"Partyzantka naklejkowa" ruszyła w miasto. Tak walczą z nową modą
Plakaty wygenerowane przez AI zostały naznaczone.

Jak odnotował facebookowy profil "Zjedz Mielone", na niektórych plakatach, wywieszanych w katowickich knajpach i lokalach, pojawiły się karne wlepki. Metoda została, ale cel się zmienił - tym razem postanowiono zdyscyplinować nie źle parkujących kierowców, a właścicieli, którzy wykorzystali sztuczną inteligencję do promocji swoich biznesów. Reprymendą jest właśnie naklejka piętnująca AI slop i zachęcająca do wspierania sztuki tworzonej przez prawdziwych ludzi.
Tego typu plakaty to zmora polskich i nie tylko miast
Potykacze, na których dawniej kredą wypisywano oferowane przysmaki - ewentualnie rymowanki mające rozśmieszyć przyszłych klientów - zamieniły się w mini-billboardy. Nieważne, czy lokal serwuje kawę i ciasto, kuchnię turecką czy przysmaki "jak u babci" - grafiki wyglądają identycznie, bo wykonane w tym samym charakterystycznym stylu. Wystarczy rzut oka, by wiedzieć, że to dzieło maszyny. I nie chodzi nawet o ewentualne wpadki czy nieścisłości, znajomy stał się sam wygląd, wszędzie taki sam. Bez względu na to, czy chodzi o promocję kebaba, kawiarni czy osiedlowej imprezy. Można by odnieść wrażenie, że jedna wielka sieć zawładnęła całym światem, stając się globalnym monopolistą, mającym w garści wszystko i wszystkich.
Na ciekawą rzecz zwrócił jednak uwagę Ziemowit Szczerek w rozmowie z "Krytyką Polityczną":
Jeśli właściciel kebaba chce wygenerować nad wejściem kebaba z trzema rękami – niby czemu nie? Właściciel małego baru często nigdy nie zatrudniłby grafika, a AI daje mu możliwość zrobienia czegoś, czego wcześniej zrobić nie mógł. Gdy bogata firma zastępuje grafików generatorem, chodzi przede wszystkim o redukcję kosztów
Tylko czy rzeczywiście można mówić tutaj o jakiejkolwiek korzyści drobnego przedsiębiorcy, skoro finalne dzieło mające zachęcić do zjedzenia kebaba właśnie tu, wygląda tak samo jak grafika kawy oglądana dwie ulice wcześniej, czy kotlet schabowy serwowany na innym osiedlu? AI plakaty ani nie informują lepiej - wieść o tym, że w danym miejscu można zjeść zapiekankę, pizzę lub sernik przekazywały staroświeckie metody - ani, jak się wydaje, nie zachęcają skuteczniej niż nawet zwykłe zdjęcie. Od razu wiadomo, że nie dostajemy tego, co na obrazku.
Lokal nie osiąga przewagi. Nie wyróżnia się, wręcz przeciwnie - upodabnia się do innych. Presja pod tytułem "skoro wszyscy inni tak robią, to my też" doprowadziła do tego, że wszyscy gracze wyglądają tak samo. Może paradoksalnie jest to wyrównywanie szans. Klient po prostu musi kierować się metodą chybił-trafił albo opiniami, bo grafika czy inna reklama nic mu nie powie. Równość i sprawiedliwość nastała?
Odpowiedzią na tego typu twórczość są nowe internetowe (anty)kampanie - inna sprawa, że reakcją na treści takie same jak wszędzie jest… viralowa akcja z Ameryki, a więc w efekcie i tak to samo co wszędzie - i właśnie wlepki. Można je było zamówić nawet w popularnej sieci.
Autorzy wlepek przygotowali coś w rodzaju manifestu
W opisie produktu czytamy, że naklejka jest dla ludzi, którzy "nadal wierzą, że dobra twórczość wymaga pomysłu, decyzji, pracy i własnego punktu widzenia".
To nie jest subtelna sugestia. To wizualny sprzeciw wobec produkowania kolejnych ton cyfrowego śmiecia tylko dlatego, że można zrobić to w kilka sekund.
Stojący za przedsięwzięciem zaznaczają, że nie są przeciwko technologii, a jedynie chcą wyrazić sprzeciw wobec bylejakości.
Sztuczna inteligencja jest narzędziem. Problem zaczyna się wtedy, kiedy narzędzie zastępuje pomysł, wysiłek, warsztat i odpowiedzialność za to, co publikujemy. Internet coraz częściej zalewają tysiące niemal identycznych grafik, artykułów, filmów i reklam tworzonych nie dlatego, że ktoś miał coś do powiedzenia, lecz dlatego, że można było wygenerować je tanio i szybko.Więcej treści nie oznacza więcej kultury. Więcej grafik nie oznacza więcej sztuki. Więcej tekstu nie oznacza więcej myśli. Dlatego ta naklejka mówi dokładnie to, co powinna: STOP AI SLOP. Wspieraj ludzi, którzy rysują. Fotografują. Piszą. Projektują. Nagrywają. Uczą się warsztatu. Popełniają błędy. Szukają własnego stylu. Tworzą coś, co wcześniej nie istniało.
W dyskusji pod wpisem na profilu "Zjedz Mielone" niektórzy zaczęli się zastanawiać, czy akurat drobni restauratorzy powinni być celem tego nowego buntu. Wystarczy przecież wejść do pierwszej lepszej galerii handlowej - albo odpalić telewizję - żeby zobaczyć, że duże sieci robią przy pomocy AI niemal wszystko. Oznaczenia o wykorzystaniu sztucznej inteligencji pojawiają się nawet na bramkach pilnujących przed kradzieżami - i ten drobny element nie uchronił się przed zamieszczeniem na nim grafiki wygenerowanej przez SI. Tu, jak mówił Szczerek, mamy przykład szukania oszczędności i zrobienia czegoś szybciej, ale niekoniecznie lepiej.
Wielcy gracze mają jednak lepszą ochronę, więc pewnie trudniej przyczepić wlepkę w galerii handlowej czy choćby na okładce książki dużego wydawnictwa, które również sięgnęło po AI, aby wydać mniej. Tak ten świat jest ułożony: nie można wyrazić swojego niezadowolenia stojąc twarzą w twarz przed tymi, którzy mają najwięcej grzeszków na sumieniu, bo ci są zwyczajnie nieosiągalni. Trzeba więc szukać innych metod, aby nagłośnić problem.
Wracamy więc do samej idei protestu
Ta sama dyskusja toczyła się przecież przy okazji akcji organizacji klimatycznych czy niedawno z powodu strajku maszynistów. Nie ma innych sposobów, aby nagłośnić dezaprobatę, niż kierować swoje zadowolenie szeroko, tak by o sprawie mogli usłyszeć nie tylko zainteresowani.
Owszem, restauratorzy dostają rykoszetem, bo mimo wszystko to nie oni są największym problemem. Ale oni też dokładają swoją cegiełkę. To przecież nie tylko plakat wyświetlany na Facebooku, ale potykacze, plakaty, grafiki, które trafiają na ulice i stają się częścią rzeczywistości. Rzeczywistości, od której trudno coraz bardziej uciec.
Zdjęcie główne: Czajnikolandia / Shutterstock.com
W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.