REKLAMA

"Zostawcie pomniki, idźcie do bogaczy". Aktywiści posłuchali Polaków

Wreszcie wszystko pójdzie z górki: Polacy mają wreszcie aktywistów, których warto popierać, bo spełniają ich wszystkie oczekiwania.

protesty

Ruch Klimatyczny Jazda! zainaugurował serię akcji "Elity posrało – czas po sobie posprzątać!". W efekcie przed rezydencją Andziaks i Luki rozlano sztuczne odchody, substancją (zrobioną z kakao, kawy, mąki i wody) oblano również należący do Andziaks sklep. 

- Ta kupa symbolizuje ich wkład do polskiego społeczeństwa. Arogancko promują oni skrajnie konsumpcyjny styl życia. Andziaks sama przyznała, że jest “królową konsumpcjonizmu” i bezwstydnie obnosi się torebką za 30 tys. zł. Rozbijają się samochodem za 700 tys. zł i latają na wielotygodniowe wakacje w Dubaju. Taka wysokoemisyjna konsumpcja prowadzi do cierpienia, problemów zdrowotnych i śmierci niewinnych osób poprzez napędzanie katastrofy klimatycznej – argumentuje Andrzej Strzałkowski, działacz Jazdy.

"Fakt" donosi, że sprawa może trafić do sądu, a mecenas pary uznał, że "akcja aktywistów nie była jedynie niegroźnym protestem, ale działaniem wyrządzającym realne szkody i budzącym poczucie zagrożenia".

Aktywiści odrobili lekcję. Andziaks niewątpliwie jest popularna, ale wzbudza również niemało kontrowersji. Na początku roku do UOKiK-u wpłynęła skarga związana ze współpracą celebrytki z luksusowym szpitalem. Mieszane uczucia wzbudzały same relacje z prywatnych chwil, jak choćby fakt, że pojawienie się na świecie nowego członka rodziny oznaczało, że starsza siostra w nagrodę mogła otrzymać smartfon. "Do czego doszło, że pięciolatka dostaje telefon za to, że urodził się jej brat" - pisali zdenerwowani widzowie, cytowani przez Plotka. Niektórych przepych bił po oczach wcześniej, a głównym zarzutem pod adresem pary celebrytów było skupienie się na zakupach i bezmyślne szastanie pieniędzmi, jak donosił voxfm.pl. 

Działacze Jazdy wykorzystali pojemniki ze sztuczną kupą, aby oblać również wejście do sklepu Mrs. Drama, należącego do Małgorzaty Rozenek-Majdan. I tu też cel nie był przypadkowy. 

Majdanowie swojego bogactwa nie zawdzięczają wkładowi we wspólne dobro, jaki codziennie wnoszą miliony ciężko pracujących Polek i Polaków. Są słupem reklamowym dla sprzedaży wszelkiego rodzaju, zbędnych śmieci. Ich działalność jest szkodliwa na wielu poziomach. Wpajają nam przeświadczenie, że wartość człowieka wyznacza to, ile mają, ile kupują, ile latają samolotami, a horyzontem marzeń jest kolejne luksusowe mieszkanie. Wszystko to okolicznościach katastrofy klimatycznej, kiedy istnieje paląca potrzeba zbiorowego wysiłku na rzecz zapobieżenia jej najgorszym skutkom. Jego symbolem może być łatwo dostępny transport zbiorowy dla milionów, o który w Jeździe walczymy – argumentuje Maciej Zdaniuk, inny działacz Jazdy 

W tym kontekście szczególnie ciekawy wydaje się fakt, że Radosław Majdan kilka miesięcy temu stał się bohaterem filmu kanału "samochodoza". Były bramkarz wulgarnie reagował na autora nagrania, który zwracał uwagę kierowcom źle parkującym samochody. Wydaje się, że aktywiści wsłuchiwali się w głosy ludzi, odgadując, że sławy mogą nie cieszyć się jednoznacznym poparciem, skoro nie tak dawno dali się złapać na bardzo aroganckim podejściu do wspólnoty. 

Jeśli więc aktywiści chcieli uderzyć nie tylko w po prostu celebrytów, ludzi na świeczniku, a osoby, o których można powiedzieć, że żyją problemami innymi niż reszta kraju, to wydaje się, że nazwiska zostały skrupulatnie wytypowane. 

