barwa to wyróżnik wersji Premiere Edition, która będzie dostępna tylko dla pierwszych klientów, a potem zniknie.

Czy za Yarisem ktoś się ogląda? W przypadku poprzedniej generacji to było nie do pomyślenia. Nowa rzeczywiście „zgarnia” spojrzenia przechodniów. To po prostu ładne auto, choć czekam, by obejrzeć na żywo nie tylko najbogatszą, ale i najtańszą wersję. Biały, bazowy lakier, kołpaki, naklejka z nazwą firmy farmaceutycznej na boku: czy Yaris nadal będzie miły dla oka?

Zupełnie inaczej wygląda też kokpit

„Czy to naprawdę Yaris?” – pomyślałem sobie tuż po tym, jak ustawiłem fotel pod siebie i złapałem za kierownicę. W nowym modelu siedzi się rzeczywiście nisko. To rewolucja, bo poprzednik zapewniał wrażenia rodem z krzesła na stołówce. Starsi klienci będą narzekać na mniej wygodne wsiadanie, ale Toyota zapewne odpowie im, by zainteresowali się wyższym Yarisem Cross.

Na plus: wygodny podłokietnik po lewej stronie, na drzwiach. Równie dobry jest ten z prawej, a w dodatku pod nim, w uchwycie, bez problemu mieści się wysoka butelka. Zaletą jest też kierownica, która ma teraz większy zakres regulacji i po prostu dobrze leży w dłoniach.

Co jeszcze można tu polubić? Na pewno półki pod nawiewami i przed pasażerem, na których bez kłopotu mieści się telefon. Da się go też schować niżej, przed dźwignią zmiany biegów, gdzie w tej wersji pojawiła się ładowarka indukcyjna. Klimatyzację obsługuje się wygodnie, pokrętłami. Ekran dotykowy jest duży i łatwy w obsłudze, a poza tym po jego bokach znalazły się fizyczne przyciski, które skracają drogę dotarcia do danej funkcji. Szkoda tylko, że wyświetlacz wydaje się skierowany… w stronę pasażera.

Jest nawet wyświetlacz head-up. To nietypowe w tej klasie, zwłaszcza że wskazania nie są wyświetlane na wysuwanej szybce, tylko „normalnie”, na szybie.

Czy wszystko jest idealne?

Niezbyt czytelne cyfrowe zegary i ich przestarzałą grafikę można wybaczyć, zwłaszcza jeśli jest head-up. Gorzej, że wnętrze Yarisa złożono z morza taniego plastiku. To nie zachwyca, zwłaszcza w topowej wersji za niemal 90 tysięcy złotych. W bazowym 1.0 kupowanym przez floty – OK, da się przeżyć. Tutaj już nie bardzo. Chwilami kokpit kojarzył mi się z Toyotą ProAce City. To nie jest komplement.

Z tyłu: nie jest źle…

…ale zawsze mogłoby być lepiej. Za niższą, dynamicznie poprowadzoną linię dachu wysocy pasażerowie płacą mniejszą ilością miejsca nad głową. Dzieciom będzie wygodnie, ale „montowanie” ich w fotelikach nie będzie należało do przyjemności, bo otwór drzwiowy jest mały, a drzwi otwierają się wąsko.

Bagażnik Yarisa ma podwójną podłogę i 286 litrów pojemności. Dla porównania: Clio ma o ponad 100 litrów więcej. Ale 286 to i tak przyzwoity wynik. Co ważne, w odróżnieniu od hybryd plug-in, tutaj miejsca nie zajmują kable do ładowania akumulatorów.

Nowa Toyota Yaris Hybrid rozwija 116 KM

To o 16 proc. więcej niż poprzednio. Skoro już jesteśmy w małym kąciku statystycznym, podam jeszcze kilka cyferek. Moc nowego silnika benzynowego 1.5 wynosi 93 KM. Według Toyoty, wydajność układu (teraz to hybryda kolejnej generacji) wzrosła o 20 proc. Zmalała liczba ogniw w akumulatorach (co oznacza mniejsze zapotrzebowanie na cenne surowce wykorzystywane przy ich produkcji), a wydłużył się zasięg w trybie EV (co oznacza mniejsze zapotrzebowanie na inny cenny surowiec, czyli sok z dinozaurów).

nowa Toyota Yaris Hybrid

W teorii, wszystko ma być lepsze: osiągi, reakcja na gaz, zużycie paliwa i – po prostu – wrażenia z jazdy.

Nowa Toyota Yaris Hybird – jazda

Nie znosisz hybryd Toyoty? Domyślam się, dlaczego. Pewnie chodzi o przekładnię e-CVT, która sprawia, że silnik jednostajnie wyje przy przyspieszaniu.

nowa Toyota Yaris Hybrid

Jak jest w Yarisie? Układ hybrydowy nowej generacji może i jest bardziej wydajny, ale wycie pozostaje. Czy to źle? Japończycy podobno bardzo dziwią się Europejczykom, że mamy z tym jakiś problem. Oni żadnego wycia nie słyszą. Sądząc po popularności hybryd Toyoty w Polsce, klienci z naszego kraju raczej też nie są specjalnie wrażliwi.

