Wiadomości / Klasyki

Klasyczne Mini w elektrycznej wersji? Można je sobie kupić, ale jest piekielnie drogie

Wiadomości / Klasyki 15.02.2019 33 interakcje
Marta Daszkiewicz
Marta Daszkiewicz 15.02.2019

Klasyczne Mini w elektrycznej wersji? Można je sobie kupić, ale jest piekielnie drogie

Marta Daszkiewicz
Marta Daszkiewicz15.02.2019
33 interakcje Dołącz do dyskusji

Opinie na temat przerabiania klasycznych aut na elektryki są różne. Brytyjska firma Swind postanowiła wziąć na tapet klasyczne Mini i zamienić je w pełni ekologiczny pojazd zasilany prądem. W dodatku powstanie sto takich aut.

Klasyczne Mini z elektrycznym silnikiem to wbrew pozorom nie jest nowość. Mini Electric został pokazany już w ubiegłym roku na targach w Nowym Jorku. Wtedy jednak był to egzemplarz pokazowy. Teraz sytuacja wygląda nieco inaczej.

Powstanie 100 egzemplarzy.

Auto nazywa się Swind E Classic Mini i zostało pokazane podczas London Classic Car Show. W dodatku jest już w sprzedaży, jednak jego cena to 79 tys. funtów, czyli prawie 390 tys zł. Samochód zbudowany jest oczywiście na bazie klasycznego mini, ale jego silnik został wymieniony na elektryczny o mocy 80 kW, a rolę zbiornika paliwa przejął akumulator o pojemności 24 kWh.

Swind twierdzi, że jego elektryk może przejechać między ładowaniami do 200 km. Ponowne zasilenie akumulatora za pomocą złącza typu 2 zajmuje do 4 godzin.

Elektryczne mini rozpędzi się do 100 km/h w 9,2 sekundy, a jego prędkość maksymalna to 130 km/h. Niby nie za szybko, ale do miasta wystarczy. Zwłaszcza że przy takim zasięgu wyjazd w dłuższą trasę jest raczej słabym pomysłem.

Cięższy od oryginału, ale z lepszym rozkładem masy.

Pozbycie się silnika spalinowego i zamontowanie elektrycznego z akumulatorami sprawia, że miniak staje się o 80 kg cięższy. Waga 720 kg to jednak i tak nie jest wiele. Rozkład masy został poprawiony w stosunku do oryginalnego klasyka z 68/32 na 57/43. Choć w miejskim użytkowaniu to w zasadzie nieistotne.

Wyrzucenie zbiornika paliwa sprawiło, że bagażnik w Swind E Classic Mini ma pojemność aż 200 litrów. Inne ulepszenia obejmują hamowanie regeneracyjne, warstwę ochronną przed korozją oraz nowe hamulce i elementy zawieszenia.

Swind daje na swoje elektryczne miniaki roczną gwarancję niezależnie od liczby przejechanych kilometrów. Samochody będą składane w fabryce w Wiltshire.

Wszystko brzmi dobrze, ale…

Auto wygląda dobrze, a z zewnątrz trudno rozpoznać, że jest elektryczne, właściwie to można to raczej usłyszeć, niż zobaczyć. Tylko cena na poziomie dobrej Tesli wywołuje prawdziwy zawrót głowy. Mogę się jednak założyć, że wszystkie 100 zaplanowanych egzemplarzy sprzeda się na pniu.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie