REKLAMA

Taki SMS jest początkiem rosyjskiego werbunku. Dostałeś, daj znać policji

Podejrzane SMS-y z ofertą pracy zdalnej trafiają w ostatnich dniach do Polaków. Propozycja jest kusząca - 35 euro za godzinę, 10 euro za samą odpowiedź. Oferta brzmi jak okazja, której trudno nie zauważyć. Problem w tym, że za atrakcyjnym ogłoszeniem kryje się próba zwerbowania Polaków do działań dezinformacyjnych, a nawet sabotażowych.

"Szukam osób do pracy zdalnej". Taki SMS może być początkiem rosyjskiego werbunku

W ostatnich dniach Polacy zaczęli otrzymywać SMS-y zachęcające do podjęcia pracy zdalnej. Wiadomości wyglądają na pierwszy rzut oka jak zwykłe ogłoszenia rekrutacyjne. Pojawia się liczba dostępnych miejsc, konkretna stawka godzinowa, a nawet obietnica dodatkowych pieniędzy za samo zainteresowanie ofertą.

W jednym z rozpowszechnianych wariantów mowa jest o 30 wolnych miejscach i wynagrodzeniu sięgającym 35 euro za godzinę. To około 152 zł za godzinę. Dla porównania, minimalna stawka godzinowa w Polsce wynosi obecnie 31,40 zł. Różnica jest więc ogromna.

Jest jeszcze jeden haczyk. Za samą odpowiedź na wiadomość można otrzymać 10 euro, czyli około 43 zł. Nie trzeba nawet rozpocząć pracy, żeby dostać pierwsze pieniądze.

Na sprawę zwrócił uwagę ekspert zajmujący się dezinformacją dr Michał Marek. Jak wskazał, wiadomości mają być upodobnione do prawdziwych ofert jednego z pośredników pracy. Link znajdujący się w SMS-ie prowadzi jednak do kontaktu na Telegramie, gdzie na potencjalnego pracownika czeka konto przedstawiające się jako należące do rekruterki.

Takie wiadomości (sms) otrzymują obecnie obywatele RP. Najprawdopodobniej to właśnie w taki sposób rosyjskie oraz białoruskie służby poszukują (i nakłaniają do współpracy) Polaków i przebywających w Polsce obcokrajowców gotowych do wykonywania prostych zadań- od wspierania działań informacyjno-psychologicznych (np. umieszczanie w sieci odpowiednich komentarzy) po akty dywersji. Sms-y imitują ofertę znanego biura zajmującego się pośrednictwem pracy i odsyłają do kontaktu poprzez Telegram... a tam czeka już konto imitujące panią rekruterkę. Na przykłady werbowania "nieświadomych" Polaków i Ukraińców przy wykorzystaniu Telegrama (poprzez obietnicę łatwego i szybkiego wzbogacenia się) zwracała niejednokrotnie w swoich materiałach ABW - napisał w serwisie X dr Michał Marek.

Zamiast pracy może czekać zadanie od obcych służb

To właśnie moment przeniesienia rozmowy na komunikator jest szczególnie istotny. Schemat nie przypomina klasycznej rekrutacji prowadzonej przez firmę, która chce zatrudnić pracownika. Według Michała Marka tego rodzaju kontakty mogą być wykorzystywane przez rosyjskie i białoruskie służby do wyszukiwania osób gotowych wykonywać proste zadania na terenie Polski.

Nie musi przy tym od razu paść propozycja szpiegostwa czy sabotażu. I właśnie na tym polega problem.

Pierwsze zadanie może wyglądać zupełnie niegroźnie. Kandydat może zostać poproszony o napisanie komentarza w internecie, opublikowanie określonego wpisu albo przekazanie dalej konkretnej informacji. Z czasem zadania mogą jednak stawać się coraz bardziej poważne. Wśród wskazywanych przez eksperta działań są również czynności związane z operacjami dywersyjnymi.

To element wojny hybrydowej. W takim konflikcie państwo nie musi wysyłać żołnierzy, aby oddziaływać na przeciwnika. Może wykorzystywać cyberataki, propagandę, dezinformację, sabotaż, próby wpływania na opinię publiczną czy właśnie osoby zwerbowane na miejscu.

Najbardziej niebezpieczne jest to, że człowiek wykonujący pierwsze polecenie może początkowo nawet nie zdawać sobie sprawy, dla kogo naprawdę pracuje.

Rosjanie już wcześniej oferowali Polakom tysiące euro

Nie jest to zresztą pierwszy raz, kiedy pojawiają się informacje o próbach werbowania mieszkańców Polski do działań prowadzonych na rzecz Rosji.

W styczniu 2025 r. ówczesny wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski mówił o ofertach sięgających 3–4 tys. euro za osobę. Według jego informacji chodziło między innymi o publikowanie dezinformacji z polskich kont w mediach społecznościowych. Patrząc na to co dzieje się w serwisach społecznościowych, chętnych nie brakowało.

Kilka miesięcy później, w kwietniu 2025 r., Gawkowski ponownie ostrzegał, że rosyjskie służby kontynuują werbowanie mieszkańców Polski. Zwracał uwagę na charakterystyczną cechę takich ofert, miały być dobrze zakamuflowane i przypominać zwykłą możliwość dodatkowego zarobku.

Najpierw komentarz w internecie, później coś znacznie poważniejszego

Dlaczego obce służby miałyby w ogóle potrzebować przypadkowych osób z Polski? Powód jest prosty, wiadomość opublikowana przez prawdziwego mieszkańca Polski może wyglądać bardziej wiarygodnie niż identyczny komunikat pochodzący z zagranicznego konta.

Dotyczy to szczególnie mediów społecznościowych. Zamiast prowadzić całą kampanię dezinformacyjną własnymi kanałami, można próbować wykorzystać ludzi znajdujących się wewnątrz atakowanego społeczeństwa.

W takim modelu osoba zwerbowana do publikowania treści może stać się elementem większej operacji informacyjnej. Jej zadaniem może być wzmacnianie określonych narracji, wywoływanie emocji, podważanie zaufania do instytucji albo sztuczne zwiększanie popularności konkretnych przekazów.

Jeszcze dalej idą zadania w świecie fizycznym. Jak wskazuje Michał Marek, schematy werbunkowe mogą prowadzić także do prób nakłaniania ludzi do wykonywania działań dywersyjnych.

Bogdan Stech
Redaktor

Dziennikarz Spider's Web. Specjalizuje się w tematyce militariów i obronności. Pisze również o nauce - głownie o kosmosie. Jest pasjonatem lotnictwa, broni pancernej i miłośnikiem symulatorów. Interesuje się historią konfliktów oraz Chin i Wietnamu w XX wieku. Dziennikarzem jest od 1998 roku. Pracował w Super Expressie, Gazecie Wyborczej, Purepc. Jest autorem trzech książek poświęconych wojnie w Wietnamie. Prywatnie interesuje się również fizyką, grami, kotami i kolarstwem górskim.