REKLAMA

Nie będzie miliardów na rozwój Polski. Bruksela naciska hamulec

Unia Europejska chciała opodatkować największe firmy technologiczne świata. Ale Bruksela naciska hamulec - kapitał dalej będzie odpływać, a obce podmioty się bogacić.

Europa podatek Big Tech

Europejska debata o podatkach dla gigantów technologicznych właśnie wkroczyła w kolejny etap. Francja coraz głośniej domaga się stworzenia ogólnounijnego podatku cyfrowego, który miałby objąć takie firmy jak Google, Amazon czy Meta. Problem w tym, że sama Bruksela nie pali się do szybkiego działania. Wręcz przeciwnie.

Według najnowszych informacji opublikowanych przez „Financial Times” Komisja Europejska uważa, że Unia powinna jeszcze poczekać na międzynarodowe rozwiązania, zamiast od razu tworzyć własny podatek od cyfrowych gigantów.

Czytaj też:

Stary problem ciągle wraca

Od lat politycy po obu stronach Atlantyku spierają się o to, gdzie i w jaki sposób powinny być opodatkowane największe firmy technologiczne świata. Problem jest dobrze znany: przedsiębiorstwa cyfrowe potrafią generować miliardy euro przychodów na dziesiątkach rynków jednocześnie, jednocześnie księgując znaczną część zysków w jurysdykcjach oferujących korzystniejsze warunki podatkowe.

W praktyce oznacza to, że użytkownicy we Francji, Niemczech, Polsce czy Hiszpanii klikają reklamy Google'a, kupują produkty na Amazonie albo korzystają z platform należących do Mety, natomiast wpływy podatkowe nie zawsze trafiają proporcjonalnie do państw, w których faktycznie prowadzona jest działalność biznesowa. Właśnie dlatego Unia Europejska od wielu lat flirtuje z pomysłem stworzenia własnego podatku cyfrowego. Projekt jednak regularnie trafia na przeszkody polityczne, gospodarcze i dyplomatyczne.

Tym razem inicjatywa wyszła z Paryża. Francuski rząd przekonuje, że wspólny unijny podatek od usług cyfrowych mógłby stać się istotnym źródłem dochodów dla przyszłego budżetu UE, nad którym właśnie toczą się negocjacje. Dodatkowo miałby zmniejszyć obciążenia europejskich podatników. Francuzi mają też argument natury geopolitycznej. Obecnie część państw członkowskich działa samodzielnie. Własne podatki cyfrowe funkcjonują już między innymi we Francji, Włoszech, Hiszpanii i Austrii. Takie indywidualne działania narażają poszczególne kraje na presję ze strony Stanów Zjednoczonych. Paryż uważa więc, że lepiej byłoby przenieść ciężar sporu na poziom całej Unii. Trudniej przecież wywierać naciski na pojedyncze państwa, gdy po drugiej stronie stoi 450-milionowy wspólny rynek.

Bruksela: najpierw OECD, potem własne rozwiązania

Tu jednak pojawia się istotny zgrzyt. Komisarz UE ds. podatków, Wopke Hoekstra, w rozmowie z „Financial Times” stwierdził, że Unia nie powinna jeszcze porzucać prób wypracowania globalnego rozwiązania. Jego zdaniem należy najpierw wykorzystać wszystkie możliwości stworzenia międzynarodowego systemu opodatkowania usług cyfrowych. To nawiązanie do wieloletnich prac prowadzonych pod auspicjami OECD. W 2021 r. ponad 130 krajów zgodziło się na ramowe zasady reformy opodatkowania największych międzynarodowych korporacji. Jednym z filarów porozumienia było właśnie opodatkowanie części zysków tam, gdzie firmy faktycznie prowadzą sprzedaż i generują przychody.

Pomysł wyglądał ambitnie. W praktyce jego wdrażanie utknęło w politycznym bagnie. Hoekstra nie ukrywa jednak, że jeśli globalne rozmowy zakończą się niepowodzeniem, Bruksela może wrócić do własnych planów. Według niego decyzja w tej sprawie może zostać podjęta w ciągu najbliższych miesięcy, mniej więcej pod koniec roku.

Pięć miliardów euro rocznie. Gra toczy się o duże pieniądze

Najciekawszy fragment doniesień „Financial Times” dotyczy potencjalnych wpływów finansowych. Według analiz przygotowanych dla Komisji Europejskiej podatek cyfrowy mógłby przynosić około 5 mld euro rocznie, choć dokładna kwota zależałaby od ostatecznej konstrukcji systemu.

Dla przeciętnego obywatela Unii taka suma może nie brzmieć spektakularnie. W rzeczywistości mówimy jednak o dodatkowym strumieniu pieniędzy porównywalnym z budżetami wielu dużych programów unijnych. Zwłaszcza dziś, gdy UE szuka nowych źródeł dochodów na finansowanie transformacji energetycznej, rozwoju technologii, infrastruktury cyfrowej czy wspólnych projektów obronnych.

Jeżeli ktoś liczył, że jest to wyłącznie spór podatkowy, to warto spojrzeć szerzej

Amerykańskie administracje od lat podchodzą bardzo sceptycznie do podatków cyfrowych. W Waszyngtonie często pojawia się argument, że tego rodzaju regulacje w praktyce uderzają głównie w firmy amerykańskie, ponieważ to właśnie Stany Zjednoczone są domem dla największych globalnych platform technologicznych. Google, Meta, Amazon, Apple czy Microsoft mają wspólną cechę: wszystkie są amerykańskimi gigantami o ogromnej obecności na europejskim rynku.

Nic więc dziwnego, że wcześniejsze próby nakładania podatków cyfrowych prowadziły do napięć handlowych. Państwa posiadające już takie daniny były przedmiotem amerykańskich postępowań mogących prowadzić do działań odwetowych w postaci ceł. To właśnie ten aspekt stanowi prawdopodobnie największy hamulec dla unijnych ambicji.

Cała dyskusja jest też częścią znacznie większej układanki. Przez ostatnich kilka lat UE przyjęła serię regulacji wymierzonych w największe platformy technologiczne. Mamy Digital Markets Act, Digital Services Act, coraz surowsze przepisy dotyczące prywatności, sztucznej inteligencji i ochrony konkurencji.

W efekcie Bruksela stała się globalnym centrum regulacji rynku cyfrowego. Podatek od usług cyfrowych byłby kolejnym elementem tej układanki. Tym razem nie chodziłoby jednak o sposób działania platform ani bezpieczeństwo użytkowników, lecz o pieniądze. I właśnie dlatego temat budzi tak silne emocje.

Czy Polacy naprawdę na tym skorzystają?

To pytanie pozostaje otwarte. Zwolennicy podatku argumentują, że największe korporacje technologiczne powinny dokładać się do budżetów państw proporcjonalnie do skali prowadzonej działalności. Krytycy odpowiadają, że dodatkowe koszty ostatecznie mogą zostać przerzucone na reklamodawców, partnerów biznesowych, sprzedawców działających na platformach, a finalnie także na zwykłych klientów.

Historia pokazuje, że firmy technologiczne bardzo rzadko przyjmują nowe obciążenia fiskalne bez prób rekompensowania sobie strat w innych obszarach działalności, dlatego nawet jeśli podatek cyfrowy rzeczywiście powstanie, prawdopodobnie nie będzie to prosty scenariusz pod hasłem „zabierzmy pieniądze Big Techowi i problem zniknie”.

Na razie więcej pytań niż odpowiedzi

Najważniejszy wniosek z najnowszych doniesień jest taki, że Unia Europejska nie mówi jeszcze definitywnego „tak” dla własnego podatku cyfrowego. Komisja chce najpierw sprawdzić, czy uda się doprowadzić do międzynarodowego porozumienia w ramach OECD. Dopiero jeśli te rozmowy zakończą się fiaskiem - Bruksela może sięgnąć po rozwiązanie unijne.

Dla Google'a, Mety, Amazona i pozostałych gigantów nie jest to więc natychmiastowe zagrożenie. Ale jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że cierpliwość Europy zaczyna się wyczerpywać. A gdy w grę wchodzą miliardy euro rocznie oraz napięcia między Brukselą a Waszyngtonem to nawet pozornie techniczna dyskusja o podatkach szybko zamienia się w polityczno-technologiczny konflikt o znacznie większej skali.

*Ilustracja otwierająca wygenerowana za pomocą AI

Maciej Gajewski
Redaktor

Redaktor Spider's Web - ekspert w tematykach Microsoftu i RTV. Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.