Dlatego trudno mieć jakieś pretensje do Yarisa. Do wycia można przywyknąć i nauczyć się jeździć tak, by występowało jak najrzadziej. Nie da się jednak ukryć, że chropowaty, metaliczny odgłos silnika słychać co chwilę, zwłaszcza poza miastem. Na podjazdach na drogach Dolnego Śląska nie byłem zachwycony, bo wystarczyło muskać gaz, by słyszeć ten koncert. Przy wciskaniu do podłogi było oczywiście jeszcze gorzej.

nowa Toyota Yaris Hybrid

Ale Yaris Hybrid jest szybki

„Dużo hałasu o nic” – czy tak da się określić próby szybkiej jazdy Yarisem? W poprzedniej generacji rzeczywiście trochę tak było, bo silnik wył, a prędkość rosła w tempie budowy katedry Sagrada Familia.

Nowy Yaris jest jednak żwawy. Osiąga 100 km/h w bardzo przyzwoite 9,7 s (w mieście większości kierowców nie potrzeba lepszych wyników), a powyżej tej prędkości wcale nie traci wigoru. Dobrze reaguje na gaz, przyspiesza z lekkością, a cały układ pozbył się pewnej „gumowatości”, znanej ze starszych hybryd. Nie miałem okazji zbyt długo jechać z prędkością powyżej 110 km/h, ale mam wrażenie, że poprawiono też wyciszenie. Potwierdzę to po dłuższym teście.

Rzeczywiście poprawiło się też prowadzenie

nowa Toyota Yaris Hybrid

Niższa pozycja za kierownicą i sztywniejsze nadwozie to jedno. Pewniej zestrojone zawieszenie to drugie. Nadal dość miękko resoruje, ale na zakrętach Yaris jest stabilny – nie przechyla się i nie wyjeżdża przodem. Na sekwencjach zakrętów zacząłem się nawet delikatnie uśmiechać.

Do pełni szczęścia brakuje jeszcze mniej wspomaganego układu kierowniczego, ale taki zabieg doceniłaby garsteczka klientów, a reszta narzekałaby na utrudnione manewry w mieście. Dla tej „garsteczki” przewidziano zresztą wersję GR, więc niech lepiej biorą się do roboty i zbierają pieniądze.

Nowa Toyota Yaris Hybrid – zużycie paliwa

W nowej generacji napędu hybrydowego nie chodziło tylko o poprawę wrażeń z jazdy, ale przede wszystkim o obniżenie spalania i emisji CO2. Wygląda na to, że się udało.

Po kilku pierwszych, miejskich kilometrach rezultaty pokazywane na komputerze pokładowym sprawiły, że zacząłem się zastanawiać, czy to przypadkiem nie jest hybryda plug-in. Wyniki w rodzaju 2,2 litra na 100 km są typowe właśnie dla takich wozów, gdy jeszcze mają wystarczająco dużo energii w akumulatorach.

nowa Toyota Yaris Hybrid

Yaris pozostał jednak klasyczną („samoładującą”, jak nazywa to Toyota) hybrydą. Gdy odcinek testowy zrobił się już na tyle długi, że mogłem z czystym sumieniem zapisać wynik w notatniku, rezultat wyświetlany na ekranie wynosił 3,5 litra na 100 km. Bez specjalnego starania się – ot, jazda w dość gęstym ruchu w średniej wielkości mieście. Rewelacja.

Nowy Yaris teoretycznie może jechać w trybie elektrycznym nawet 130 km/h, choć tego akurat nie miałem jak sprawdzić. Gdy miasto się skończyło, wynik wzrósł do okolic 5 litrów. Nadal świetnie.

Nowa Toyota Yaris Hybrid – ceny

89 900 zł: tyle kosztuje hybryda w limitowanej, bogatej wersji Premiere Edition. Ma wyświetlacz head-up, podgrzewaną kierownicę czy kamerę cofania. Najlepiej sprzedawać się będzie zapewne wersja Comfort za ok. 80 tysięcy. Nie jest tanio, ale hybrydowej konkurencji albo nie ma, albo jest droższa (Renault Clio E-Tech za co najmniej 88 400 zł, Honda Jazz za co najmniej 93 tysięcy).

Nowy Yaris jest dostępny też z „flotowym” silnikiem 1.0 (ceny od 58 900 zł) i z klasycznym benzynowym 1.5 (121 KM, skrzynia ręczna lub CVT, ceny od 63 900 zł), który podobno mało pali, ale i tak klienci będą woleli hybrydę.

Nowa Toyota Yaris Hybrid – podsumowanie

Lepiej wygląda, lepiej jeździ, mniej pali. Tak właśnie powinno się robić nowe generacje modeli. Do pełni „szczęścia” brakuje mniej wyjącego silnika i lepszych plastików. Ale to i tak będzie przebój. Nie ma innego wyjścia.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać