REKLAMA

Minister straszy wyłączaniem platform. Szkoda, że skończy się na słowach

Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski znowu grozi palcem: "albo coś zrobicie, albo będą srogie kary!". Tyle że z wcześniejszych zapowiedzi niewiele wynikało. 

krzysztof gawkowski kary
REKLAMA

W pierwszym półroczu 2026 roku analitycy Ośrodka Analizy Dezinformacji NASK przekazali platformom ponad 65 tys. zgłoszeń. Zaledwie 7 proc. zakończyło się usunięciem materiałów, a ponad 17 proc. - poddano moderacji. Z raportu "Reakcja platform społecznościowych na zgłoszenia w I półroczu 2026 roku" wynika, że blisko 50 tys. zgłoszonych materiałów nie doczekało się reakcji serwisów. 

REKLAMA

Platformy najczęściej reagowały na zgłoszenia dotyczące podszywania się pod instytucje lub osoby publiczne, dzięki czemu usunięto niemal 77 proc. materiałów. Na minimalną reakcję mogli liczyć ci, którzy kolportują fałszywe informacje, bo ponad 85 proc. zgłoszeń zostało odrzuconych. Jeśli więc kiedykolwiek usłyszycie, jak wielkie platformy będą zapewniać, że walczą z dezinformacja i manipulacją, możecie się uśmiechnąć. Przez łzy, rzecz jasna.

Zasady moderacji są niejasne, dostęp do danych o reklamach ograniczony, a szkodliwy przekaz nadal krąży. Zgłaszający nie mają narzędzi, by go zatrzymać. Mają je platformy. Usuwanie pojedynczych wpisów nie zatrzyma całych kampanii. Potrzebne są działania z inicjatywy serwisów, tymczasem ciężar ochrony spada na państwo i obywateli. Interes platform nie zawsze idzie w parze z ich bezpieczeństwem: manipulacja przyciąga uwagę, a uwaga może przynosić zysk. Koszty ponoszą ci, którzy uwierzą w fałszywy przekaz - zwraca uwagę NASK. 

REKLAMA

W raporcie czytamy, że np. niska skuteczność platformy X w usuwaniu treści dezinformacyjnych może wynikać z przypuszczalnego niedoboru moderatorów i moderatorek biegle posługujących się językiem polskim. Zwrócono uwagę, że osoby znające lokalny kontekst "prawdopodobnie byłyby w stanie trafniej identyfikować i skuteczniej reagować na pojawiające się zmanipulowane lub fałszywe informacje". 

Z kolei w przypadku Mety m.in. "istotnym problemem" jest fakt, że administracja dalej dopuszcza do dalszej działalności reklamodawców, którzy "dopuścili się wcześniejszych naruszeń regulaminu (często wielokrotnych) oraz stosowali nieuczciwe, a niekiedy przestępcze praktyki związane z wyłudzaniem danych osobowych i środków finansowych".   

REKLAMA

Zdarza się, że decyzje moderatorów platformy Meta nie uwzględniają specyfiki krajowego kontekstu językowego, kulturowego lub społeczno-politycznego, który ma kluczowe znaczenie dla prawidłowej oceny zgłaszanych materiałów. W konsekwencji treści, które z perspektywy lokalnych uwarunkowań są uznawane za dezinformację lub manipulację, mogą zostać zaklasyfikowane jako nienaruszające standardów społeczności i pozostawać dostępne na platformie. Reakcja jest podobna bez względu na to, czy jest to pierwsze zgłoszenie, czy odwołanie - zauważają autorzy raportu. 

"Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi" - w wersji turbo. Platformy działają w Polsce, czerpią z tej działalności niemałe zyski, ale nie chcą ponosić odpowiedzialności za to, co się dzieje. Skala lekceważącego podejścia jest potężna, ale niestety raczej mało kogo może zaszokować. Liczby, które przytacza minister Gawkowski, są duże, lecz wcale nie zaskakujące. Niemal każdy użytkownik platform tylko z nazwy społecznościowych wie, jak wygląda sytuacja. 

