REKLAMA

Pojechałem do Niemiec i nie mogłem płacić jak człowiek. Polska to jednak piękny kraj

Niemieckie technologiczne zacofanie ciągle irytuje. Może zamiast się denerwować, należałoby potraktować je jako ciekawe doświadczenie, które u nas przestaje - i całe szczęście! - być spotykane. Ot, taka atrakcja turystyczna, technologiczny skansen.

Pojechałem do Niemiec i nie mogłem płacić jak człowiek. Polska to jednak piękny kraj

Przeszło 10 lat temu, kiedy mieszkałem na jednym z łódzkich osiedli, właściciele dwóch sklepów toczyli jeszcze nierówną walkę. Już wtedy wydawali się być jednymi na placu boju. Ostatni z ostatnich. W końcowej fazie ich metody obrony się zmieniły. Pierwszy, stacjonujący w niedużym blaszaku, postawił na dyplomację. Negocjował z klientami. Zawieszona kartka informowała, że płacić kartą można, owszem, czemu nie - ale pod jednym warunkiem w postaci rachunku powyżej 10 zł. 

Strategią drugiego był natomiast spryt. Przynajmniej pewnie tak on to widział. Dla mnie była to czysta definicja przebiegłości. Komunikat przyczepiony do znajdującej się tuż przy ladzie witryny obwieszczał, że kartą moglibyśmy zapłacić, ależ naturalnie, istnieje taka opcja - tylko że akurat teraz terminal nie działa. Jak pech to pech, złośliwość rzeczy martwych i tak dalej. Dziwnym trafem awaria występowała zawsze wtedy, gdy zachodziłem do sklepu. I byłbym skłonny podejrzewać siebie o jakąś specyficzną aurę, coś, co psuje urządzenie, gdy tylko zjawię się w okolicy, ledwie przechodząc - i pewnie dlatego właściciele zawsze mieli pod ręką karteczkę informującą o problemie, będąc gotowym na najgorsze - gdyby nie fakt, że w innych sklepach nic podobnego się nie działo. A tam zawsze. 

Ta skazana na porażkę walka - przyznać trzeba, że dość bohaterska, skoro nieszczęśliwe dla nich zakończenie znane było od dawna -  miała swój kres w okolicach 2018, najpóźniej 2019. Właśnie wtedy osiedlowi przedsiębiorcy się poddali, zaakceptowali kalendarz i przyznali rację postępowi. Dziś aż trudno sobie wyobrazić, że jeszcze nie tak dawno było to często spotykane zjawisko.

O dzielnych sklepikarzach przypomniała mi wizyta w Berlinie i to nie tylko dlatego, że niektóre miejsca w stolicy Niemiec faktycznie wyglądają identycznie jak łódzkie blokowiska. W wielu sklepach, a nawet modnych pubach i obleganych knajpach, witał mnie, a przez to i szybko żegnał, komunikat, o którym na łódzkim osiedlu zdążono dawno zapomnieć: płatność tylko gotówką. 

Życie jest więc niesprawiedliwe. Moi byli sąsiedzi, drobni osiedlowi handlarze, mogliby wieść w Berlinie szczęśliwe życie zgodne ze swoimi przekonaniami, które nikogo by nie dziwiły. Tak zmuszeni byli polec i podporządkować się nowym rozwiązaniem. W Berlinie, było nie było stolicy ogromnego kraju, ich kaprys przeszedłby niezauważony, trwając do dziś. 

Coś, co już w 2016 r. wydawało się przeżytkiem, w stolicy europejskiego państwa pozostaje normą, dla mnie niezrozumiałą

Pół biedy, kiedy malutki sklepik kazał coś dobrać i dobić do 10 euro. To nadal absurdalna kwota jak za możliwość zapłacenia kartą, ale przynajmniej ma się wybór i nie jest się kierowanym do innego punktu. Albo bankomatu. Ich liczba na ulicach jest absurdalna, przynajmniej w okolicy, w której się zatrzymałem. Konsekwentne trzymanie się starego ma więc swoje konsekwencje i pod względem estetycznym, skoro na każdym kroku natknąć można się na niezbyt urodziwą skrzynkę. 

Dziwny obyczaj sąsiada uprzykrzył mi życie w wieczór, kiedy po koncercie planowaliśmy omówić wrażenia w sympatycznie wyglądającej knajpce, ostatniej otwartej w okolicy. Zatłoczony lokal, ładny wystrój, nic, tylko wejść i spędzić czas. Ale gdzie tam - płatność tylko gotówką. To samo spotkało nas kilka godzin wcześniej, ale wtedy mieliśmy wybór i mogliśmy udać się tam, gdzie nikt problemów nie robił.

