REKLAMA

Wir polarny już się formuje. Oto, co to oznacza dla zimy w Polsce

Wir polarny zaczął właśnie formować się nad biegunem. Lato definitywnie się skończyło, a nad Arktyką rozpoczyna się coroczny spektakl, który może mieć znaczenie także dla pogody w Polsce.

Wir polarny 2026 już się formuje. Oto, co to oznacza dla zimy w Polsce

Wir polarny właśnie się organizuje, ale najnowsze prognozy sugerują, że w środku zimy może wyraźnie stracić na sile. To jeszcze nie zapowiedź mroźnej zimy, ale sygnał, którego meteorolodzy będą uważnie wypatrywać.

Wir polarny nie jest pojedynczym huraganem ani gigantycznym niżem, który można zobaczyć na mapie pogody tak jak niż znad Atlantyku. To rozległy układ wiatrów występujący wysoko w atmosferze, przede wszystkim w stratosferze, mniej więcej od 10 do 50 km nad powierzchnią Ziemi. Na półkuli północnej rozwija się jesienią, gdy Arktyka szybko traci energię słoneczną, a zimą osiąga największą aktywność.

Najprościej można wyobrazić go sobie jako potężny wirujący pierścień wiatrów otaczających obszar bardzo zimnego powietrza nad biegunem północnym. Im silniejsza jest ta cyrkulacja, tym skuteczniej może utrzymywać najzimniejsze masy powietrza w pobliżu Arktyki. Kiedy jednak wir zostaje mocno osłabiony lub zaburzony, sytuacja może się zmienić. Zimne powietrze może łatwiej przemieszczać się na południe, a układ prądu strumieniowego może stać się bardziej pofalowany.

To właśnie dlatego wir polarny interesuje meteorologów. Nie steruje on pogodą w Polsce bezpośrednio, ale jest jednym z elementów ogromnej atmosferycznej układanki. Jego zachowanie może wpływać na prąd strumieniowy, a ten z kolei pomaga kierować masami powietrza nad Europą.

Wir polarny może mieć tej zimy problem

Według najnowszej analizy Severe Weather Europe wir polarny rozpoczął sezon 2026/2027 stosunkowo sprawnie. Dane wykorzystywane w analizie, w tym prognozy ECMWF, wskazują jednak na możliwość wyraźnego spowolnienia jego cyrkulacji w środku zimy. Szczególnie interesujący jest sygnał dotyczący stycznia i lutego 2027 r., kiedy modele pokazują możliwość znacznego osłabienia wiatrów w stratosferze.

Wir polarny na przełomie lat 2020/2021. Wir polarny to ogromna masa lodowatego powietrza wysoko nad biegunem północnym w stratosferze polarnej. Otacza go silny strumień powietrza wirujący w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara wzdłuż granicy wiru. Wir jest zazwyczaj znacznie silniejszy zimą, utrzymując przenikliwie zimne powietrze wokół Arktyki. Grafika: ESA

Sezonowa prognoza nie mówi, że w styczniu Polska zostanie zasypana śniegiem, a temperatura spadnie do kilkunastu stopni poniżej zera. Pokazuje raczej, że jeden z mechanizmów mogących sprzyjać zimowym epizodom w Europie może zachowywać się nietypowo.

Podobny sygnał opisuje brytyjski Met Office. Osłabienie stratosferycznego wiru polarnego może sprzyjać słabszemu i bardziej pofalowanemu prądowi strumieniowemu, co zwiększa możliwość napływu chłodnego powietrza z północy lub wschodu. Nie jest to jednak mechanizm działający automatycznie za każdym razem.

Słaby wir polarny może oznaczać mróz w Polsce

Skoro wir polarny znajduje się nad Arktyką i zatrzymuje zimno na północy, jego osłabienie powinno przecież oznaczać, że zimne powietrze zacznie uciekać. I właśnie o to chodzi.

Gdy cyrkulacja w stratosferze zostaje mocno zaburzona, może dojść do zmian, które z czasem schodzą niżej, do troposfery, czyli warstwy atmosfery, w której żyjemy i w której powstaje pogoda. Prąd strumieniowy może wtedy bardziej meandrować. Zamiast stosunkowo prostego przepływu z zachodu na wschód może tworzyć duże zakola, umożliwiając transport bardzo zimnego powietrza daleko na południe.

