REKLAMA

Ten robot wyręczy cię w najgorszej pracy. Podziękujesz mu za wolne weekendy

Niektórzy lubią kosić trawę, inni odkurzać, ale mało kto lubi myć okna. Kärcher RCW 4 obiecuje, że już nigdy nie będziesz musiał tego robić. Sprawdziłem, czy to prawda.

Ten robot wyręczy cię w najgorszej pracy. Podziękujesz mu za wolne weekendy
REKLAMA

Odpowiedź, dla niecierpliwych, brzmi: tak, choć w ekstremalnych przypadkach będzie przed nami jeszcze jedno ręczne mycie. A potem będziemy mogli o tych oknach i ich samodzielnym myciu zapomnieć na dobre.

REKLAMA

Oraz: nie tylko o okna tutaj chodzi. Ale po kolei.

Kärcher RCW 4 - co to dokładnie jest?

Niewielki (264 x 256 x 72 mm) i bardzo lekki (1,5 kg) robot, którego zadanie jest proste - ma zdjąć z nas obowiązek mycia okien. Zapominamy o spryskiwaniu okna płynem, szorowaniu, a potem ściąganiu tego wszystkiego i wycieraniu. Zamiast tego bierzemy do ręki robota, naciskamy przycisk i... możemy sobie na chwilę pójść.

REKLAMA

Jeśli chodzi o część techniczno-użytkową, to nie ma tutaj zbyt wiele do uczenia się i poznawania. Od frontu znajdziemy tylko elastyczną i bardzo przyjemną rączkę do trzymania robota oraz przycisk zasilania, służący do włączania robota i wyłączania go.

Z boku mamy natomiast punkt do mocowania zestawu zabezpieczającego i przewód do podłączenia do zasilacza (wbudowany akumulator ma przeznaczenie awaryjne). Przewód ma przy tym sumarycznie 5 m, ale całość składa się z trzech odcinków (przy robocie, zasilaczu i osobnego fragmentu), więc nie ma co się bać, że musimy wszędzie taszczyć za sobą jednocześnie i robota, i długi kabel.

REKLAMA

Z tyłu natomiast znajdziemy ściereczkę czyszczącą, mocowaną na rzepy, 6 dysz natryskowych (ukrytych na zdjęciu powyżej pod ściereczką), otwór ssący i napęd pasowy. Elementy, które widzicie w narożnikach robota od tej strony, to czujniki krawędziowe - to dzięki nim robot wie, kiedy dotarł do krawędzi.

Od spodu znajduje się również otwór do nalewania środka czyszczącego (RM 503 - buteleczka 125 ml w zestawie). Przy czym dobra wiadomość jest taka, że w pakiecie dostajemy też specjalną butelkę do napełniania tego zbiornika - nie jest absolutnie niezbędna, ale łatwiej w niej dobrać proporcje do rozcieńczenia, a potem wlać gotową miksturę bez rozlewania nawet kropelki.

REKLAMA

Płyn nalany, ściereczka założona, zasilacz podłączony - co teraz?

I to jest w tym robocie piękne - bardziej intuicyjnie być po prostu nie może. Jeśli poczyniliśmy te wstępne, 2-minutowe przygotowania, zostaje nam chwycić robota za rączkę, przytrzymać przycisk zasilania i przyłożyć do szyby. Robot przyczepi się do okna i będzie oczekiwał na dalsze instrukcje.

Te możemy wydać na co najmniej dwa sposoby. Po pierwsze - możemy po prostu nacisnąć jeszcze raz, krótko, przycisk zasilania. Robot aktywuje wtedy tryb szybkiego czyszczenia, a my możemy pójść sobie zrobić kawę. Jeśli ta zajmie nam więcej niż 3 minuty (tyle robot potrzebuje na okno 80x180 cm), robot wróci do punktu startowego i będzie czekał, aż zdejmiemy go z szyby. Nie ma przy tym znaczenia, w którym miejscu początkowo go zamontujemy - z tego co zauważyłem podczas testów, właściwie zawsze bezbłędnie czyści i tak całą powierzchnię.

REKLAMA

Nie jest to jednak jedyny tryb pracy robota Kärcher RCW 4. Jeśli szybkie czyszczenie to za mało, sięgamy po pilota, którego również dostajemy w zestawie:

Ten pilot pozwala nam zarówno na zmianę trybów automatycznej pracy, jak i na przejęcie manualnej kontroli nad robotem. Możemy zdecydować się na standardowe szybkie czyszczenie (jednorazowe mycie, poziome pasy) albo intensywne czyszczenie, w ramach którego najpierw następuje czyszczenie w pasach pionowych i poziomych, a później polerowanie (w poziomych pasach).

REKLAMA

Ile trwa takie czyszczenie? Około 11 minut dla okna o tych samych wymiarach, co poprzednio (80x180 cm). Gdyby ktoś pytał - tak, tryb polerowania można wybrać niezależnie od trybu intensywnego. Można też dodatkowo wybrać czyszczenie punktowe, w ramach którego robot będzie jeździł do przodu i do tyłu po mniejszej powierzchni.

Jeśli to nam nie wystarczy, możemy ręcznie włączać z poziomu pilota automatyczne albo ręczne natryskiwanie albo całkowicie przejąć kontrolę i strzałkami wskazywać robotowi, gdzie ma jechać - gdyby akurat pojawiło się jakieś wybitnie uporczywe zabrudzenie.

REKLAMA

Czy taki podział trybów ma sens?

O ile tryby automatyczne nie budziły u mnie wątpliwości, o tyle tryb manualny zmuszał do zapytania się, czy jest dla niego w ogóle jakieś zastosowanie.

Szybko jednak okazało się, że tak - w przypadku wyższych okien, umieszczonych zdecydowanie poza zasięgiem człowieka czy człowieka ze zwykłym sprzętem do mycia, pozwalał po prostu skutecznie powalczyć z bardziej intensywnymi, punktowymi (albo mniej-powierzchniowymi) zabrudzeniami. Robot w końcu nie widzi, czy okno jest w jednym miejscu bardziej, a w drugim mniej brudne - po prostu czyści całość jednakowo, więc w niektórych przypadkach taka pomoc była nieoceniona.

REKLAMA

Z drugiej strony - w przytłaczającej większości przypadków ten robot nie potrzebował najmniejszej pomocy ze strony operatora.

Kärcher RCW 4 - jak to właściwie jeździ?

Od strony obserwatora cały proces wygląda prosto - robot jedzie tak długo przed siebie, aż krawędziowe czujniki poinformują go o tym, że dotarł do przeszkody (co ważne - przy szybach bez ramek, np. w kabinach prysznicowych, to też działa). W takim przypadku zawraca, a potem znowu dojeżdża do krawędzi i zaczyna czyścić kolejny pas.

REKLAMA

Jak to działa? Właściwie bezbłędnie. Robot bez najmniejszego problemu tworzy dla siebie proste mapy okien czy szyb, utrzymując równe i równomiernie oddzielone od siebie pasy przejazdów w pionie i w poziomie (w zależności od trybu). Nie spotkałem się z sytuacją, w której pominąłby jakiś fragment okna czy krawędź - wręcz przeciwnie, Kärcher RCW 4 bardzo sumiennie jeździ przy krawędziach, sprawiając wrażenie, jakby za wszelką cenę chciał docisnąć ściereczkę czyszczącą do samych uszczelek.

Oczywiście to ostatnie nie w każdej sytuacji jest po prostu technicznie i geometrycznie możliwe, ale zazwyczaj efekt jest bardziej niż satysfakcjonujący.

REKLAMA

A czym Kärcher RCW 4 w ogóle myje te szyby?

Wspomnianym już wcześniej roztworem koncentratu do czyszczenia okien - i tutaj dwie dobre informacje.

Po pierwsze - tak jak obiecuje producent, po tym płynie nie zostają właściwie żadne ślady czy smugi. Również w sytuacjach, kiedy okno jest mocno zabrudzone, a także w miejscach, w których robot kończy swoją pracę. Po prostu zdejmujemy go, czekamy chwilkę, aż płyn odparuje i już - nie ma śladu.

REKLAMA

Po drugie - Kärcher RCW 4 w sprytny sposób dozuje płyn. Zamiast natryskiwać go np. przed siebie, namacza nim ściereczkę, dzięki czemu nie ma rozbryzgów, a i w przypadku mocniejszego wiatru płyn nie kończy wszędzie dookoła.

A jak Kärcher RCW 4 radzi sobie z myciem okien?

