Wiadomości

12 osób zginęło w Indiach z powodu krowy. Postawmy fotoradary

Wiadomości 08.10.2021 26 interakcji
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 08.10.2021

12 osób zginęło w Indiach z powodu krowy. Postawmy fotoradary

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz08.10.2021
26 interakcji Dołącz do dyskusji

Do tragedii dochodzi mimo braku samochodów i niskich prędkości.

12 osób zginęło w pobliżu miasta Lucknow w północnych Indiach, gdyż kierowca autobusu chciał ominąć krowę. Liczba ofiar śmiertelnych może jeszcze wzrosnąć, wiele osób odniosło ciężkie obrażenia ciała. Kierowca nie chciał wjechać w stado krów, wjechał w ciężarówkę.

Krowy zabijają w Indiach

Krowy są w Indiach zagrożeniem na drogach. Liczba wypadków z ich udziałem to nie są pojedyncze przypadki. Giną ludzie i giną krowy. Wbrew pozorom bezpośrednią przyczyną nie jest status krowy jako uświęconego zwierzęcia, ale stada bezpańskich krów poruszające się po drogach.

W 2014 roku Indie odpowiadały za 11 proc. śmiertelnych wypadków na drogach. W ciągu każdych czterech minut miała na tamtejszych drogach ginąć jedna osoba. Jednocześnie znajdowało się tam tylko 1 proc. samochodów obecnych na świecie. Liczba mieszkańców Indii zbliża się do 18 proc. udziału w światowej populacji.

Źródło.

Warto przypomnieć, że przy dyskusjach o bezpieczeństwie na drogach w Polsce często przedstawia się argument, że mamy więcej aut na jednego mieszkańca niż Niemcy. Jest to przekłamanie, wynikające z niedoskonałości systemu zbierającego dane o rejestrowanych samochodach, który pełen jest martwych dusz.

Nawet gdyby nasze rzekome motoryzacyjne bogactwo miało być przyczyną wypadków i wmawianej nam samochodozy, to przypadek Indii pokazuje, że liczba pojazdów przypadających na jednego mieszkańca wcale nie musi sprawiać, że wypadków na drogach będzie mniej. W Indiach na każdy 1000 mieszkańców przypadają 22 samochody. Według ostatnich danych ACEA w Polsce było to 747 pojazdów, a w 2018 miało być to tylko 617 aut. Ależ musieliśmy ich nakupować. W porównaniu z nami, w Indiach w ogóle nie ma samochodów. Mimo wszystko wolałbym iść polską niż indyjską ulicą po zmroku.

Również to nie sama prędkość zabija

Wiele z indyjskich dróg jest w fatalnym stanie, ruch uliczny jest intensywny i kieruje się często własnymi odrębnymi od przepisów prawami. Trudno mówić, by rozwijano tam gigantyczne prędkości, a liczba wypadków drogowych, także śmiertelnych jest porażająca. W 2020 roku liczba drogowych śmierci zaczęła spadać, lecz trzeba przyznać, że był to wyjątkowy, pandemiczny rok. W okresie od kwietnia do czerwca odnotowano 20 732 wypadki śmiertelne na drogach, co było olbrzymią poprawą w stosunku podobnego okresu rok wcześniej, gdy na drogach zmarły 41 032 osoby.

W Indiach zabija niedorozwój cywilizacyjny, w Polsce zawsze zabija prędkość. Takie można odnieść wrażenie z telewizyjnych i internetowych dyskusji. Widać to na przykładzie warszawskiego mostu Poniatowskiego, gdzie zamontowano aż 6 fotoradarów. Ludzie znacznie przekraczają tam prędkość i już jest to wyłapywane przez zamontowane urządzenia, ale są w Warszawie mosty z dużo bardziej intensywnym ruchem dobowym i z dużo większą średnią prędkością osiąganą przez kierowców. To mosty, po których ludzie lubią pędzić, nie dostały one jednak plutonu fotoradarów. Co jest zadziwiające, skoro w Polsce to prędkość zabijała na moście Poniatowskiego. To może jednak sprawa liczby samochodów i ich prędkości nie jest taka prosta jak usiłuje się to przedstawiać?

Na drodze można zginąć z błahych powodów, ograniczenie prędkości i fotoradary to tylko jedna z dróg, którą można poprawić nasze bezpieczeństwo. Indyjski przykład, choć trochę karykaturalny, pokazuje, że chętnie wysuwane u nas argumenty o liczbie samochodów i prędkości, trzeba dobrze osadzić na drodze, żeby miały sens i nie traktować ich jak świętej krowy.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać