Ten VPN wchodzi tam, gdzie inne dostają blokadę. Sprawdziliśmy CometVPN
Serwisy streamingowe od lat rozpoznają adresy VPN-ów i blokują je hurtowo. CometVPN podchodzi do problemu inaczej niż reszta – obok klasycznych serwerów oferuje adresy pochodzące z sieci prawdziwych operatorów. Sprawdziliśmy, czy to działa, ile łącze traci na tunelu i co dostaje się za nieco ponad 7 zł miesięcznie.

Najważniejsze informacje w skrócie:
- Na serwerze niemieckim zmierzyliśmy 888 Mb/s przy 918 Mb/s na łączu bez VPN-a. Spadek na poziomie trzech procent to wynik, który w praktyce jest nieodczuwalny.
- BBC iPlayer odrzucił standardowy serwer, ale przepuścił adres residential. To platforma uznawana za dysponującą najskuteczniejszą detekcją VPN-ów i ten moment w teście, kiedy funkcja pokazała realną przewagę nad zwykłym połączeniem.
- 1,89 USD miesięcznie przy planie dwuletnim to około 7,20 zł. To najtańsza opcja z płatnych planów w naszym zestawieniu najlepszych VPN-ów. Cała subskrypcja na dwa lata kosztuje niewiele ponad 170 zł.
Z tego tekstu dowiesz się:
- Dlaczego streaming na VPN-ie potrafi działać miesiącami, żeby nagle przestać
- Skąd CometVPN bierze adresy i czym różnią się od zwykłych serwerów
- Ile megabitów zostaje z gigabitowego łącza po włączeniu tunelu
- Który protokół wybrać, żeby nie stracić dwudziestokrotnie na prędkości
- Jak CometVPN wypada na tle konkurencji
- Ile to wszystko kosztuje i co trzeba wiedzieć o odnowieniu
Dlaczego streaming przez VPN przestaje działać?
Niedziałający nagle streaming to sytuacja, którą zna chyba każdy, kto regularnie ogląda treści z zagranicznych katalogów. Jeszcze w zeszłym miesiącu na dotychczasowym VPN-ie wszystko działało, a dziś zamiast filmu wyświetla się komunikat o wykryciu serwera proxy.
Zdarza się to niestety coraz częściej. Adresy IP przypisane do serwerowni tworzą łatwe do rozpoznania zakresy. Serwisy streamingowe nie muszą zatem wykrywać, że korzystasz akurat z tego czy innego VPN-a. Wystarczy, że sprawdzą, czy adres należy do centrum danych. Jeśli tak, cały zakres zostaje zablokowany i po relaksie przed ekranem.
Dostawcy VPN-ów oczywiście próbują na tę sytuację reagować, kupując nowe pule adresów. Tyle że platformy szybko je wykrywają i blokują. I cała zabawa w kotka i myszkę startuje od nowa. A użytkownik siedzi pośrodku tego wszystkiego i raz po raz zostaje bez dostępu.
CometVPN próbuje wyjść z tego schematu, działając inaczej niż konkurencja. Obok klasycznych serwerów oferuje bowiem tryb Native Residential – adresy pochodzące z sieci operatorów, którzy na co dzień obsługują zwykłe domy i mieszkania.
Zobacz także: Jaki najlepszy VPN? Oto nasz ranking
Skąd CometVPN bierze adresy?
Zamiast wierzyć na słowo, postanowiliśmy to sprawdzić.
Zebraliśmy adresy przydzielone przez usługę i przepuściliśmy je przez pięć niezależnych testów w czterech bazach klasyfikujących adresy IP: bgp.tools, ip-api, ipapi.is oraz rejestrze RIPE. To z tych i podobnych baz korzystają serwisy internetowe przy decydowaniu, czy połączenie wygląda podejrzanie.
Jako punkt odniesienia posłużyło zwykłe polskie łącze domowe. W klasyfikacji wszystko wyglądało tak, jak powinno: żadna z baz nie oznaczyła go jako proxy ani jako infrastruktury serwerowej.
Klasyczny serwer CometVPN został rozpoznany dokładnie tak, jak rozpoznawane są serwery VPN – jako adres centrum danych. Cztery z pięciu testów nie uznały go za zwykłe łącze operatorskie. To norma w całej branży i nie ma w tym nic zaskakującego.
Adresy z puli Native Residential wypadły natomiast identycznie jak łącze domowe. Sprawdziliśmy trzy niemieckie adresy w trzech osobnych próbach. Za każdym razem żaden z pięciu testów nie oznaczył adresu jako proxy ani jako serwerowni. Jako właściciele zakresów widnieli kolejno Deutsche Glasfaser, NetCologne i 1&1 Versatel. Przy połączeniu brytyjskim trafiliśmy na British Telecom, a przy amerykańskim na Comcast.
To nie są nazwy wymyślone na potrzeby marketingu. To pięciu realnych operatorów telekomunikacyjnych, których adresy wyglądają w bazach dokładnie tak, jak wygląda łącze w zwykłym mieszkaniu. Co ciekawe, usługa przydzielała nam za każdym razem węzeł w obrębie jednego regionu – trzy niemieckie adresy trafiły kolejno do Oberhausen, Kolonii i Essen.
Test na najtrudniejszej platformie
Klasyfikacja to jedno, a praktyka to drugie. Dlatego nie ograniczając się do wyników z baz, postanowiliśmy sprawdzić tryb Native Residential tam, gdzie zwykle jest najtrudniej.
BBC iPlayer ma opinię platformy z najskuteczniejszą detekcją VPN-ów na rynku. Serwis jest dostępny wyłącznie w Wielkiej Brytanii i konsekwentnie odrzuca połączenia z adresów serwerowni – niezależnie od tego, czyj to serwer. Zgodnie z przewidywaniami standardowy serwer CometVPN w Londynie został odrzucony. Zamiast strony głównej zobaczyliśmy komunikat informujący, że serwis wykrył korzystanie z proxy lub VPN-a.
Po przełączeniu na adres Native Residential iPlayer potraktował połączenie jak zwykłe łącze brytyjskie. Przeszliśmy weryfikację regionu, ekran logowania i uruchomiliśmy materiał. Odtwarzacz sam ustawił najwyższą dostępną jakość, obraz był ostry, nie pojawiło się ani jedno buforowanie.
To moment, w którym funkcja zaczyna mieć sens. Nie chodzi o to, żeby używać adresów domowych na co dzień, tylko o to, żeby mieć je pod ręką, kiedy zwykły serwer nie wystarcza.
A co z Netflixem?
Tu wynik jest inny. Netflix rozpoznał regionalny katalog zarówno przez serwer amerykański, jak i brytyjski. Aplikacja pokazywała lokalną listę najpopularniejszych tytułów, a materiały odtwarzały się bez przeszkód. Co istotne, działo się to na obu trybach – zwykły serwer poradził sobie równie dobrze jak adres residential.
Wniosek jest prosty: do Netfliksa tryb Native Residential przynajmniej na tę chwilę nie jest potrzebny. Standardowe połączenie daje takie same rezultaty, a przy tym jest wielokrotnie szybsze.
Jedno zastrzeżenie: mimo wielu prób logowanie do nowej sesji z przeglądarki na komputerze przy aktywnym VPN-ie nie powiodło się. W aplikacji mobilnej, na już otwartej sesji, wszystko działało bez zarzutu. Warto mieć to na uwadze.
Sprawdziliśmy przy okazji scenariusz, który dla wielu polskich użytkowników może być praktyczniejszy niż dostęp do amerykańskich bibliotek. TVP VOD z zagranicznego adresu wyświetlił ostrzeżenie o ograniczonej dostępności tytułów. Po przełączeniu CometVPN na polski serwer Native Residential serwis wpuścił nas bez żadnego komunikatu. Wyjazd służbowy albo wakacje przestają być problemem uniemożliwiającym oglądanie polskich treści.
Ile łącze traci na tunelu?
Każdy VPN wiąże się z jakimś spadkiem przepustowości – ruch trzeba zaszyfrować, przesłać do serwera i odszyfrować. Pytanie brzmi, jak duży jest to spadek.
Nasz test przeprowadziliśmy na łączu światłowodowym po kablu, narzędziem Speedtest CLI, z przypiętym jednym serwerem pomiarowym, po trzy pomiary na każdą lokalizację przy siedmiu pomiarach łącza bazowego. We wszystkich pomiarach podajemy medianę, żeby pojedynczy odstający wynik nie zaburzał obrazu. Łącze bez VPN-a dało wynik 918 Mb/s pobierania.
Po połączeniu z serwerem w Niemczech na protokole WireGuard zmierzyliśmy 888 Mb/s, co oznacza spadek o zaledwie trzy procent. Takiej różnicy w praktyce nie da się zauważyć. Przepustowość spokojnie wystarczy na jednoczesne oglądanie kilku strumieni w 4K i pobieranie dużych plików.
Serwer amerykański utrzymał 760 Mb/s, tracąc 17 proc. mimo trasy przez Atlantyk. Opóźnienie rzędu 230 ms jest przy tej odległości naturalne, choć takie pingi oczywiście oznaczają, że rozgrywki online na serwerze po drugiej stronie oceanu odpadają.
Nawiązanie połączenia z serwerem niemieckim za każdym razem trwało ok. dwie sekundy.
Jedna rzecz, którą warto sprawdzić w ustawieniach
Przy okazji przeprowadziliśmy jeszcze jeden pomiar, a wynik jest wart osobnego akapitu. Na tym samym serwerze, na którym WireGuard dał nam 888 Mb/s, OpenVPN pokazał niecałe 45 Mb/s. Opóźnienie w obu przypadkach było praktycznie identyczne, więc różnica wynika wyłącznie z wydajności samego protokołu.
To dotyczy nie tylko CometVPN. Po prostu protokół OpenVPN jest starszą i znacznie bardziej obciążającą procesor technologią. Jeśli więc macie wrażenie, że VPN spowalnia internet, warto zacząć od sprawdzenia, jaki protokół macie ustawiony w aplikacji. W CometVPN zmienia się go jednym kliknięciem na ekranie głównym.
Co jeszcze sprawdziliśmy
Deklaracje dostawców zawsze brzmią świetnie, ale z przełożeniem na realia bywa już różnie. Dlatego przetestowaliśmy CometVPN pod kątem trzech rzeczy, które są istotne w tego typu usługach.
Wyciek DNS. Tunel VPN przechwytuje ruch, ale zapytania o adresy stron system operacyjny obsługuje osobno – jeśli aplikacja nie zadba o skierowanie ich przez tunel, trafią do serwerów operatora. Adres IP jest wtedy zamaskowany, ale dostawca internetu nadal widzi listę odwiedzanych domen. W teście rozszerzonym żaden z serwerów DNS nie należał do polskiego dostawcy.
Wyciek WebRTC. Przeglądarki obsługujące rozmowy głosowe i wideo muszą ustalić, jak ich połączenie widziane jest z zewnątrz, i robią to zapytaniem omijającym zwykły ruch sieciowy. Przy źle skonfigurowanym tunelu odwiedzana strona może tą drogą poznać prawdziwy adres użytkownika, mimo że wszystko inne wskazuje na serwer VPN. Test wykazał brak wycieku – publiczny adres widoczny przez WebRTC zgadzał się z adresem VPN-a.
Kill switch. Wyłączyliśmy adapter sieciowy przy działającej aplikacji, symulując nagłe zerwanie tunelu. Ruch został całkowicie zablokowany, ciągły ping przestał odpowiadać, a prawdziwy adres nie został ujawniony ani na moment.
Niezależnie od powyższego sprawdziliśmy też, czy serwery faktycznie stoją tam, gdzie deklaruje dostawca. Prześledzenie trasy do lokalizacji w USA, Japonii i Brazylii dało opóźnienia odpowiednio 118, 271 i 218 milisekund. Wszystkie zgodne z rzeczywistą odległością geograficzną, co wskazuje na fizyczne serwery, a nie lokalizacje przypisane na papierze.
Przy okazji jedna obserwacja z codziennego korzystania: przez cały test korzystanie z sieci przez CometVPN nie wiązało się z dodatkowymi ekranami weryfikacyjnymi – ani na stronach zabezpieczonych przez Cloudflare, ani w wyszukiwarce (reCAPTCHA). Wygląda więc na to, że adresy dostawcy nie są wyeksploatowane przez automaty, co przy tańszych usługach nie jest oczywiste.
Jak wygląda i na czym działa
Aplikacja jest maksymalnie prosta – jeden duży przycisk połączenia, wybór lokalizacji, przełącznik protokołu i trybu. Instalator na Windowsa waży 15 MB i nie wymaga uprawnień administratora.
W ustawieniach znajdziemy kill switch, autostart oraz powiadomienia. To niewiele jak na standardy rynku: nie ma dzielonego tunelowania, własnych serwerów DNS ani blokady reklam. Z drugiej strony nie ma się w czym pogubić. Gotowe aplikacje są dostępne na systemy Windows, macOS, Androida i iOS – czyli tam, gdzie korzysta z VPN-a zdecydowana większość użytkowników. Wersji na Linuksa nie ma.
Na liście lokalizacji w trybie standardowym naliczyliśmy 54 kraje, a w trybie Native Residential – wliczając terytoria zależne – blisko dwieście pozycji. Jedno konto obsłuży wiele urządzeń jednocześnie: w naszym teście bez problemu pracowało na nim kilka naraz.
Warto odnotować też to, że serwery obfuskowane, czyli maskujące sam fakt korzystania z VPN-a, są dostępne bez dopłaty. U części konkurencji to funkcja zarezerwowana dla wyższych planów.
Jak CometVPN wypada na tle konkurencji?
Największą przewagą CometVPN bez wątpienia jest cena: około 7 zł miesięcznie przy planie dwuletnim to mniej niż pozostałe oferty, które znalazły się w naszym zestawieniu. Przy kilku urządzeniach oznacza to wydatek rzędu złotówki z małym hakiem na sztukę. A liczba urządzeń nie powinna być problemem – w naszym teście usługa obsłużyła do dziesięciu naraz i pod tym względem wypada na równi z czołówką.
Drugim najważniejszym wyróżnikiem jest tryb Native Residential, który nie ma odpowiednika u żadnego z czołowych dostawców. Przy porównaniu warto też pamiętać, że serwery obfuskowane dostępne są już w planie bazowym. Płatność kryptowalutami i brak limitu transferu to standard w branży.
Na początku nie znaleźliśmy też możliwości wyłączenia wybranych aplikacji z tunelu (split tunneling). Większość testów przeprowadzaliśmy jednak na komputerze z Windowsem, a dostawca poinformował nas, że funkcja ta jest dostępna na urządzeniach z Androidem. I rzeczywiście tak jest. Z jakichś względów nie można z niej jeszcze korzystać na Windowsie, macOS czy iOS. „Jeszcze” odbieramy tu jako zapowiedź, że w przyszłości taka możliwość może pojawić się również na pozostałych obsługiwanych systemach.
Jest jedna kategoria, w której widać te oszczędności: oferowane przez CometVPN 54 kraje w trybie standard to wyraźnie mniej niż 118 w NordVPN, 145 w Proton VPN czy 100 lokalizacji w Surfsharku. Jeśli więc szukacie egzotycznych lokalizacji, lepiej rozejrzeć się gdzie indziej. W pozostałych kategoriach usługa broni się zaskakująco dobrze jak na połowę ceny konkurenta.
Ile kosztuje CometVPN?
Ceny sprawdziliśmy 23 września 2026 r. i przeliczyliśmy po kursie 3,81 zł.
Plan miesięczny kosztuje 9,99 USD, czyli około 38 zł – podobnie jak u konkurencji. Roczna subskrypcja to 30 USD (ok. 114 zł) płatne z góry, co daje 2,50 USD miesięcznie. Najkorzystniej wypada plan dwuletni: 45,36 USD, czyli mniej więcej 173 zł za dwa lata i 1,89 USD (ok. 7,20 zł) za miesiąc. Dostawca deklaruje do tego trzy dodatkowe miesiące gratis, a przy planie rocznym – jeden. Cała przewaga cenowa CometVPN opiera się na długich zobowiązaniach, co jest zresztą regułą w całej branży.
Do tego dochodzą płatne dodatki: zarezerwowany adres residential od 2,79 USD przy subskrypcji na 24 miesiące i Native Residential VPN rozliczany za gigabajt transferu (od 0,7 USD za GB), bez stałej opłaty miesięcznej. Serwery obfuskowane, jak już wspominaliśmy, są darmowe. Do kwot z cennika może zostać doliczony VAT.
Usługę można sprawdzić przed zakupem
Dostawca oferuje trzydniowy bezpłatny okres próbny standardowego VPN-a, a trial przechodzi w płatną subskrypcję, jeśli nie zostanie anulowany. Osobno dostaje się 1 GB transferu w trybie Native Residential – wystarczająco, żeby sprawdzić, czy ta usługa załatwia problem, z którym przyszliście.
Dwie rzeczy, o których warto wiedzieć przed zakupem
Po pierwsze, ceny promocyjne obowiązują przez pierwszy okres rozliczeniowy. Regulamin przewiduje, że po wygaśnięciu licencji kupionej ze zniżką odnowienie następuje w cenie regularnej. Automatyczne przedłużanie można wyłączyć w panelu konta w dowolnym momencie.
Po drugie, 30-dniowa gwarancja zwrotu obejmuje wyłącznie plany roczny i dwuletni, co oznacza, że subskrypcja miesięczna nie podlega zwrotowi. Gwarancja nie dotyczy też płatności kryptowalutami, a przy zakupach przez App Store i Google Play zwrot realizuje sklep, nie dostawca. Jeśli więc zależy wam na możliwości wycofania się, kupujcie bezpośrednio ze strony i płaćcie kartą albo przez PayPal.
Dla kogo jest CometVPN?
Dla kogoś, kto szuka taniego dostępu do treści na wielu urządzeniach. Za siedem złotych miesięcznie dostaje się usługę, która na serwerze niemieckim zabiera niecałe trzy procent gigabitowego łącza, odblokowuje regionalne biblioteki i przechodzi testy szczelności.
Dla kogoś, kto trafił na blokadę. Tryb Native Residential nie ma odpowiednika u żadnego z dostawców z naszego rankingu. W naszym teście funkcja ta poradziła sobie z platformą, przy której zwykłe serwery są bezradne.
Trzeba przy tym pamiętać, do czego Native Residential nie służy. Ruch wychodzi wtedy przez sieci partnerskie, więc przepustowość jest wielokrotnie niższa niż na klasycznych serwerach, a przesyłanie dużych plików może się nie udać. Do oglądania sprawdza się bez zarzutu, ale jako tryb domyślny na co dzień nie ma sensu – od tego jest połączenie w trybie standardowym.
Czego CometVPN nie ma
Nie znaleźliśmy prowadzenia ruchu przez dwa serwery naraz (multi-hopping), blokady reklam i trackerów, aplikacji na Linuksa, gotowych instalatorów na routery i telewizory, szerokiego wyboru egzotycznych lokalizacji w trybie standard. W tych kategoriach lepiej rozejrzeć się wśród produktów z naszego rankingu i pogodzić się z wyższym rachunkiem.
Opinię najlepiej wyrobić sobie samodzielnie, a akurat tutaj nie trzeba w tym celu sięgać po portfel: w ramach triala dostaje się gigabajt transferu w trybie Native Residential. Wystarczy, żeby sprawdzić, czy ta jedna funkcja załatwia problem, z którym przyszliście. A w przypadku planu rocznego lub dwuletniego macie 30 dni na zwrot kosztów zgodnie z regulaminem dostawcy.
Z wykształcenia i zamiłowania językoznawca i kulturoznawca, z pasji motocyklista szosowy i błotny. Przez blisko 20 lat pracował nad tłumaczeniami i lokalizacją treści dla największych firm z szerokiego wachlarza branż, na czele z automotive. Na koncie ma współpracę m.in. ze Światem Motocykli, jako autor i korektor. Fan motoryzacyjnej Japonii, chociaż prywatnie maltretuje swojego ukochanego Citroena C2 VTS (nie sprzeda, będzie robił). Z poczucia misji wspomaga organizacje pozarządowe w walce z dezinformacją.