REKLAMA

Pizza z notesu, nie z AI. Jesteśmy głodni autentyczności

Apetyt na szczerość i oryginalność jest tak duży, że przez przypadek łatwo połknąć kopię kopii.

sprzeciw wobec ai

Kawiarnia w pobliskim parku jakiś czas temu wystawiła potykacz ze specyficzną grafiką. Na plakacie zaprezentowano napoje, które można kupić: espresso, americano, cappuccino itd. Każdy z naparów wygenerowany został przy pomocy sztucznej inteligencji. Przyznaję, nie wszedłem do lokalu i nie próbowałem kaw - być może rzeczywiście tak wyglądają. Styl jest jednak na tyle charakterystyczny, że naprawdę trudno mieć wątpliwości. Lekko bajkowy, przypomina animację, ale przy tym nie jest zbyt odjechany. 

Takich plakatów w całym mieście już jest mnóstwo

W podobnym tonie reklamuje się kebaby i kuchnię staropolską. Tak samo o uwagę walczy się w sieci. Tego typu grafiki widziałem zarówno na ulicach Łodzi, jak i Berlina. Nie ma dziś przed nimi ucieczki. 

Nawet nie chodzi o to, że wprowadzają w błąd. To ilustracja poglądowa; wiadomo, że dania i napoje tak nie wyglądają. Klient ma jedynie wiedzieć, czego się spodziewać. Tyle że tę samą informację dostawałem wcześniej, gdy na potykaczu oferta wypisana była zwykłą, staroświecką kredą. 

Grafika AI nie robi niczego lepiej - nie jest bardziej konkretna, nie jest bardziej kusząca, nie jest też, przynajmniej dla mnie, atrakcyjna. Nawet z punktu widzenia danego restauratora nie jest specjalnym ułatwieniem czy oszczędnością, bo przecież wcześniej rzadko kiedy lokale bazowały na ilustracjach grafików, które miały przyciągnąć oko. Podobnie było z fotografiami - jeśli już, to te pojawiały się po prostu w menu, a nie na ulicy. Zresztą i one były mocno podkoloryzowane, przedstawiając danie w lepszym świetle. 

Wszędzie widzę te same pizze, kebaby, schabowe i napoje

Nie chodzi więc o to, aby się wyróżnić i odróżnić. To raczej ślepe podążanie za modą - skoro każdy tak robi, to my też. Być może zadziała i kogoś to przyciągnie. Trochę jak ze śmiesznymi hasłami - użyte były wielokrotnie, ale cóż szkodzi dołączyć do trendu, tym bardziej że na widok rymowanki ktoś może się zatrzyma, uśmiechnie i stwierdzi: w sumie to jestem głodny, a tych figlarzy warto docenić. Albo da się nabrać, że kawa gratis, choć tak naprawdę darmowe jest WiFi - ale z tego z daleka nie było tego widać, bo uwagę dopisano małymi literami. "Macie mnie, zasłużyliście na nagrodę". 

Być może czas mnie zweryfikuje i okaże się, że to działa. Póki co mam wrażenie, że tak naprawdę nikt na tym nie korzysta - ani restauratorzy, ani klienci. Ale i tak mało kto chce się wyłamać. Bo i po co: koszt żaden, a szansa na przyciągnięcie gości zawsze jakaś jest.  

Choć niektórzy próbują innej taktyki. Np. jedna ze śląskich pizzerii zamieściła na swoim facebookowym profilu wpis o tym, że nie będzie reklamować się za pomocą AI. Zamiast tego wykorzystuje cienkopis, rysując w notesie pizzę. Nie wygląda jak prawdziwa, ale przecież ta wygenerowana przez sztuczną inteligencję również nie. Za to jest lepsza, bo powstała od serca, pracą prawdziwych i żywych rąk. 

Szczerość zawsze się obroni. W komentarzach ludzie popierają taką formę promocji. "Milion razy lepsza reklama niż te AI slopy które nie przypominają nawet jedzenia w reklamach na FB" - pisze jeden z komentujących. Inna z osób dodaje, że "gdzieś w tych wszystkich idealnych obrazkach firmy pogubiły autentyczność". A jeszcze kolejna zdradza, że "coraz częściej docenia powrót do korzeni i rękodzieła". 

Co jednak najciekawsze, cała ta kampania wcale nie jest oryginalna. Podobną akcję opisała na łamach "Krytyki Politycznej" Aleksandra Kasprzak, przyglądająca się zjawisku AI slopów na ulicach nie tylko polskich miast. To samo hasło o rezygnacji ze sztucznej inteligencji i postawieniu na notes i długopis wykorzystała amerykańska restauracja, zdobywając w ten sposób prawie 50 tys. serduszek na Instagramie. 

Polska restauracja podchwyciła viralowy wpis i przeniosła go na polski grunt, nic nowego w internecie. To jednak ciekawe, że mowa o kampanii promocyjnej, która - w pewien sposób - ma promować autentyczność, szczerość, nie podążanie za modą. Poniekąd wszystko się zgadza, bo choć autorzy wpisu zainspirowali się hasłem, to sami chwycili za notes i cienkopis, napisali tekst i co najważniejsze, narysowali pizzę. To dalej ich dzieło, a nie algorytmów. Czepialstwem byłoby więc stwierdzenie, że można było wymyślić coś innego: pokolorować, namalować, wykleić, słowem - może dodać coś od siebie, zabawić się formą.

Zresztą najpopularniejsza w ostatnim czasie pieśń o nostalgii i tęsknocie za dawnymi relacjami międzyludzkimi to przecież nic innego, jak twór sztucznej inteligencji. Może innej drogi nie ma, to jedyne lekarstwo na melancholię, na jakie możemy liczyć. Wyrazem sprzeciwu wobec postępującej sztuczności i braku autentyczności będzie popularne, viralowe hasło. 

Nie chcąc widzieć wszędzie tego samego, będziemy pocieszać się powtarzaniem tych samych motywów

Autentyczność jest w cenie, ale istnieje przecież ryzyko, że się nie przebije - lepiej postawić na to, co już odniosło sukces, i to powtórzyć. Ludzie chcą szczerości, ale nie do końca jest jasne, co na ten temat sądzą algorytmy. Lepiej dostosować się do nich. Skoro już coś wypchnęły, to może fala zabierze także i naśladowców. Nie trzeba więc być do bólu oryginalnym, pierwszym, robić wszystko po swojemu - wystarczy namiastka tego wszystkiego, sygnał, że jest się po innej, drugiej stronie. A że, paradoksalnie, też robi się to samo, co wszyscy? Że to druga strona tej samej monety? Wystarczy i tyle. To dowód na to, jak bardzo jesteśmy zmęczeni, przytłoczeni - przyda się choć skrawek alternatywy, jej symbol. Zwykła ochota to już coś.

Innej autentyczności i walki z modą nie będzie?

Adam Bednarek
Redaktor

W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.