Wiceminister do hejterów: "puknijcie się w głowę". To jest cały ten plan rządu?
Apel wydaje się być słuszny, ale czy to jedyna reakcja rządu, na jaką możemy liczyć?

Michał Gramatyka podzielił się "bardzo smutnym doświadczeniem". W weekend wiceminister cyfryzacji wrzucił zdjęcie z polityczką Joanną Muchą. "Ot, taka pamiątka z wakacji, miłe spotkanie ze świetną osobą" - opisał niewinną fotografię. Niewinną dla postronnego obserwatora, bo publikacja wystarczyła, aby rozjuszyć stado hejterów. Komentarze były "gorzkie, chamskie, ostentacyjne".
Polityk postanowił przyjrzeć się profilom autorów.
Widzę normalnych ludzi. Czasem chwalą się dziećmi, czasem wrzucają foty ze swoich podróży - coraz dalszych i bardziej egzotycznych (...) Tu i ówdzie piszą o swoich sukcesach. Nowe auto, zaliczony maraton, zdobyta góra. Jasne, widzę też profile typowych trolli, stworzone tylko po to żeby wylewać żółć. Ale serio większość tego syfu pod moim postem pochodzi spod palców "normalnych" (przynajmniej na pierwszy rzut oka) ludzi.
O fali nienawiści, która przetacza się przez media społecznościowe, piszemy ze smutkiem na łamach Spider's Web regularnie. Niedawno Rafał Pikuła przyjrzał się kontom siejącym antyukraińską narrację. Jak zauważał, "skłócanie obu narodów to nie przypadek, to celowe działanie", a skala jest przerażająca.
Cel tej operacji jest porażająco prosty: Kreml wcale nie chce, żebyśmy pokochali Moskwę. Chce, żebyśmy znienawidzili własny rząd, bali się własnej armii i uznali sojuszników z NATO za oszustów. Chodzi o to, by znaleźć jedno pęknięte ugrupowanie, jedną historyczną bliznę i wiercić w niej tak długo, aż zawali się cała podłoga. I trzeba przyznać – robią to z porażającą, inżynieryjną wręcz precyzją.
"Misternie zaprojektowany, cyfrowo-fizyczny ekosystem operacyjny", jak opisuje go Pikuła, to jedno. Rodzi się bowiem pytanie: czy gdyby dziś jakimś cudem fani np. zupy ogórkowej mieli do dyspozycji ogromne środki, mnóstwo wolnego czasu i armię botów, ich działania doprowadziłby do tego, że nagle spora część narodu znienawidziłaby, dajmy na to, pomidorówkę? Nie mogłaby patrzeć na pomidory, sam widok makaronu bądź ryżu irytowałby rodaków? Nie lekceważąc wrogich sił, nie można też nie dostrzec poważnej kwestii - w ludziach musi być coś, co powoduje, że niewiele trzeba, aby nastawić jednych przeciwko drugim. Dlaczego to takie łatwe? Nie rozumiem tego i bardzo mnie to smuci.
Wiceminister cyfryzacji pisze, że ma twardą skórę, ale zwraca uwagę, że nie każdy musi być tak odporny jak polityk przyzwyczajony do nienawiści skierowanej w jego stronę - o ile w ogóle da się do tego przyzwyczaić. Nie gryząc się w język, zadaje słuszne i ważne pytania:
Ale co w sytuacji gdy całe to gówno płynie na nastolatka, bo nie jest tak piękny jak jego koledzy? Na seniora, który miał czelność przyznać się do swoich politycznych poglądów? Na geja, który zdecydował że nie będzie dłużej ukrywał swojej orientacji?
Ma więc apel do osób, którzy publikują wpisy pełne nienawiści:
Puknijcie się czasem w głowę tchórze spod ciemnej gwiazdy. Ja mam Was i Wasze komentarze w nosie, przywykłem do nich jak do komarów na Mazurach. Puknijcie się i zastanówcie zanim obrzygacie swoją frustracją kogoś naprawdę słabego. Chwyćcie się ulotnego przejawu myślenia w przestrzeni pod nienagannie uczesanymi włosami i sami siebie zapytajcie czym się ta Wasza nienawiść może skończyć.
Tak, nawet internetowa nienawiść może zabijać
Dobrze, że polityk to podkreśla. Tyle że Michał Gramatyka jest wiceministrem cyfryzacji. Ciśnie się więc na klawiaturę pytanie, co rząd zrobił, aby zmusić wielkie platformy do walki z botami kolportującymi nienawistne treści, tymi, którzy dolewają oliwy do ognia, tymi, którzy kierują nastrojami. Ale też tymi, którzy dają się załapać i wierzą, że można napisać wszystko, nawet najgorsze rzeczy.
Owszem, coś tam zrobił:
Ale co z tą zwykłą, codzienną agresją, jakiej pełno na Facebooku, Twitterze i w innych miejscach w sieci. Wiem, jakiej odpowiedzi mogę się spodziewać. Tak, rząd może i próbował, ale co może w starciu z tak potężnym wrogiem? Niewiele. Może co najwyżej słowami wiceministra zaapelować do agresywnych użytkowników, licząc na to, że coś to da. Być może jeden ze stu się opamięta. Nie sądzę, ale zawsze to jakieś działanie, prawda?
W miniony weekend Rafał Brzoska po raz kolejny nagłośnił, że na Facebooku wciąż natknąć można się na fałszywe reklamy z jego wizerunkiem. Jeszcze kilka miesięcy temu ogłaszano wielki triumf, wszak wiosną Brzoska wygrał w sądzie sprawę. Sąd uznał wtedy, że właściciel Facebooka i Instagrama ponosi odpowiedzialność za treści reklamowe publikowane na swoich platformach - jak zauważał Maciej Gajewski, było to ważnym precedensem w kontekście walki z internetowymi oszustwami.
Tylko co z tego, skoro Facebook ma najwyraźniej w nosie wyroki polskiego sądu i łatwiej mu zbanować ofiarę niż agresora. Wcześniej w nosie miał wcześniejsze obietnice składane Ministerstwu Cyfryzacji i CERT Polska.
"Nie mamy sposobu na dezinformatorów, agresorów, nienawistników i co nam pan zrobi" - można by sparafrazować powiedzonko z kultowej polskiej komedii. Tyle że byłoby to rozmiękczanie problemu, bo Facebook to nie złośliwy szatniarz, a potężna korporacja, która stawia się ponad państwo. Nic nie możemy zrobić, bo w porównaniu do nich jesteśmy malutcy.
Bo i co zrobimy? Tupniemy nóżką, pomachamy szabelką. Tu trzeba działań całej Unii, wspólnego frontu. W pojedynkę nie zdziałamy wiele, będziemy dla molocha irytującą muchą. Ale razem możemy więcej.
Chciałbym, żeby rację miał Maciej Gajewski, który komentując ostatni ruch Brzoski pisał:
Po pierwsze, pan Brzoska ma już w ręku wyroki polskiego sądu, które potwierdzają odpowiedzialność Mety za fałszywe reklamy wykorzystujące jego wizerunek. To nie jest miękki argument, ten dokument można wykorzystać jako fundament do kolejnych działań. Skoro platforma nie reaguje na zgłoszenia, a deepfake’i nadal krążą po Facebooku i Instagramie to oznacza, że Meta nie wykonuje obowiązków wynikających z orzeczenia. A to otwiera drogę do egzekucji - włącznie z karami finansowymi.
Kropla może wydrążyć skałę. W końcu. Ale nawet jeśli Meta zostanie ukarana, to czy coś zmieni się w temacie oszustw, a potem gigant zacznie prowadzić prawdziwą walkę z hejterami i agresorami? Chciałbym się mylić, ale naprawdę w to wątpię.
Można więc byłoby rozgrzeszyć rząd i samego wiceministra cyfryzacji - niewiele może
Ale jednak będę upierał się, że trzeba działać. Trzeba tupać nogą i machać szabelką. Może trzeba żądać niemożliwego, zadawać niewygodne pytania. Tak, może to czas zakazać mediów społecznościowych, skoro jakakolwiek współpraca z ich właścicielami nie jest możliwa?
To nie jest normalne, że po wrzuceniu zdjęcia płynie na ciebie fala pomyj - a to przecież i tak delikatne określenie.
I nie wystarczy się wylogować, skoro, jak zauważał ostatnio Rafał Gdak, widać wyraźnie, że "granica między siecią a ulicą ostatecznie przestała istnieć". Osoby czujące się bezkarnie w sieci wiedzą, że nie spotka ich nic złego również poza sekcją komentarzy.
Nie wiem, co należałoby zrobić - ale ja nie jestem w resorcie cyfryzacji. Jestem publicystą i mam prawo wymagać działań. Wszyscy topimy się w bagnie, jakim są współczesne media społecznościowe. Wywieszenie białej flagi i ucieczka nie będą rozwiązaniem. Dadzą jednostce ulgę, ale chwilową - ściek nie wyleje się z ekranu, dotrze do ciebie w tramwaju, autobusie, podczas wizyty w sklepie, klubie, spacerze.
Może potrzebne są zmiany w prawie? Może trzeba karać nie tylko tych, którzy nie są w stanie pilnować porządków, ale też tych, którzy obrażają, życzą drugiej osobie strasznych rzeczy? Już to słyszę: cenzura, furtka do nadużyć. Tyle że tolerowanie tego, co jest teraz, już doprowadziło do wielu nieszczęść. A pewnie będzie gorzej.
Wiem jedno: reakcja wiceministra cyfryzacji w postaci apelu "puknijcie się w głowę" na pewno nie wystarczy. I liczyłbym na zdecydowanie większe działania.
W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.