Wiadomości

Jeżeli UE nie rzuci groszem, to Polska nadal będzie zacofana pod względem liczby ładowarek na 100 km

Wiadomości 09.09.2021 132 interakcje

Jeżeli UE nie rzuci groszem, to Polska nadal będzie zacofana pod względem liczby ładowarek na 100 km

Paweł Grabowski
Paweł Grabowski09.09.2021
132 interakcje Dołącz do dyskusji

Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów alarmuje, że liczba ładowarek w Polsce w przeliczeniu na 100 km wynosi zaledwie 0,4. Podejrzewam, że problemem są pieniądze.

Wszyscy wiemy, jakie są unijne plany na motoryzację — ograniczenie emisji CO2 o 55 proc. do 2030 r., a od 2035 roku zakaz sprzedaży samochód spalinowych. Jednak wielu realistów widzi w tym pięknym planie poprawy życia i sprowadzenia dobrobytu pewne zgrzyty. Są nimi kwestie techniczne takie jak zasięg i czas ładowania samochodów elektrycznych, ich cena oraz kulejąca infrastruktura. Ponadto osobną kwestią są miejsca pracy w przemyśle motoryzacyjnym, które zostaną zlikwidowane po wejściu zakazu sprzedaży samochodów z silnikiem spalinowym. Pomimo zwracania uwagi na takie problemy, Unia nie zamierza się cofnąć ani kroku, bo uważa, że jakoś to będzie. Najnowsze opracowanie Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodowych pokazuje Europę kilku prędkości i poważny problem z infrastrukturą w biedniejszych krajach.

Liczba ładowarek w Polsce w przeliczeniu na 100 km dróg publicznych wynosi zaledwie 0,4

Mamy trzeci najgorszy wynik po Grecji i Litwie (0,2 ładowarki na 100 km). Na koniec 2020 roku w Polsce było zaledwie 1691 punktów ładowania. Dla porównania na koniec tego samego okresu w naszym kraju funkcjonowało 7739 stacji benzynowych. Ogólnie 10 unijnych krajów ma mniej niż jeden punkt ładowania na 100 km. W każdym z tych państw udział samochodów elektrycznych (w tym hybryd) jest mizerny. ACEA twierdzi, że to wina infrastruktury, bo po co kupować samochód elektryczny, skoro nie ma gdzie go ładować? Tymczasem unijne rozporządzenia milczą na temat rozwoju infrastruktury. Państwa członkowskie muszą sobie jakoś poradzić. Tylko z czego? Tylko bogate kraje, takie jak Niemcy mogą sobie pozwolić na wyłożenia miliardów euro na budowę nowych punktów ładowarek oraz towarzyszącej im infrastruktury. U nas nie ma kto tego stawiać i za co.

liczba ładowarek w polsce
Zanim zobaczymy taki widok upłynie jeszcze wiele wody w Wiśle

Dlaczego napisałem o Europie różnych prędkości?

Równe 70 proc. wszystkich ładowarek dostępnych w Unii Europejskiej znajduje się na terytorium trzech państw: Holandii (29,7 proc.), Francji (20,4 proc.) i Niemiec (19,9 proc.). To rażąca dysproporcja. Gdy polski kierowca ma 0,4 punktów ładowania na 100 km dróg (czyli średnio musi przejechać 250 km, żeby się naładować), to holenderski ma ich 47,5, a niemiecki 19,4. Dodajmy do tego wyższe zarobki mieszkańców tych państw plus atrakcyjny system dopłat i nikt się już nie dziwi, że tam samochody elektryczne cieszą się znacznie większą popularnością.

Dacia Spring Chiny
Liczba ładowarek w Polsce musi się zwiększyć, bo inaczej nawet Dacia Spring traci sens

Niestety nic nie wskazuje na to, że komukolwiek będzie się opłacało zainwestować w rozwój sieci ładowania w biedniejszych krajach. Dlatego, gdy następnym razem przeczytacie gdzieś dramatyczne informacje o średnim wieku sprowadzanych do Polski aut, o tym, że Polacy wolą się truć oparami wydobywającymi się z rur wydechowych, zamiast kupić lśniącego elektryka, to wiedzcie, że tak po prostu już jest. Mieszkamy w biedniejszej części, więc mamy trudniej. Nawet gdy chcemy mieć elektryka, to i tak czeka nas użeranie się z brakiem infrastruktury. Stację benzynową mamy za każdym rogiem, można tam kupić wszystko. Natomiast punkty ładowania nie dość, że są daleko, to nawet hot doga na nich nie dostaniemy. Tak się nie da żyć.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać