Felietony

Muscle cary będą elektryczne. To dobrze, z silnikami V8 nie mają już sensu

Felietony 09.07.2019 459 interakcji
Michał Koziar
Michał Koziar 09.07.2019

Muscle cary będą elektryczne. To dobrze, z silnikami V8 nie mają już sensu

Michał Koziar
Michał Koziar09.07.2019
459 interakcji Dołącz do dyskusji

Kult siły silnika spalinowego ma się ku końcowi, a Dodge zapowiada Chargera i Challengera na prąd. Nadchodzą elektryczne i hybrydowe muscle cary, a ja nie mogę się ich doczekać. Umarł król, niech żyje król.

Spójrzmy prawdzie w oczy – mocne, ryczące silniki V8 jako ikony popkultury to już przeszłość. Poetyka brutalnej siły pochodzącej z jednostek przepalających hektolitry paliwa i wolności płynącej z posiadania samochodu, dawno odeszły do lamusa. Tak naprawdę od kryzysu paliwowego w 1973 r. skończyło się coś na kształt woli mocy w motoryzacji. Amerykańska motoryzacja podkuliła ogon, a dziecięce pokoje wypełniły plakaty z samochodami o mniejszych silnikach, ale z bardzo zaawansowaną techniką. W Europie mit nieokiełznanej mocy żył jeszcze w rajdowej Grupie B, choć to nieco inna historia.

Sztywne tylne osie zostały wyparte z młodzieńczych marzeń przez skomplikowane układy zawieszeń. Brutalna moc z 7 litrowych V8 musiała ustąpić znacznie mniejszym, ale wysoko kręcącym się jednostkom. Tym samym muscle cary stały się romantycznym wspomnieniem. Nie bez wyjątków, ale pojedynczy wpis to nie miejsce na szczegółowy opis historii trendów w motoryzacji.

Uprzedzając święte oburzenie: na potrzeby tego wpisu pominę rozdział na pony i muscle cary. Ze względu na podobną filozofię stojącą za ich budową i modą na nie będę się do nich zbiorczo odnosił jako muscle carów.

Kult siły spalinówek już nie wróci.

W XXI w. modele takie jak Charger, Challenger, Camaro czy nawet Mustang na jakiś czas w pewnym sensie powróciły do swoich korzeni, ale było to coś na kształt muzyki synthwave. Nostalgiczna wycieczka do dawnych czasów, nic więcej.

Współczesne silniki spalinowe nie mają szans, by mieć w sobie tę dzikość czasów beztroskiej mody na muscle cary. Owszem, potężne motory V8 nadal powstają, osiągają o wiele większe moce niż ich odpowiednicy sprzed lat, ale co z tego?

Po pierwsze – ich pracą steruje doskonale precyzyjny komputer. Nie ma tego brutalnego efektu otwarcia przepustnicy w gaźniku, który w jednej chwili wlewa paliwo w gardziele, bez choćby milisekundy na wyliczenie poprawnej dawki. Wydech nie pluje niedopaloną benzyną. Wszystko musi być ugrzecznione, by ograniczyć zanieczyszczenia generowane przez silnik. Kierowcę wspierają różne systemy.

Po prostu muscle cary straciły swoją tożsamość. Nie są już czysto mechanicznymi, dzikimi bestiami. Ich brutalna siła jest trochę syntetyczna, bo musi taka być przez choćby wymogi homologacyjne. Producenci chcą rezygnować z samochodów siłowych, bo nie przynoszą wybitnych zysków i do tego psują ogólnokoncernowe wyniki emisji spalin.

Dodge Charger Challenger elektryczny
Kiedyś to było.

V8 to wstyd?

Poza tym nie da się nie zauważyć, że podejście społeczeństwa do wielkich silników radykalnie się zmieniło od czasów muscle carów. Żyjemy w epoce, kiedy nawet przejazd zabytkowych samochodów jest porównywany do komór gazowych, a posiadanie nieekologicznego, dymiącego auta jest uważane za faux pas. Silniki spalinowe zżerają swój własny ogon, próbując z kolejnymi elektronicznymi kagańcami udawać czyste i oszczędne, bo tego chcą nie tylko aktywiści i oficjele z UE. Ryczący muscle car coraz częściej spotyka się z wyrazem obrzydzenia przeciętnego mieszkańca miasta, a nową ikoną motoryzacyjnej popkultury stała się elektryczna Tesla. Podejrzewam, że już teraz cichy samochód-gadżet w rozwiniętych krajach przyciągnie większe zainteresowanie płci przeciwnej niż np. Chevrolet Camaro.

Skończyła się era zachwytu nad możliwościami spalinówek. Jednostki na sok dinozaurów doszły do ściany z napisem „normy zanieczyszczeń” i sytuacji nie naprawi nawet samozwańczy mesjasz, Skyactiv-X. Czy to oznacza, że czasy emocji w motoryzacji i niewinnej radości z ogromnej mocy bezpowrotnie minęły? Niekoniecznie.

Nadchodzi przyszłość.

Inspiracją do tego wpisu była pozornie smutna wiadomość. Dodge właśnie zapowiedział, że modele Charger i Challenger zmienią się w pojazdy elektryczne. To herezja? Tragedia? Nic z tych rzeczy. Jeśli producenci dobrze to rozegrają, możemy być świadkami narodzin nowej ery muscle carów, tyle że elektrycznych. Chwila, jak to, odkurzacze mają stać się obiektem pożądania? Mają wisieć na ścianach dziecięcych pokojów? Jak najbardziej.

Dodge Charger Challenger elektryczny
Ciekawe, czy kiedyś podobne zdjęcie elektrycznego Dodge’a Chargera na tle stacji ładowania będzie uważane za równie klimatyczne?

Mocny napęd elektryczny jest nawet bliższy gaźnikowym V8 niż te same silniki z wielopunktowym wtryskiem. Po prostu wciskasz gaz i moc już trafia na koła. Co jeszcze ważniejsze, silnik elektryczny nie musi wkręcać się na obroty. Cały moment jest dostępny od samego dołu. Pisk opon i wgniatające w fotel przyspieszenie, do tej pory zarezerwowane tylko dla supersportowych spalinówek – tak widzę muscle cary przyszłości. I nie są to marzenia ściętej głowy, już teraz Tesle potrafią zachwycić zrywnością.

Ryk V8 zastąpi donośny wizg. Czy to straszne? Nie, to po prostu zmiana. Gangu V8 nadal będziemy mogli posłuchać, najlepiej kupując zabytkowego muscle cara. Na gaźniku i tak brzmiały lepiej niż z wtryskiem, więc nie będę płakał, że nie produkują kolejnych. Jak dla mnie wtrysk może zdychać.

Co najważniejsze, elektryczne muscle cary mają szansę stać się ikonami. Brak łatki trucicieli sprawi, że będą mogli o nich marzyć nawet wojownicy o czyste powietrze, a ekofaszyści nie zabronią im wjazdu na żaden bulwar. Nie ma przeszkód, by stworzyć nowy mit.

Dodge Charger Challenger elektryczny
Czy elektryczny Dodge Challenger stanie się podobną legendą?

Kult siły powróci?

Kocham brutalny ryk V8, ale niech pozostanie tam gdzie jego miejsce – jako zabytek, z gaźnikiem/gaźnikami, w swojej czystej, pozbawionej kagańców formie. Z otwartymi rękami przyjmę nowy, elektryczny rodzaj zachwytu mocą. Niech potężne odkurzacze mielą opony, nadal beznadziejnie skręcają i ładnie wyglądają przy zachodzie słońca.

Silnik spalinowy w swojej obecnej formie nie może już dostarczyć nowych emocji. Przyszła pora, by zastąpiły go idiotycznie mocne akumulatorowe elektryki. Nadal będę wolał gaźnikowe V8, ale napęd na prąd to jedyna szansa by na nowo zaznać kultu mocy. Może znowu szybkie i bezużyteczne auta staną się bohaterami licznych piosenek i filmów? A potem elektryki też staną się romantycznym wspomnieniem i znowu przyjdzie coś nowego. Może wodór?

Tak, dopuszczam jeszcze opcję, że się mylę, a producentów nie obchodzi czy ich auta będą na plakatach. Zyski mają się zgadzać, Excel wypluwać duże wzrosty, a elektryczny Charger czy Challenger będą nudne i niezbyt mocne. Na razie jednak staram się być optymistą.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie