REKLAMA

Zamiast się wściekać i buntować, robimy memy. Beka uśpiła nasze pokolenie

Gdzie się nie obejrzysz, tam wszyscy się śmieją - i choć śmiech to zdrowie, to może to wcale niedobrze, że jest jedyną reakcją na wszystko, co nas otacza.

smiech
REKLAMA

Na Facebooku jeszcze można natrafić na ciekawe dyskusje. Jedna z obserwowanych przeze mnie osób podzieliła się wrażeniem, że w ostatnich czasach przybyło zespołów satyrycznych, wręcz kabaretowych. Sceny podbijają ci, którzy parodiują, nabijają się, drwią. 

REKLAMA

W komentarzach odpowiedziano, że to wcale nic nowego. W latach 90. mieliśmy przecież Big Cyc, hitem było "Mydełko Fa", będące pastiszem disco polo, a jeszcze wcześniej śpiewano piosenki Franka Kimono. Żartobliwych, ironicznych wręcz wykonawców nie brakowało i w zamierzchłych czasach, więc jak zwykle - nic nowego pod słońcem. 

Nawet jeśli faktycznie kręcimy się w kółko, to i we mnie pojawiło się poczucie, że jest tego humoru nadzwyczaj dużo

Może jeszcze nie tak dawno można było liczyć na kontrę, muzykę bardziej zaangażowaną, częściej biorącą się za bary z trudną rzeczywistością? Pewnie i takiej dziś nie brakuje, ale nieprzypadkowa jest przecież tęsknota za rapem, rockiem, punkiem czy popem mówiącym o czymś. Zamiast tego w cenie jest zwyczajność, jak zauważał Filip Kalinowski w jednym z felietonów na łamach "Dwutygodnika". Ma to jednak swoją cenę, jaką jest unikanie spraw niewygodnych czy kontrowersyjnych.

REKLAMA

Brzmi to wszystko jak boomerskie gadanie, ale jakoś trudno odtrącić mi to poczucie, że coś w tym może być. Kusi pójście na skróty i wygodne stwierdzenie, że kiedyś, owszem, też się dużo śmiano, ale oprócz tego również płakano, gniewano, krzyczano, komentowano. Teraz został co najwyżej śmiech, jedyny wentyl bezpieczeństwa.

Szyderczy humor opanował nie tylko muzykę.

Spójrzmy na propozycje młodzieżowego słowa roku. Niby mamy poważne, komentujące rzeczywistość wyrażenia jak "slop" czy "peak", ale głównie dominuje ironia, "żartobliwe określenie". W taki właśnie sposób opisuje się takie wyrazy jak "son", "unc", "spływka", "brokuł" czy w końcu "płakał" lub "kukiriniarz". 

REKLAMA

Sam trzymam kciuki za właśnie tę ostatnią propozycję, wszak będzie to słowo, które wyjątkowo pogodzi starych, jak i młodych. Mowa jest tutaj o użytkowniku czy wręcz miłośniku hulajnóg, który jeździ w sposób popisowy, a przez to niebezpieczny. Nie jest to wyraz uznania, raczej wręcz przeciwnie.

Tych pomostowych wyrazów jest jednak więcej. Komentujący listę nominowanych słów członek jury Bartek Chaciński zauważa, że tegoroczna odsłona młodzieżowego słowa roku "sygnalizuje lekkie zmęczenie brainrotami, czyli pozbawionym większego znaczenia popularnymi zbitkami". Zamiast tego mamy słowa opisujące "elementy całkiem fizycznej, namacalnej rzeczywistości (kukiriniarze, brokuł, unc)" lub też piętnujące "udawanie i sztuczność (slop, larp)". I jest to rzeczywistość, która dotyka zarówno młodych, jak i starych. 

REKLAMA

Ciekawym przykładem jest nominacja słowa "płakał". Źródłem jest wypowiedź dziennikarki Doroty Wellman, która opisała spotkanie twarzą w twarz z internetowym hejterem. W rozmowie na żywo ten przepraszał, no i właśnie: "płakał". 

Słowo wyszło poza swoje pierwotne znaczenie, mimo formy czasu przeszłego zaczęła funkcjonować jako riposta, wykrzyknik, puenta w rozmowie. Najczęściej odnosi się do postawy opisywanej – by to oddać eufemistycznie – jako „kozak w internecie, frajer w zwykłym świecie”. Nie byłoby go jednak, gdyby nie osobowość spoza świata internetu  - zauważa Chaciński. 

REKLAMA

W opisie nominowanych słów czytamy, że "płakał" to jednak przede wszystkim prześmiewczy komentarz

Może mieć wiele znaczeń, w zależności od kontekstu, ale jego ojczyzną jest ironia, szydera. Jest opis poważnego zjawiska, ale na końcu zawsze i tak jest śmiech. Jak z tym nieszczęsnym kukiriniarzem. Można rechotać z mody i niebezpiecznego zjawiska, ale jak przychodzi co do czego, to większość tworzą ci, którzy takich zabaw ukrócić nie chcą. Jedyną reakcją jest więc wyśmianie, ale nie domaganie się zmiany. Jakby od samego początku miało być zakodowane, że pozwolić można sobie tylko na śmiech, bo nic innego nigdy się nie zdziała.