Stabilny i zaburzony wir polarny. Grafika: NOAA

Szczególnie interesującym przypadkiem jest nagłe ocieplenie stratosferyczne, znane jako SSW. W ciągu zaledwie kilku dni temperatura w wysokiej atmosferze może wzrosnąć nawet o około 50 stopni Celsjusza. Paradoks polega na tym, że takie ocieplenie wysoko nad Arktyką może po pewnym czasie zwiększyć ryzyko zimnej pogody przy powierzchni Ziemi. Met Office podkreśla jednocześnie, że nie każde SSW prowadzi do takiego skutku.

To jeszcze nie znaczy, że czeka nas mroźna zima

Właśnie tutaj trzeba zachować ostrożność. Osłabienie wiru polarnego zwiększa możliwość wystąpienia określonych układów pogodowych, ale nie jest przełącznikiem zima mroźna - zima łagodna.

Na pogodę w Polsce wpływają jednocześnie Atlantyk, prąd strumieniowy, układy wysokiego i niskiego ciśnienia, sytuacja nad Arktyką, pokrywa lodowa oraz wiele innych czynników. Znaczenie ma także ENSO, czyli zjawisko El Niño i La Niña związane ze zmianami temperatury powierzchni wód tropikalnego Pacyfiku.

Satelita śledzi wir polarny. Misja Aeolus została stworzona nie tylko po to, by pogłębić naszą wiedzę na temat dynamiki atmosfery, ale także po to, by dostarczyć niezwykle potrzebnych informacji do udoskonalenia prognoz pogody. Satelita przenosi pierwszy w kosmosie lidar do pomiaru wiatru, który może badać najniższe warstwy atmosfery o głębokości 30 km, tworząc profile wiatru, aerozoli i chmur wzdłuż orbity satelity. System laserowy emituje krótkie, silne impulsy światła ultrafioletowego w dół do atmosfery. Teleskop zbiera światło rozproszone wstecznie przez cząsteczki powietrza, cząsteczki pyłu i krople wody. Odbiornik analizuje przesunięcie Dopplera rozproszonego wstecznie sygnału, aby określić prędkość i kierunek wiatru na różnych wysokościach poniżej satelity. Grafika: ESA

ECMWF podkreśla, że El Niño jest jednym z istotnych czynników wpływających na sezonową zmienność pogody, także w Europie, ale prognozy z dużym wyprzedzeniem obarczone są znaczną niepewnością.

Co więcej, aktualne analizy wskazują na możliwość rozwoju silnego El Niño w sezonie 2026/2027. Met Office zwraca uwagę, że w pierwszej części zimy taki układ może sprzyjać bardziej wilgotnej i łagodniejszej pogodzie w części Europy, podczas gdy później, po osiągnięciu szczytu El Niño, może wzrosnąć znaczenie słabnącego wiru polarnego i ryzyka nagłych ociepleń stratosferycznych. Jednocześnie brytyjscy meteorolodzy podkreślają, że na tym etapie jest zdecydowanie za wcześnie na dokładne określenie przebiegu zimy 2026/2027.

Możliwy jest więc sezon z dużymi kontrastami. Zamiast trzech miesięcy nieprzerwanego mrozu możemy mieć okresy wyjątkowo łagodne przeplatane krótkimi, ale intensywnymi atakami zimy.

Kiedy zaczyna się astronomiczna zima 2026?

Dla mieszkańców Polski ważna jest jeszcze jedna data. Astronomiczna zima rozpocznie się 21 grudnia 2026 r. o godzinie 21:50 czasu polskiego. Właśnie wtedy nastąpi przesilenie zimowe. To moment, w którym Słońce znajdzie się w swoim najbardziej południowym położeniu względem równika niebieskiego, a na półkuli północnej rozpocznie się astronomiczna zima.

Oznacza to, że przez niemal cały 21 grudnia formalnie nadal będziemy mieć astronomiczną jesień. Dopiero o 21:50 zacznie się zima. Z punktu widzenia codziennego życia różnica jest oczywiście czysto symboliczna, ale dobrze pokazuje, czym różni się astronomiczny początek pory roku od potocznego rozumienia zimy.

