REKLAMA

Najciekawsze funkcje telewizora. Większość ich nie zna

Twój telewizor potrafi więcej, niż myślisz. Funkcje, których większość użytkowników nigdy nie włącza.

Najciekawsze funkcje telewizora? Większość ich nie zna

Kupując telewizor, potrafimy spędzić długie godziny na porównywaniu parametrów. Dyskusje o OLED-ach, Mini LED-ach, jasności HDR czy częstotliwości odświeżania potrafią ciągnąć się tygodniami. Potem jednak przychodzi moment montażu sprzętu w salonie i rzeczywistość okazuje się znacznie prostsza. Telewizor służy głównie do oglądania seriali, meczów, YouTube'a i grania na konsoli. Trudno zresztą się temu dziwić. To właśnie do tego został stworzony.

Problem polega na tym, że współczesne telewizory już dawno przestały być wyłącznie ekranami do wyświetlania obrazu. W środku pracują systemy operacyjne przypominające możliwościami smartfony, coraz większą rolę odgrywają funkcje związane z inteligentnym domem, a producenci starają się zamienić telewizor w centralny punkt cyfrowego ekosystemu. I choć brzmi to nieco marketingowo to w praktyce część tych rozwiązań okazuje się zaskakująco sensowna.

Czytaj też:

Dobrym przykładem są telewizory Samsunga współpracujące z platformą SmartThings. W ich przypadku telewizor może pełnić funkcję centrum zarządzania inteligentnym domem, pomagać w konfiguracji innych urządzeń, wyświetlać powiadomienia z domowej automatyki, a nawet zastąpić część sprzętów, które jeszcze kilka lat temu trzeba było dokupywać osobno. Wiele z tych możliwości trafia do użytkowników niejako przy okazji. Kupujemy telewizor z myślą o filmach i serialach, a dostajemy urządzenie zdolne do znacznie większej liczby zadań.

Telewizor jako centrum dowodzenia inteligentnym domem

Jeszcze niedawno inteligentny dom kojarzył się z rozwiązaniem dla technologicznych pasjonatów. Trzeba było kupować oddzielne bramki, konfigurować urządzenia różnych producentów i spędzać wieczory na forach internetowych próbując zrozumieć dlaczego jeden sensor nie chce rozmawiać z drugim. Dla wielu osób była to wystarczająca bariera, żeby w ogóle nie zaczynać przygody ze smart home.

Rynek bardzo się jednak zmienił. Coraz częściej funkcję centrum sterowania przejmują urządzenia, które i tak znajdują się w domu. W przypadku wybranych telewizorów Samsunga rolę takiej centralki może pełnić sam telewizor wyposażony we wbudowany hub SmartThings. W zależności od modelu obsługiwane są między innymi standardy Wi‑Fi, Zigbee, Thread czy urządzenia zgodne z Matter, czyli platformą mającą ułatwić współpracę sprzętów różnych producentów.

Telewizor jako informacyjny hub

Ma to istotną zaletę. Telewizor stojący w centrum salonu staje się naturalnym punktem sterowania całym domowym ekosystemem. Nie trzeba już myśleć o kolejnych pudełkach podłączonych do routera czy następnej aplikacji instalowanej na telefonie. W praktyce do jednego systemu można podłączyć kompatybilne oświetlenie, czujniki temperatury, czujniki zalania, zamki elektroniczne, kamery monitoringu, oczyszczacze powietrza czy wideodomofony. Kluczowe jest przy tym to, że nie musi to być wyłącznie sprzęt jednego producenta. Właśnie otwartość ekosystemu jest dziś jednym z najważniejszych argumentów przemawiających za nowoczesnymi platformami smart home.

Powiadomienia, które wreszcie trafiają tam, gdzie patrzymy

Jednym z paradoksów inteligentnego domu jest to, że większość informacji trafia na urządzenie, którego akurat nie mamy pod ręką. Czujnik informuje o zakończeniu prania, kamera wykrywa ruch, robot sprzątający kończy pracę, ale powiadomienie ląduje na smartfonie pozostawionym w sypialni albo wyciszonym podczas oglądania filmu. Teoretycznie wszystko działa poprawnie, tylko że w praktyce komunikat dociera do użytkownika kilkanaście minut później.

Telewizor okazuje się pod tym względem znacznie bardziej intuicyjnym miejscem prezentowania ważnych informacji. To właśnie na niego patrzymy przez kilka godzin dziennie, szczególnie wieczorami. Informacja o zakończonym cyklu prania, alert z czujnika zalania czy podgląd z kompatybilnego wideodomofonu wyświetlony na dużym ekranie może okazać się znacznie bardziej użyteczny niż kolejne powiadomienie ukryte wśród kilkudziesięciu innych komunikatów w telefonie.

Inteligentny dom nie powinien przecież polegać na generowaniu większej liczby alertów. Jego zadaniem jest dostarczanie informacji wtedy, kiedy faktycznie są potrzebne. Duży ekran znajdujący się w centralnym punkcie mieszkania często nadaje się do tego lepiej niż jakiekolwiek inne urządzenie.

Dom narysowany na ekranie

Przez wiele lat aplikacje do zarządzania inteligentnym domem miały jeden podstawowy problem: były stworzone przede wszystkim przez inżynierów. W efekcie użytkownik widział zazwyczaj długą listę urządzeń, grup i automatyzacji, w której odnalezienie konkretnej funkcji potrafiło zająć więcej czasu, niż wykonanie danej czynności ręcznie.

SmartThings na Samsung OLED

Dlatego interesującym pomysłem jest funkcja 3D Map View. Zamiast suchej listy urządzeń użytkownik otrzymuje wizualną reprezentację mieszkania lub domu. Poszczególne pomieszczenia odwzorowane są na ekranie telewizora, a przypisane do nich urządzenia znajdują się dokładnie tam, gdzie znajdują się również w rzeczywistości. Dzięki temu sprawdzenie statusu oświetlenia, temperatury czy jakości powietrza przypomina bardziej korzystanie z interaktywnej mapy niż przeglądanie ustawień systemowych.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to rozwiązanie inspirowane wizjami inteligentnych domów znanymi z filmów science fiction. Różnica polega na tym, że tym razem ma ono praktyczne zastosowanie. Kiedy liczba urządzeń w domu zaczyna przekraczać kilkanaście lub kilkadziesiąt to tradycyjne listy stają się coraz mniej wygodne. Wizualna prezentacja przestrzeni pozwala szybciej zorientować się w sytuacji i sprawia, że używanie systemu jest po prostu bardziej naturalne.

Jedno kliknięcie i salon zamienia się w kino

Automatyzacje należą do tej kategorii funkcji, których wartości nie da się zrozumieć podczas pięciominutowego pokazu w sklepie. Dopiero po kilku tygodniach użytkowania okazuje się, że potrafią oszczędzić zaskakująco dużo czasu i drobnej, codziennej frustracji. Na początku wydają się przerostem formy nad treścią. W końcu zgaszenie światła zajmuje sekundę. Opuszczenie rolety kolejną sekundę. Uruchomienie telewizora jeszcze mniej.

Problem polega na tym, że takich pojedynczych czynności wykonujemy każdego dnia dziesiątki. Jedno polecenie może przygotować cały salon do seansu filmowego, przyciemniając kompatybilne oświetlenie, opuszczając rolety i uruchamiając odpowiednie urządzenia. Inny scenariusz może aktywować tryb wyjścia z domu, wyłączając wybrane sprzęty oraz sprawdzając status podłączonych urządzeń.

Jeszcze ciekawiej robi się w przypadku automatyzacji działających bez udziału użytkownika. Inteligentne oświetlenie może aktywować się o określonych porach podczas nieobecności domowników, tworząc wrażenie, że ktoś przebywa w mieszkaniu. Czujniki mogą uruchamiać wybrane scenariusze po wykryciu ruchu lub zmianie warunków środowiskowych. To właśnie na tym etapie inteligentny dom przestaje być kolekcją gadżetów, a zaczyna przypominać spójny system.

Kalibracja obrazu bez doktoratu z ustawień telewizora

Każdy, kto choć raz zaglądał do zaawansowanych ustawień obrazu w nowoczesnym telewizorze, wie, że można tam spędzić naprawdę dużo czasu. Regulacja temperatury barwowej, balansu bieli, gamma, mapowania tonów HDR czy przestrzeni kolorów to zagadnienia fascynujące dla pasjonatów, ale jednocześnie kompletnie nieprzystępne dla większości użytkowników. Tymczasem paradoksalnie właśnie ci użytkownicy najczęściej oglądają obraz daleki od możliwości swojego sprzętu.

SmartThings na telewizorze Neo QLED

Wynika to między innymi z faktu, że fabryczne ustawienia telewizorów często projektowane są tak, aby wyglądały efektownie na sklepowej półce. Bardzo wysoka jasność, przesycone kolory i agresywne wyostrzanie obrazu skutecznie przyciągają uwagę pod mocnym oświetleniem marketów. W domowym salonie nie zawsze przekłada się to jednak na najlepsze wrażenia podczas oglądania filmów czy seriali.

Dlatego ciekawym rozwiązaniem jest Smart Calibration. Funkcja wykorzystuje aparat kompatybilnego smartfona do przeprowadzenia automatycznej analizy obrazu wyświetlanego przez telewizor. Użytkownik nie musi studiować poradników ani rozumieć działania poszczególnych parametrów. Wystarczy uruchomić odpowiednią opcję w aplikacji SmartThings, skierować aparat telefonu w stronę ekranu i poczekać na zakończenie procesu.

Nie zastąpi to oczywiście profesjonalnej kalibracji wykonywanej przez specjalistę wyposażonego w zaawansowany sprzęt pomiarowy. Trudno jednak oczekiwać, by przeciętny użytkownik inwestował tysiące złotych w taką usługę. Dla większości osób znacznie ważniejsze jest osiągnięcie zauważalnie lepszego efektu w ciągu kilkudziesięciu sekund. I właśnie tutaj podobne funkcje mają największy sens.

Muzyka, którą nie tylko słychać

Nie każda technologia musi rozwiązywać konkretne problemy. Czasami jej wartość polega po prostu na tym, że sprawia przyjemność. Właśnie do tej kategorii należy Music Sync, czyli funkcja synchronizacji kompatybilnego oświetlenia z odtwarzaną muzyką. System analizuje rytm i charakter utworu, a następnie odpowiednio dostosowuje efekty świetlne w pomieszczeniu.

Łatwo potraktować takie rozwiązanie jako typowo imprezowy gadżet, ale byłoby to pewnym uproszczeniem. Oczywiście podczas spotkań ze znajomymi dynamiczne efekty świetlne potrafią zrobić całkiem dobre wrażenie, jednak równie interesująco wypadają bardziej stonowane scenariusze. Delikatne zmiany kolorów zsynchronizowane z muzyką filmową, jazzem czy koncertami mogą budować atmosferę, której trudno byłoby osiągnąć przy wykorzystaniu tradycyjnego oświetlenia.

Telewizor jako centrum multimedialnej rozrywki

To także dobry przykład zmiany sposobu myślenia o elektronice użytkowej. Telewizor nie jest już wyłącznie urządzeniem do wyświetlania obrazu. Coraz częściej staje się elementem większego doświadczenia obejmującego dźwięk, światło i inne urządzenia znajdujące się w domu. Nie oznacza to oczywiście, że każdy będzie korzystał z takich funkcji codziennie. Pokazuje jednak kierunek, w którym rozwija się współczesna elektronika konsumencka.

Najbardziej użyteczna funkcja jest jednocześnie najmniej efektowna

Na tle automatyzacji, inteligentnych map mieszkań i rozbudowanego ekosystemu smart home możliwość sterowania telewizorem z poziomu telefonu wydaje się wręcz banalna. Nie ma tu futurystycznych wizji ani technologicznych fajerwerków. Jest natomiast coś znacznie ważniejszego: wygoda w codziennym użytkowaniu.

Prawdopodobnie każdy właściciel telewizora przynajmniej raz uczestniczył w poszukiwaniach zaginionego pilota. Zwykle dzieje się to dokładnie wtedy, gdy trzeba szybko ściszyć dźwięk, zmienić źródło sygnału albo uruchomić inną aplikację. Pilot tajemniczo znika pomiędzy poduszkami kanapy, trafia pod koc albo zostaje przeniesiony do innego pokoju przez któregoś z domowników. W takich momentach możliwość przejęcia kontroli za pomocą telefonu okazuje się bardziej wartościowa niż wiele funkcji, które producenci eksponują na pierwszym planie swoich materiałów marketingowych.

Po dodaniu telewizora do SmartThings smartfon może przejąć większość podstawowych funkcji sterowania. Regulacja głośności, przełączanie kanałów, wybór źródła obrazu czy obsługa aplikacji stają się dostępne bez potrzeby sięgania po tradycyjnego pilota. To doskonały przykład rozwiązania, które rzadko pojawia się na listach najważniejszych innowacji, a jednocześnie bardzo szybko staje się częścią codziennej rutyny.

Telewizor przestał być telewizorem

Przez wiele lat rozwój telewizorów można było opisywać głównie liczbami. Większa rozdzielczość, wyższa jasność, lepszy kontrast, większa liczba stref wygaszania czy szybsze odświeżanie obrazu. Te elementy nadal pozostają istotne, ale coraz wyraźniej widać, że producenci szukają również innych sposobów na rozwijanie swoich urządzeń.

Nieprzypadkowo coraz więcej uwagi poświęca się integracji z inteligentnym domem, automatyzacjom czy funkcjom wykraczającym poza samo oglądanie treści. Telewizor znajduje się w centrum salonu, dysponuje największym ekranem w domu i jest urządzeniem, przed którym domownicy spędzają najwięcej wspólnego czasu. Z punktu widzenia projektantów technologii trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce do stworzenia centrum zarządzania cyfrowym ekosystemem.

Najciekawsze jest jednak to, że wiele z opisanych funkcji już dziś znajduje się w domach użytkowników. Nie wymagają zakupu kolejnego urządzenia ani kosztownej modernizacji mieszkania. Często wystarczy kilka minut spędzonych w ustawieniach, aby odkryć możliwości, o których istnieniu wcześniej nawet nie wiedzieliśmy. I być może właśnie to jest największą zmianą, jaka dokonała się we współczesnych telewizorach. Nie chodzi już wyłącznie o to, jak dobry obraz potrafią wyświetlić. Coraz ważniejsze staje się to, ile rzeczy potrafią zrobić poza samym wyświetlaniem obrazu.

Maciej Gajewski
Redaktor

Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.