Oczywiście sami byliśmy sobie winni. Ten zwyczaj jest dobrze znany i trzeba było się przygotować. O ile jednak byłem pogodzony z tym, że w małych sklepach z kartą niewiele zdziałam, tak w pubach i kawiarniach nie będzie z tym problemu. Tak było zresztą podczas mojej ostatniej wizyty w Berlinie. Tymczasem teraz trafiałem do miejsc, gdzie właściciele uparcie prosili o gotówkę. I nie były to małe, osiedlowe bary, a całkiem spore kawiarnie czy puby. 

Ja też nie zamierzałem ustępować. Skoro tyle czasu przed laty poświęciłem na oburzanie się na łódzkich sprzedawców, którzy przeszło 10 lat temu nie chcieli przyjąć płatności kartą, tak tym bardziej teraz, już niemal w końcówce 2026 r., nie zamierzałem odpuszczać w walce o wygodną przyszłość. Nie to nie - po żadnych bankomatach chodzić nie będę. Mój upór, jak to często w przypadku niezrozumiałej i niepotrzebnej zawziętości bywa, sprawił, że ani ja nie spędziłem wieczoru tak miło, jak mógłbym, ani knajpa nie zarobiła. Tyle dobrego, że przynajmniej wiem, że racja była po mojej stronie. Ciekawe, czy tak samo myśleli łódzcy osiedlowi sklepikarze, kiedy na odmowę płatności kartą odpowiadałem "a to dziękuję", odwracałem się i wychodziłem. 

Oni polegli, Niemcy jeszcze w tej nieugiętości trwają. Ale jak długo? Deutsche Welle informowało przed kilkoma dniami, że niemieckie Ministerstwo Finansów w końcu wymusi na sprzedawcach obowiązek przyjmowania płatności kartami. Ta wiadomość z naszej perspektywy brzmi absurdalnie, jakby pochodziła z archiwum, a tymczasem to przykra, szczególnie z perspektywy turysty przyzwyczajonego do polskich wygód, teraźniejszość. 

Jeszcze komicznej wypadają żądania Niemieckiego Związku Handlu, który domaga się "możliwości obciążania klientów opłatami związanymi z płatnością kartą". Imponująca wieża telewizyjna, wizytówka Berlina, która dalej może być symbolem marzeń o nowoczesności i postępie, powinna ze wstydu zapalić się na czerwono. 

Odwiedzając różne lokale miałem wrażenie podróżowania w czasie

W jednych informowano mnie, że bez gotówki nie mam co się zbliżać. W innych, że płatności są tylko bezgotówkowe. Nigdy nie wiadomo, do której epoki się trafi. 

To prawda, i u nas zdarzają się podobne doświadczenia. Gdzieniegdzie sprzedawcy nieśmiało zaznaczają, że jeśli jest taka opcja, to oni woleliby przyjąć gotówkę. To jednak tylko prośby, coraz bardziej rozpaczliwe, a ich zlekceważenie kończy się co najwyżej przewracaniem oczu sprzedawcy. W stolicy Niemiec trzeba szukać innego lokalu albo ukorzyć się przed bankomatem.

Przyznaję, w tamten wieczór byłem z tego powodu wielce niepocieszony. Z perspektywy czasu wydaje mi się to nawet zabawne. Kiedy wszystko coraz bardziej się to siebie upodabnia, takie drobne różnice kulturowe zyskują na znaczeniu. Nie chciałbym takich zwyczajów na co dzień, ale pójście do knajpki, która przyjmuje tylko gotówkę, zaczyna być czymś w rodzaju doświadczenia. Tego już przecież u siebie nie mamy! 

I kto wie, może podczas mojej kolejnej wizyty w Berlinie, jeśli zrealizowane zostaną postulaty tamtejszego resortu finansów, płatność bezgotówkowa stanie się standardem, czymś normalnym, a nie szczęśliwym trafem. Już nie trzeba będzie się zastanawiać, czy na koncercie zapłaci się kartą i ile gotówki przed wyjazdem wypłacić. 

Nie napiszę "szkoda", bo jeszcze mam w pamięci złość na wizyty w lokalach, które przyjąć mnie i mojej cyfrowej karty nie chciały. Ale niewykluczone, że pewne doświadczenie powoli przechodzi do historii. Będziemy wspominać: a pamiętacie, jak sąsiedzi chcieli jeszcze niedawno tylko gotówkę? Bo że i nasi sprzedawcy chcieli - o tym zapomnieć łatwo. Było to w końcu tak dawno temu!

Zdjęcie główne: PixelBiss / Shutterstock

Adam Bednarek
Redaktor

W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.