Radziecki satelita rozpadł się po raz drugi. Powstały dziesiątki odłamków
Satelita wystrzelony w 1981 r. znów się rozpada. To kolejne takie zdarzenie na orbicie w ostatnich miesiącach.

Radziecki satelita wystrzelony jeszcze w 1981 r. ponownie zaczął się rozpadać. Radary wykryły w jego otoczeniu dziesiątki nowych odłamków, które mogą zagrozić innym urządzeniom na orbicie. Najbardziej niepokojące jest to, że bardzo podobna sytuacja wydarzyła się już ponad 20 lat temu. Chodzi o Meteora 2-7, nieczynnego satelitę meteorologicznego krążącego około 855 km nad Ziemią. To kolejny przypadek fragmentacji starego sprzętu kosmicznego w ostatnich miesiącach. Eksperci ostrzegają, że takie zdarzenia stają się coraz poważniejszym problemem dla bezpieczeństwa satelitów.
Satelita z 1981 r. znowu gubi części
5 października system obserwacyjny LeoLabs Delta zarejestrował nietypową sytuację podczas przelotu Meteora 2-7 nad stacją radarową w Australii Zachodniej. W pobliżu satelity pojawiły się obiekty, których wcześniej tam nie obserwowano. Kolejne pomiary wykonane przez inne radary należące do LeoLabs potwierdziły, że doszło do zdarzenia powodującego powstanie nowych kosmicznych śmieci. Firma szacuje, że od satelity oddzieliły się dziesiątki fragmentów.
Nie podano jeszcze ich dokładnej liczby ani rozmiarów. Trwa również analiza trajektorii nowych obiektów, która pozwoli ustalić, gdzie będą się znajdować w kolejnych dniach i czy mogą zagrażać działającym satelitom.
Trzeba zauważyć, że sam Meteor 2-7 nie jest już potrzebny do żadnej misji. Został wyniesiony na orbitę 14 maja 1981 r. jako element radzieckiego programu meteorologicznego i jego zadaniem było obserwowanie zachmurzenia oraz wykonywanie pomiarów temperatury i wilgotności atmosfery w podczerwieni. Pracę zakończył w listopadzie 1982 r., ale nie opuścił orbity. Od tego czasu pozostaje na wysokości kilkuset kilometrów, stopniowo zamieniając się w źródło zagrożenia dla innych urządzeń.
Już raz się rozpadał. NASA ma to na papierze
Najciekawsze jest to, że obecny incydent nie jest pierwszym przypadkiem utraty fragmentów Meteora 2-7. W archiwalnym katalogu fragmentacji obiektów orbitalnych NASA znajduje się osobna pozycja dotycząca tego satelity. Amerykańska agencja odnotowała zdarzenie z marca 2004 r., po którym skatalogowano 8 odłamków.
Dokument zawiera jednak szalenie ciekawe zastrzeżenie. Nie można jednoznacznie ustalić momentu powstania wszystkich fragmentów, a część z nich mogła pochodzić nawet z dwóch oddzielnych zdarzeń. Dlatego chyba najbezpieczniej mówić o ponownym potwierdzonym okresie fragmentacji, a nie z całkowitą pewnością o drugim takim incydencie w historii satelity.
NASA odnotowała również problemy związane z członem rakiety, która wyniosła Meteora 2-7 na orbitę. Ten element uwolnił fragmenty jeszcze w latach 90., ale były to niezależne zdarzenia. Teraz satelita ponownie stracił części konstrukcji, mimo że od jego wystrzelenia minęło 45 lat. Nie wiadomo, ile jeszcze podobnych incydentów może wydarzyć się w przyszłości.
855 km nad Ziemią. To wyjątkowo złe miejsce
Wysokość, na której znajduje się Meteor 2-7, ma tak naprawdę ogromne znaczenie. Około 855 km nad powierzchnią planety atmosfera jest już niezwykle rozrzedzona. Wciąż wywiera niewielki opór na poruszające się obiekty, ale znacznie słabszy niż na wysokości kilkuset kilometrów, gdzie pracuje wiele współczesnych satelitów.
Oznacza to, że fragmenty oderwane od Meteora nie muszą szybko spaść na Ziemię. Część z nich może pozostawać w przestrzeni kosmicznej przez bardzo długi czas, przecinając orbity innych urządzeń. To obszar szczególnie problematyczny również ze względu na duże zagęszczenie kosmicznych śmieci. Im więcej obiektów porusza się na zbliżonych wysokościach, tym większe ryzyko niebezpiecznego spotkania.
W marcu pokazywaliśmy, jak ogromne prędkości osiągają kosmiczne śmieci i dlaczego nawet stosunkowo niewielki odłamek może zniszczyć satelitę. Nie potrzeba wielkiego zderzenia dwóch całych urządzeń, bo przy prędkościach orbitalnych nawet niewielki fragment metalu potrafi uwolnić podczas uderzenia ogromną ilość energii. Co gorsza, niesprawny Meteor nie może wykonać manewru pozwalającego uniknąć kolizji. Nie ma też możliwości aktywnego kontrolowania jego stanu technicznego.
Dlaczego stare satelity nagle się rozpadają?
Przyczyna najnowszego incydentu nie została jeszcze ustalona, a sam fakt pojawienia się odłamków nie oznacza z automatu, że Meteor został trafiony przez inny obiekt. Wśród możliwych wyjaśnień znajdują się zarówno zderzenia z niewielkimi, nieśledzonymi fragmentami kosmicznych śmieci, jak i procesy zachodzące wewnątrz starej konstrukcji.
Satelity mogą zawierać akumulatory, zbiorniki oraz inne elementy, w których przez lata pozostaje zgromadzona energia. W niesprzyjających warunkach może ona doprowadzić do uszkodzenia konstrukcji albo gwałtownego uwolnienia fragmentów. Znaczenie ma również wieloletnie oddziaływanie promieniowania, ekstremalnych zmian temperatury i mikrometeoroidów. Nie każdy taki proces musi od razu spowodować całkowite zniszczenie satelity.
Przeczytaj także:
Żeby wskazać konkretną przyczynę zdarzenia potrzebne są przede wszystkim dodatkowe pomiary. Analiza prędkości i kierunków ruchu odłamków może pomóc określić, czy ich uwolnienie było gwałtowne i czy istnieją ślady ewentualnego uderzenia. Na razie nie ma dowodów pozwalających przypisać rozpad Meteora 2-7 któremukolwiek z tych mechanizmów.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Wikimedia
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.