Jak widać na zdjęciu powyżej - Kärcher RCW 4 zdecydowanie potrafi usuwać brud z okien. Trzeba przy tym pamiętać o jednym - to nie jest robot, którego możemy przyczepić do nieczyszczonych od dekad okien, puścić raz w trybie automatycznym i liczyć, że będą błyszczały czystością. Testowałem go wprawdzie w takim wariancie i po kilku intensywnych przejazdach dał absolutnie cieszący oko rezultat, ale nie do końca o to w tym chodzi.

REKLAMA

Dlatego zresztą napisałem na początku, że prawdopodobnie jeszcze raz w życiu będziecie musieli ręcznie oczyścić okna. Kärcher RCW 4 spisuje się bowiem najlepiej nie tyle w roli "czyściciela okien raz na 5 lat", a w funkcji zastąpienia nas w np. coweekendowym czyszczeniu okien, którego - bo nam się nie chce - sami i tak nie robimy.

I w takim właśnie trybie Kärcher RCW 4 pracował u mnie. Raz wyczyściłem okna jak trzeba, a potem co kilka dni przyczepiałem do nich RCW 4, co jakiś czas uzupełniając płyn (nie trzeba tego robić zbyt często przy standardowej liczbie okien w domu) i co mycie zmieniając na wszelki wypadek ściereczkę. Początkowo jeszcze pilnowałem, czy robot na pewno trzyma się okien, ale z czasem przestałem to robić, widząc, że nie ma z tym najmniejszych problemów. Przychodziłem do niego dopiero wtedy, kiedy dawał znać, że cykl czyszczenia został zakończony.

W takim układzie do rezultatów naprawdę trudno było się przyczepić. Oczywiście są ekstremalnie trudne zabrudzenia, którym RCW 4 może czasem nie podołać. Ale jeśli chodzi o to, czy dzięki takim zabiegom okna długie tygodnie po ręcznym myciu wyglądały z bliska i daleka jak gdyby dopiero przed chwilą ktoś ciężko nad nimi pracował - to zdecydowanie tak jest.

Dodatkowo, z uwagi na to, że robot jest niewielki i lekki, bieganie z nim po całym domu nie jest większym problemem i na dobrą sprawę można go przechowywać gdziekolwiek.

Kärcher RCW 4 - czy warto?

Przyznaję się, że o ile sam lubię np. ręcznie odkurzać, tak mycie okien jest czymś, co jakoś nigdy nie chce mi się wpisać w grafik. I jeśli chodzi o roboty sprzątające, to dość łatwo byłoby mi żyć bez robota odkurzającego, ale roboty do mycia okien są w moim przypadku właściwie niezbędne, żeby przez te okna było cokolwiek w ogóle widać.

Problem tylko w tym, że ja mogłem się o tym przekonać służbowo, a inni muszą zaryzykować swoje pieniądze, żeby dopiero się o tym przekonać. I tutaj Kärcher RCW 4 ma całkiem przyjemny argument - na tle wielu innych robotów czyszczących okna jest stosunkowo niedrogi, a jednocześnie solidnie robi swoją robotę. Świetnie trzyma się okien, dobrze nawiguje, skutecznie zbiera brud ściereczkami i sprytnie nawilża je płynem, który zresztą dostajemy w zestawie.

Do tego jest niewielki i lekki, więc... sumarycznie zostajemy bez argumentów w temacie tego, dlaczego okna nie są czyste. W końcu w tym przypadku naprawdę wszystko, co trzeba zrobić, to podłączyć robota do zasilania, przyczepić go do okna i ewentualnie patrzeć na to, jak jeździ.

Piotr Barycki
Redaktor

Redaktor prowadzący Spider’s Web i Autobloga. Od 2008 r. nieprzerwanie publikujący w serwisach internetowych, a od 15 lat związany z Grupą Spider’s Web. Regularnie pisze o tym, co go fascynuje - o smart domu, zegarkach sportowych, motoryzacji i… rowerach. A że przy okazji uwielbia porządek, jeśli w redakcji pojawi się odkurzacz albo robot koszący do przetestowania, trafi właśnie do niego. Do tej pory napisał setki recenzji i - uwaga - większość sprzętów, które rekomendował, później sam sobie kupił.

REKLAMA
REKLAMA