21 grudnia jest również okolicą najkrótszego dnia w roku. Nie wszędzie w Polsce wygląda on jednak tak samo. Im dalej na północ, tym krócej Słońce pozostaje nad horyzontem.

Warszawa: Słońce wzejdzie o godz. 7:42 i zajdzie o godz. 15:25

Jeśli za punkt odniesienia przyjmiemy Warszawę, 21 grudnia 2026 r. Słońce wzejdzie około godz. 7:42, a zachód nastąpi około godz. 15:25. Oznacza to zaledwie około 7 godzin i 42 minuty dnia. Słońce będzie też bardzo nisko nad południowym horyzontem, w południe górować będzie na wysokości około 14,4 stopnia.

To właśnie niskie położenie Słońca jest jednym z powodów, dla których grudniowe promienie dostarczają Polsce znacznie mniej energii niż latem. Światło pada na powierzchnię pod małym kątem, a dodatkowo dzień jest krótki. Ziemia otrzymuje więc zdecydowanie mniej energii, co sprzyja utrzymywaniu się niskich temperatur.

W Gdańsku 21 grudnia 2026 r. Słońce pojawi się nad horyzontem dopiero około godz. 8:04, a zniknie około godz. 15:22. Daje to zaledwie 7 godzin i 18 minut światła dziennego, czyli około 24 minuty mniej niż w Warszawie.

Jeszcze inaczej wygląda sytuacja na południu kraju. W Krakowie wschód Słońca nastąpi około godz. 7:36, a zachód około godz. 15:40, co daje około 8 godzin i 4 minuty dnia. Różnica między północą a południem Polski tego samego dnia przekracza więc 45 minut.

W Szczecinie 21 grudnia Słońce wzejdzie dopiero o godz. 8:15, a zajdzie już o godz. 15:44, co oznacza zaledwie około 7 godzin i 29 minut dnia. W Lublinie dzień będzie nieco dłuższy, wschód nastąpi o godz. 7:32, a zachód o godz. 15:24, więc Słońce będzie nad horyzontem przez około 7 godzin i 52 minuty.

W Białymstoku wschód przypadnie o godz. 7:39, natomiast zachód już o godz. 15:11, dając około 7 godzin i 32 minuty światła. We Wrocławiu Słońce pojawi się o godz. 7:53, a zniknie dopiero o godz. 15:46, co daje około 7 godzin i 54 minut dnia. Dzięki temu dobrze widać, jak duże różnice w długości dnia występują w Polsce podczas przesilenia zimowego.

Najważniejsze tygodnie dopiero przed nami

21 grudnia dostajemy najmniej energii słonecznej w całym roku, ale najniższe temperatury w Polsce zwykle nie występują właśnie tego dnia. To efekt bezwładności cieplnej Ziemi.

Lądy, oceany i atmosfera potrzebują czasu, aby zareagować na zmieniającą się ilość energii słonecznej. Po przesileniu dzień zaczyna się stopniowo wydłużać, ale powierzchnia Ziemi nadal przez pewien czas traci więcej ciepła, niż otrzymuje od Słońca. Dlatego najchłodniejsza część roku przychodzi zazwyczaj później.

To również pokazuje, dlaczego zachowanie wiru polarnego może mieć znaczenie. Zima nie jest prostym następstwem daty w kalendarzu. To efekt działania całego systemu atmosferycznego, w którym wydarzenia zachodzące tysiące kilometrów od Polski i kilkadziesiąt kilometrów nad naszymi głowami mogą pośrednio wpływać na to, czy w styczniu zobaczymy za oknem śnieg, deszcz czy wiosenne temperatury.

Bogdan Stech
Redaktor

Dziennikarz Spider's Web. Specjalizuje się w tematyce militariów i obronności. Pisze również o nauce - głownie o kosmosie. Jest pasjonatem lotnictwa, broni pancernej i miłośnikiem symulatorów. Interesuje się historią konfliktów oraz Chin i Wietnamu w XX wieku. Dziennikarzem jest od 1998 roku. Pracował w Super Expressie, Gazecie Wyborczej, Purepc. Jest autorem trzech książek poświęconych wojnie w Wietnamie. Prywatnie interesuje się również fizyką, grami, kotami i kolarstwem górskim.