REKLAMA

Tylko co dalej? Minister Gawkowski grzmi. Po raz kolejny…

Ujawniamy te wszystkie dane, bo Polska nie będzie państwem gdzie korporacje liczą zyski z reklam i ignorują ataki dezinformacyjne na nasz kraj. Wystąpiłem do wszystkich platform z żądaniem natychmiastowego utworzenia skutecznych i rozbudowanych, polskojęzycznych zespołów moderacyjnych w każdej platformie działającej na terenie RP. Oczekuję likwidacji fikcyjnych procedur odwoławczych i natychmiastowego usuwania zidentyfikowanych siatek botów oraz dezinformacyjnych reklam. Brak reakcji będzie traktowany jako podstawa do naliczania wielomilionowych kar. Koniec cyfrowej samowoli platform społecznościowych - napisał. 

REKLAMA

Naprawdę, teraz? Wydaje się, że już sam ten raport jest podstawą do solidnego upomnienia koncernów, które od lat gwiżdżą sobie na jakiekolwiek zasady. Teraz dostają kolejną szansę i możliwość jeszcze jednego zamydlenia oczu. Tylko czy z tej okazji na poprawę faktycznie skorzystają? Chciałbym się mylić, ale mam poważne wątpliwości. 

Walka z wielkimi koncernami trwa - tyle że na groźby. W słownej szermierce jesteśmy mistrzami. Historię utemperowania technologicznych platform warto prześledzić na przykładzie podatku cyfrowego. 

REKLAMA

Jestem fanem podatku cyfrowego i chciałbym, żeby podatek cyfrowy od wielkich korporacji był wprowadzony, bo to należy się polskiemu obywatelowi. Duże firmy nie mogą same decydować, gdzie płacą podatki. Tego nie ma w umowie koalicyjnej i nie było nad tym prac rządowych, ale jako polityk lewicy mocno wierzę, że to rozwiązanie jest potrzebne - mówił Gawkowski w rozmowie ze Spider's Web+ w 2024 r., z okazji 100 dni piastowania stanowiska szefa resortu cyfryzacji. 

Wówczas Gawkowski przyznawał, że w 2024 r. temat się nie rozpocznie, ale "kroczek po kroczku" miał zabiegać, żeby przekonywać do tego partnerów koalicyjnych. 

REKLAMA

Kilka tygodni później Gawkowski mówił "Newsweekowi": 

Zdaję sobie sprawę, jak dużo do powiedzenia mają wielkie firmy technologiczne na świecie, ale nikt nie powinien im pozwolić na to, by budowały tła polityki czy legislacji. Szczególnie poza granicami USA często wydawało się im, że mogą dużo więcej. Chciały korzystać z rynku, danych, wpływać na obywateli i jednocześnie nie płacić podatków i przenosić odpowiedzialność. Chciałyby być gospodarzem i legislatorem. Ale dzisiaj w Polsce jest nim państwo, a nie jedna czy druga firma. W nowym rządzie, przynajmniej w obszarach, za które odpowiadam, grożenie palcem przez firmy technologiczne będzie traktowane jako próba wymuszenia. A za szantaże się płaci.

REKLAMA

Tak z kolei konieczność wprowadzenia podatku cyfrowego argumentował Gawkowski w 2025 r. w rozmowie z wyborcza.biz:

Jak patrzę na to, ile zarabiają cyfrowi giganci, to mam wrażenie, że ich apetyty są niespożyte. Oni by chcieli zjeść nie tylko dane, którymi zasilają swoje silniki reklamowe, ale całego obywatela, by nim sterować. To jest cyfrowy kolonializm, na który nie możemy się zgodzić. Przymykanie oczu na to, że Bezos, Musk czy Zuckerberg mają prawo być naszymi cyfrowymi panami, skończyło się, kiedy społeczeństwa uznały, że posiadanie niewolników jest złe. Cyfrowi niewolnicy też mogą istnieć, a zadaniem Ministerstwa Cyfryzacji jest głośno o tym mówić

REKLAMA

W sierpniu 2025 r. w rozmowie z money.pl podkreślał, że wielka korporacja nie może szantażować państwa tylko dlatego, że ma miliony użytkowników. Obrazi się i wycofa usługi z Polski? Niech idą - mówił Gawkowski. 

To niech Google próbuje sobie wyłączyć te usługi. Mamy do czynienia z szantażem firm. Państwo ma ulegać? Niech cały świat usłyszy, że Google nie chciało płacić sprawiedliwych podatków, które na skalę światową przychodów tej firmy są promilem i dlatego opuściło dany kraj - to reputacyjne samobójstwo 

REKLAMA

Wówczas Gawkowski został zapytany o to, czy był gotów wyłączyć platformę X po tym, jak Grok oszalał: 

Tak. Jeżeli doszłoby do sytuacji, w której jakakolwiek firma wykorzystywałaby swoje modele językowe przeciwko polskiej racji stanu, doprowadzała do sytuacji określonych w Kodeksie karnym, to państwo ma obowiązek działać. Nie wyobrażam sobie, żeby w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa państwa mówić, że musimy się liczyć z tym, że korporacja ma jakąś flagę za sobą. Albo patrzymy na suwerenność technologiczną, albo puszczamy oko 

REKLAMA

Deklaracja wyłączenia platform cyfrowych, jeżeli te "będą naruszały dobro człowieka", padła również kilka dni temu. 

REKLAMA

Trudno nie zgodzić się z tymi wypowiedziami Gawkowskiego. Aż chce się bić brawo, słysząc o braku uległości względem wielkich korporacji, byciu gospodarzem, końcu cyfrowego niewolnictwa. Czytając tylko te wypowiedzi, można by uznać, że big techy chodzą w Polsce jak w zegarku. Moderacja się uwija, aby żadne oszustwo się nie prześlizgnęło, bo będą kary. Jawna dezinformacja? Skądże znowu, bo dostęp zostanie wyłączony!

Czas się jednak obudzić. Jak przychodzi co do czego, to reakcją na raport pokazujący brak realnych działań w kwestii moderacji treści, są kolejne żądanie i apele. 

"Cyfrowa wojna z Rosją trwa, a dezinformacja jest jej narzędziem" - mówi dziś Gawkowski. "Polska jest na cyfrowej wojnie z Rosją" - te słowa padły w czerwcu 2025 również z ust ministra. Dziś dowiadujemy się, że platformy przepuszczają dezinformację jak leci, nie usuwając treści. I co? Mają się zmienić. 

Nikt nie daje tyle czasu na poprawę, co Polska

Nie zmieniły się przez tyle czasu, mimo że minister w wywiadach był nieustępliwy i pewny siebie, ale zmienią się teraz? Teraz apel zadziała? 

Rok temu Gawkowski zapowiadał, że może wyłączać platformy. Przed kilkoma dniami to powtórzył. 

Tymczasem w raporcie NASK czytamy o takiej kampanii dezinformacyjnej: 

Ukraińscy uchodźcy i uchodźczynie byli w nich przedstawiani jako wewnętrzne zagrożenie dla Polek i Polaków, którzy stopniowo mieliby stać się obywatelami drugiej kategorii we własnym państwie. Ukraina była natomiast przedstawiana jako kraj stanowiący zagrożenie dla Polski pod względem gospodarczym i militarnym. W jednym z materiałów stwierdzono, że Polska znajduje się w niekorzystnym położeniu geopolitycznym pomiędzy Ukrainą a Niemcami, czyli dwoma państwami, które szczególne jej zagrażają. Narracje te wpisują się w szerszy trend antyukraiński, obserwowany od początku wybuchu wojny w Ukrainie w lutym 2022 roku. Drugi kierunek przekazów stanowiły narracje antyunijne. Unia Europejska była w nich przedstawiana jako zagrożenie dla polskiej suwerenności i stabilności. Zamiarem Unii miałoby być osiedlenie w Polsce jak największej liczby migrantów i migrantek, by ją wynarodowić. Przekazy te wpisują się w szerszy trend antyimigranckich narracji.

Tyle słyszymy o niebezpieczeństwie, o dezinformacji, o zagrożeniu, ale również o tym, że czas z tym skończyć i nie tolerować przymykania oczu na skandaliczne wpisy. Tyle tylko, że to wszystko jest i tak akceptowane. Jedyną reakcją są słowa, nie czyny.

Mogę zrozumieć, że wprowadzenie podatku cyfrowego to nie takie hop-siup i wola samego ministra to nie wszystko. Nie rozumiem jednak tego, że dostajemy kolejną zapowiedź bycia nieustępliwym, podczas gdy mamy aż nadto dowodów na to, że na platformach publikowane są treści niebezpieczne, groźne - także dla bezpieczeństwa całego kraju. 

Ile już takich apeli było? To, że nie podziałały, najlepiej pokazuje najnowszy raport NASK.

Zdjęcie główne: Ministerstwo Cyfryzacji

Adam Bednarek
Redaktor

W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.

REKLAMA
REKLAMA