Jednocześnie można mieć wrażenie, że gdyby zjawisko nie doczekało się tak intrygującego opisu, prawdopodobnie nie byłoby o nim tak głośno. A tak jest pomocne, bo mniej więcej wiadomo, o co chodzi.

REKLAMA

Jako unc mógłbym stwierdzić: młodzi tak mają, tylko się śmieją i dokazują. Ale z beki się nie wyrasta. Słowo nominowane w 2016 r., rok później doczłapało się na podium, zajmując trzecie miejsce. Ponad dekadę temu pojawiały się analizy mówiące o pokoleniu beki. 

Dziś, jak sądzę, ponad 30-latkowie, reprezentacji właśnie tego pokolenia, dalej korzystają z tej broni, której przeszło dziesięć lat temu przyglądali się starsi. To w sumie zaskakujące, jak wielu tiktokowych twórców, moich rówieśników, korzysta z satyry. I to niemal wyłącznie. Filmiki są zabawne i często urocze, jak te przy okazji opisywania zwyczajów wujków, cioć, ojców czy dziadków. Niby wyśmiewają, ale tak naprawdę starają się dotrzeć do motywacji takich zachowań. Zwykle jest nią troska, czułość, miłość. Po humor się sięga, aby to zrozumieć, oswoić i pokazać, że to, co przez lata wydawało nam się dziwnym zachowaniem bliskich dorosłych, trochę może wstydliwym i nie na miejscu, tak naprawdę było i jest miłe. A jednocześnie humor pozwala nie odsłonić się za bardzo, zachować dystans. 

REKLAMA

Tych parodii przybywa. Mam wrażenie, że jest ich coraz więcej i to wręcz dominujący sposób komentowania rzeczywistości. Internetowy twórca naśladuje charakterystyczny styl mówienia dziennikarzy sportowych i piłkarzy. Kolejny wciela się np. w stereotypowego bogatego kolegę, a jeszcze następny udaje typową mamę, ciotkę, sekretarkę, nauczycielkę.

Inna twórczyni w przesadzony sposób obśmiewa korporacyjnych służbistów. W komentarzach ludzie piszą, że każdy kogoś takiego zna, więc humor jest bronią. Pozwala odreagować, wyśmiać, poczuć wspólnotę, że nie tylko samemu zmaga się z absurdalnymi zachowaniami przełożonych. Ale potem trzeba będzie opuścić sekcję komentarzy i zmagać się z tym na żywo. I na serio.

REKLAMA

To wszystko przypomina niekończący się odcinek Szymon Majewski Show i tej sekcji, kiedy aktorzy parodiowali polityków, ówczesnych celebrytów, słynnych dziennikarzy. Część nieistniejącego dziś programu non stop rozgrywa się na TikToku i w instagramowych rolkach - ktoś się w kogoś wciela, przedrzeźnia, wyśmiewa. Czasami z sympatią, ale nie zawsze. Niekiedy chodzi o piętnowanie absurdu czy złych cech. Bez względu na intencje, wszystko odbywa się w znajomej formie.

Nawet słynny podcast telewizyjnego prezentera i jego młodej żony oprócz kilku poważnych analiz doczekał się głównie licznych przeróbek i nawiązań. Było i jest ich pełno. Został głos, a autorzy nagrań odgrywali scenki, w bardziej ekspresyjnej formie, by jeszcze bardziej podbić absurdalność i tak niezręcznych rozmów młodej pary. Wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, dlaczego wydarzenie - wspólny program, sam związek - budzi tyle emocji, ale to nie wystarczyło. Należało jeszcze mocniej to podkreślić satyrą, wyolbrzymić, a przy okazji pozwalając nakręcić temat i dać mu jeszcze większy rozgłos.

Śmiech jest więc jedyną bronią - pozwala nazwać zjawiska, skomentować je, wyrazić stanowisko, które zawsze jest z pewnego dystansu

Łatwo się jednak w nim zatracić, odbiegając od tematu. Nie liczy się już przyczyna, ważniejszy jest śmiech. Głośny, ironiczny, sarkastyczny.

REKLAMA

Oczywiście trudno się oszukiwać i twierdzić, że gdyby np. wspomniany kukiriniarz doczekał się bardziej dobitnego określenia, to nagle łatwiej byłoby nagłośnić problem i się nim zająć. Albo że upadły celebryta nie miałby tylu wyświetleń, gdyby zamiast śmiechu z niego, były tylko głosy nawołujące do przemyślenia pewnych spraw. A może jednak by to coś dało i zmieniło?

Nie taka też rola młodzieżowych słów czy internetowych trendów. Ale choć te coraz bardziej opisują rzeczywistość nas wszystkich, to ciągle za pomocą tego samego narzędzia: ironii, humoru i szydery. Tyle że jest to broń, która zostaje z nami na dłużej. I nie zawsze może wiele zdziałać. Zostaje tylko śmiech.

Adam Bednarek
Redaktor

W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.

REKLAMA
REKLAMA