Klasyki

Ferrari to nie tylko Pininfarina. Na sprzedaż trafi ostatni egzemplarz karosowany przez studio Ghia

Klasyki 12.07.2019 45 interakcji
Piotr Szary
Piotr Szary 12.07.2019

Ferrari to nie tylko Pininfarina. Na sprzedaż trafi ostatni egzemplarz karosowany przez studio Ghia

Piotr Szary
Piotr Szary12.07.2019
45 interakcji Dołącz do dyskusji

Dziś nazwa Ghia kojarzy się na ogół z Fordem, który przez wiele lat używał jej do oznaczania lepiej wyposażonych wersji swoich samochodów. Zanim jednak to studio stylistyczne zostało przejęte przez Niebieski Owal, miało na koncie ciekawsze dzieła – takie jak Ferrari 375 MM Coupe Speciale. To ostatni model tej marki stylizowany przez turyńskie studio.

Ferrari 375 MM to jeden z najrzadszych modeli w historii włoskiej marki – powstało tylko 26 sztuk. Z tych 26 aut jeden egzemplarz jest jeszcze bardziej wyjątkowy, ponieważ jako jedyny otrzymał nadwozie zaprojektowane i zbudowane przez studio Ghia. Tak w 1955 r. powstało 375 MM Coupe Speciale, które niedługo trafi na sprzedaż.

Ferrari 375 MM Ghia aukcja RM Sotheby's
fot. Darin Schnabel, RM Sotheby’s

Auto pokazano po raz pierwszy na Turyńskim Salonie Samochodowym.

Niedługo potem zostało kupione przez Roberta Wilke’a, prezesa zarządu firmy poligraficznej Leader Card. Wilke nie wprowadził żadnych zmian w pojeździe, poza jedną – w 1969 r. kazał zamontować w Ferrari pasy bezpieczeństwa. Dobrano elementy z… International Harvestera.

Po śmierci pierwszego właściciela samochód o numerze nadwozia 0476 AM co jakiś czas przechodził w ręce kolejnych nabywców – w sumie posiadaniem 375 MM od Ghii mogło się pochwalić 8 osób. W rękach ostatniego właściciela pojazd jest od 2007 r. – w tym czasie tylko kilka razy można go było podziwiać publicznie, m.in. podczas Concorso Ferrari w Pasadenie w stanie Kalifornia w 2013 r.

Ferrari 375 MM Ghia aukcja RM Sotheby's
fot. Darin Schnabel, RM Sotheby’s

Można powiedzieć, że Ferrari miało trochę szczęścia – wszyscy dbali o auto na tyle dobrze, że nigdy nie uległo ono poważniejszym uszkodzeniom, nigdy nie wymagało też kompleksowej renowacji. Inna rzecz, że auto ma wyjątkowo niski przebieg – 13 367 km, z czego ponad 12 tys. przejechał pierwszy właściciel. Dopiero osoba, w której posiadaniu 375 MM jest teraz, dołożyła 1000 km.

Wystawiony przez RM Sotheby’s klasyk jest w znacznej mierze oryginalny.

12-cylindrowy, 340-konny silnik projektu Aurelio Lamprediego poddano co prawda remontowi generalnemu (zapewne przez długoletni brak ruchu), a nadwozie zostało polakierowane ponownie (w takich samych kolorach jak fabryczne), ale powiedzmy sobie szczerze – to i tak niewiele jak na ponad 60-letniego klasyka. Wnętrze czy elementy takie jak skrzynia biegów nie przeszły żadnych zmian od 1955 r. Ferrari ma więc sporo pożądanej przez kolekcjonerów patyny, nie jest to przerestaurowany „cukierek”.

Ferrari 375 MM Ghia aukcja RM Sotheby's
fot. Darin Schnabel, RM Sotheby’s

Przewidywanej ceny sprzedaży nie podano.

Bardzo prawdopodobne jest, że „pęknie” kwota 7-cyfrowa – i to w dolarach. Za niespełna 1,2 mln dol. (4,5 mln zł) sprzedano w styczniu zeszłego roku model 212 Inter Coupe, również „jedynytaki” z karoserią Ghii. Później wystawiono go na sprzedaż ponownie, tym razem za 1,6 mln dol. Pierwszym właścicielem Dwieście Dwunastki był Juan Peron, ówczesny prezydent Argentyny.

Na szczęście nie ma się co przejmować – jest jeszcze trochę czasu na zebranie pieniędzy na zakup Ferrari 375 MM Coupe Speciale, ponieważ aukcja odbędzie się dopiero w połowie sierpnia.

Ferrari 375 MM Ghia aukcja RM Sotheby's
fot. Darin Schnabel, RM Sotheby’s

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie