Afera o miejsca dla bogatych w pociągach. "Bogole się odgrodzą"
Niby człowiek wiedział, że dziś kłócić można się - a wręcz chyba to i nawet trzeba - o wszystko, ale i tak awantura o przyszłe miejsca premium w pociągach PKP Intercity nieco dziwi.

W superszybkich pociągach Kolei Dużych Prędkości PKP Intercity chce zaoferować klasę grand. Będzie to prestiżowa przestrzeń. Według ujawnionych przez "Rynek Kolejowy" planów chodzi o cztery fotele ulokowane tuż za kabiną maszynisty.
Klasa grand, szykowana z myślą o raczej o tych bogatszych pasażerach, wzbudziła kontrowersje na Twitterze. Dlaczego bogacze mają zajmować cenne miejsce? Będą cztery fotele, a zamiast tego można byłoby upchnąć dodatkowe 40, ale zwykłych, jak w normalnym wagonie. Chodzi pewnie o to, aby politycy mogli cykać sobie fotki w luksusie i chwalić się blichtrem - nawiasem mówiąc, byłoby to ryzykowne zagranie, biorąc pod uwagę fakt, że nie wiadomo, kto będzie rządził po 2030 r.; całkiem możliwe, że śmietankę spijać będzie ktoś inny, może nawet ten, kto te pociągi dziś krytykuje? - a zwykły pasażer zostanie na peronie!
I ja nawet poniekąd te emocje trochę rozumiem. Czasami można odnieść wrażenie, że w tych klasach bardziej chodzi o pokazanie się niż faktyczne korzyści. Zdarzyło mi się jechać pierwszą klasą w pociągach, ale tylko dlatego, że były albo niewiele droższe, albo zwykłych miejsc już nie było. Same różnice przesadnie duże, przynajmniej w polskich pociągach, nie są - ot, trochę więcej miejsca na nogi, ale raczej nie aż tyle, by bez promocji dokładać.
Rozbawiło mnie, gdy leciałem LOT-em i podróżni z droższymi biletami oddzieleni byli od nas firanką. Oczywiście szły za tym też inne bonusy - m.in wyższy limit bagażowy czy priorytetowa obsługa - ale i tak oddzielenie się od nas, biedaków, wyglądało dość zabawnie. Jeżeli ktoś jednak dołożył kilka stówek za nieco więcej przestrzeni i kilogramów bagażu, a ja dzięki temu mogłem kupić bilet niewiele droższy od oferty taniej linii lotniczej, to tym bardziej nic mi do tego. Niech siedzą za tą kotarą i mają.
Przykład LOT-u jest o tyle ciekawy i warty wzmianki, bo przecież również mówimy o spółce, której głównym akcjonariuszem jest skarb państwa. Jakoś nie słyszałem oburzenia na to, że w wyższych klasach podróżni mają lepiej, przez co siłą rzeczy jest mniej miejsca dla szaraczków. A można byłoby pójść śladem tanich linii lotniczych.
Może dlatego, że samoloty naturalnie kojarzą się z fiu, fiu podróżami, a pociąg to transport dla mas, ludu pracującego? Taka argumentacja może rozbawić nie tylko tych, którzy w tanich liniach tłoczą się jak sardynki, ale również i tych płacący za krajowe loty nierzadko mniej niż kosztuje podróż koleją. Wyprawę z Warszawy do Gdańska wspomnianym LOT-em da się zaplanować w październiku za 158 zł - czyli za cenę normalnego biletu Pendolino w drugiej klasie (lub w pierwszej, kupowanej z wyprzedzeniem).
Ci, którzy pomysłu PKP Intercity na klasę grand bronią, zauważają, że to rynkowy standard i koleje w wielu innych europejskich państwach od dawna oferują miejsca premium
I to takie prawdziwe, a nie z nazwy, jak u nas w pierwszej klasie. Ponieważ mamy konkurować także z nimi, to logicznym jest, że czymś pasażera trzeba przyciągnąć. A podróżni mogą mieć różne potrzeby - jedni chcą po prostu dojechać z punktu A do punktu B w najkrótszym czasie za nieduże pieniądze, inni gotowi są dopłacić za bonusy. Na dodatek PKP Intercity myśli o wyjazdach zagranicznych, więc przyszłym klientem będą nie tylko rodzimi bogacze, ale również ci niemieccy czy francuscy. Być może luksus oferowany przez PKP Intercity sprawi, że ktoś będzie wolał zapłacić np. 200 euro polskiemu przewoźnikowi, a nie niemieckiemu.
Obrońcy przewoźnika zauważają również, że te limitowane, prestiżowe miejsca mogą sprawić, że PKP Intercity zarobi więcej, a co za tym idzie - bilety w drugiej czy nawet pierwszej klasie będą mogły być bardziej przystępne lub przynajmniej zamortyzują przejazd w dni z gorszą frekwencją. Owszem, klasa grand wydaje się skromna, to raptem cztery fotele, jednak odpowiednia cena może to wynagrodzić.
Tak działa to zresztą w Pendolino, gdzie najczęściej jest tylko jeden wagon klasy pierwszej. I niby też "zabiera przestrzeń", ale za to PKP Intercity sprzedaje te miejscówki znacznie drożej.
Pendolino może być zresztą dowodem na to, że ludzie z zasobniejszymi portfelami są w stanie zapłacić więcej za pewne udogodnienia lub namiastkę prestiżu. Lepszy bilet potrafi być o dwa razy droższy, a czasami nawet i więcej od tego zwykłego. Np. Pendolino z Warszawy do Krakowa 16 września w pierwszej klasie wycenione jest na 240 zł, podczas gdy w drugiej- 109 zł. I tak sporo drogich miejsc jest już wykupionych.
Dlatego też argument mówiący o tym, że bogacze wcale nie będą jeździć pociągami KDP, bo mają przecież samoloty albo samochody, wydaje się być nietrafiony. Pendolino jakoś znajduje swoich bogatszych amatorów, tak jak robią to linie lotnicze, które potrafią sprzedać lepsze miejsce na niedługiej trasie.
O tym, że mamy do czynienia z kolejną burzą w szklance wody, najlepiej świadczy fakt, że mowa tu tylko o czterech miejscach na ponad 400 - bo właśnie tyle foteli mają zaoferować superszybkie pociągi, które PKP Intercity chce zamówić.
Na dodatek KDP samo w sobie będzie czymś na kształt usługi premium
Owszem, chodzi o to, aby połączyć najpierw duże miasta ze sobą i żeby podróże między nimi odbywały się sprawnie. To jednak też nie tak, że pociąg jadąc z Warszawy do Wrocławia zatrzyma się tylko w Łodzi, bowiem planowany jest np. przystanek w Kaliszu. Mimo to KDP wcale nie będzie lekarstwem na wykluczenie transportowe. Nie będzie, bo nie ma nim być. Szybkich pociągów nie kupuje się z myślą o uczniach czy pracownikach dojeżdżających dzień w dzień z mniejszej miejscowości do większej.
Mówił o tym już w 2022 r. Piotr Rachwalski, członek zarządu ówczesnego CPK, a dziś Portu Polska, podkreślając, że od tego są autobusy, pociągi regionalne czy kolej konwencjonalna.
Kolej musi być też atrakcyjna - a wpływ na to ma czas podróży i wygoda, co pociągi KDP będą mogły zaoferować. Pomoże w tym również nowa, dodatkowa klasa. I owszem, można się burzyć, czemu nie - ale równie dobrze należałoby się wściekać na fakt, że są wagony sypialne dla jednej lub dwóch osób. A nie lepiej, jak w hostelu, 12 łóżek?
Albo po co nam wagon restauracyjny? Schabowego można zjeść w restauracji, a głodnych nakarmi przekąska z automatu.
Te wszystkie udogodnienia są właśnie po to, aby stworzyć alternatywę dla innych środków transportu. Klasa grand jest całkiem naturalnym rozszerzeniem tej oferty.
Gdyby nagle okazało się, że specjalną przestrzeń trzeba będzie wydzielić np. w pociągach piętrowych, które kupowane są z myślą o obsłudze popularnych tras, wtedy oburzenie rozumiałbym bardziej. Ale czy dołączyłbym do chóru, sam nie wiem - w końcu i w tych pociągach będzie pierwsza klasa…
Oferta kolei musi być szeroka. Nie chodzi o "albo, albo" - równocześnie trzeba myśleć o szybkich pociągach, jak i tych regionalnych, które pozwolą dotrzeć do pracy i do szkoły. Jeżeli jednak zależy nam na tym, aby w przyszłości pociągi były konkurencją dla samochodów czy samolotów na krajowych i europejskich trasach, trzeba myśleć o potrzebach różnych podróżnych. Nie tylko takich jak ja, dla których pociąg najczęściej i tak jest pierwszym wyborem.
W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.