Najbogatsze 10 proc. ludzi zarabia ok. dwa razy więcej niż biedniejsze 50 proc. Polek i Polaków razem wzięte. Najbogatsze 10 proc. posiada aż 62 proc. całego bogactwa w Polsce - podkreślają aktywiści

Ruch Klimatyczny Jazda! przy Ostatnim Pokoleniu jawi się jako znany z memów syn koleżanki mamy. Ten wzór do naśladowania, który zawsze zachowuje się tak, jak powinno. Nie robi problemów zwykłym ludziom, jak Ostatnie Pokolenie, które mazało pomnik Syrenki czy blokowało dojazd do pracy lub domu, a skupia się na tych, którzy dokładają o wiele większą cegiełkę do kryzysu klimatycznego niż przeciętny Kowalski. Dlaczego to on ma więc cierpieć - pytali przeciwnicy aktywizmu w wykonaniu Ostatniego Pokolenia. 

Ostatnie Pokolenie w końcu dobiło do ściany i w kwietniu zakończyło swoją działalność. Nie zgadzałem się z przeciwnikami ugrupowania. Aktywizm może - musi? - być również niewygodny. Powinien - to jego główny cel? - zadawać pytania, na które odpowiadać się nie chce. Uparcie wyciągać zamiatany pod dywan problem, przypominając, że ukrywanie go wcale nie sprawi, że będzie lepiej. 

Stojący w korkach mogli się pieklić na aktywistów, ale ci przypominali, że wszystkich sięgną skutki katastrofy klimatycznej, tkwimy w tym po uszy razem. Jasne, jedni mniej, drudzy bardziej, ale nawet ukrywając się w klimatyzowanych apartamentach nie uciekniemy przed konsekwencjami falami upałów, a ulewne deszcze czy gwałtowne burze mogą popsuć plany nawet tym, którzy żyją wygodnie. Susza sprawi, że wody zabraknie również na pięknej działce, w którą zainwestowano mnóstwo pieniędzy. 

Ostatnie Pokolenie nie mówiło: zbawiamy świat. Ostatnie Pokolenie krzyczało: należy w końcu coś zrobić. 

"Ale w ten sposób nie zyskują sojusznicy" - łapali się za głowy nawet ci, którzy życzyli aktywistom dobrze. Ale z drugiej strony nie można było odmówić Ostatniemu Pokoleniu tego, że o ich działaniach było głośno. Dyskusja wybuchała tam, gdzie o katastrofie klimatycznej albo by się nie mówiło, albo wyłącznie w szyderczym tonie. I choć w oczach wielu Ostatnie Pokolenie było chłopcem do bicia, słabszym, którego można było wyszydzić, wyśmiać, poniżyć, to jednak aktywiści mogli zaprezentować się na boisku rywala. I kto wie - może byli kroplą drążącą skałę. 9 na 10 i tak nie przejęłoby się postulatami Ostatniego Pokolenia, nawet gdyby były grzeczne, delikatne, stonowane, w odpowiednim tonie. A ta jedna osoba mogła choćby przez chwilę pomyśleć: "a co, jeśli coś w tym jest?". 

Nadal nie można powiedzieć, że nowy kolektyw to ugrzecznione Ostatnie Pokolenie. Sztuczne odchody, nawet jeśli nie są prawdziwe, to kojarzą się jednoznacznie. Ich głos jest donośny, konkretny, mocny. Ale obranie celebrytów za cel swoich akcji pokazuje, że zmieniła się taktyka. Ruch Klimatyczny Jazda! siłą rzeczy mówi: sprawdzam. 

Chcieliście, żeby aktywizm wskazywał palcem na (większych) współodpowiedzialnych? Proszę bardzo, robimy to. I co teraz? 

Czy przy stole dyskusja będzie spokojniejsza, bo żaden z rozmówców nie spóźni się na rodzinną kolację przez tych rozwydrzonych bachorów bawiących się w protesty? Czy dzięki temu nawet nieprzejednany członek rodziny stwierdzi, że z tą Andziaks to jednak dajcie spokój, jak tak można, epatować tym całym bogactwem, to nie wypada? I dlatego ci aktywiści mają rację, coś ewidentnie poszło nie tak, że tylko nieliczni się bawią, a ich luksusowe życie pcha nas wszystkich w przepaść? 

Cała rodzina zgodnie pokiwa głową i uzna: rzeczywiście, to niedobrze. Tak nie może być. I zaczną debatować, co z tym zrobić. Zaczną przyglądać się również swoim działaniom i wyborom. Bo owszem, Dubaj, prywatne samoloty, drogie samochody, jedna sukienka za drugą, tak żyją gwiazdy. Ale czy my, zwykli ludzie, siedzący przy tym stole, też czasami niepotrzebnie nie pozwalamy sobie na zbyt wiele? Czy i nie nas ponosi? - zapyta wujek, a wszyscy zgodnie uznają, że tym razem rację, nie, ciociu, nie przerywaj, niech mówi dalej. My też powinniśmy uderzyć się w pierś. Zachowując wszelkie proporcje, rzecz jasna, ale jeśli chce się zmieniać świat, rzeczywiście należy zacząć od siebie.

A może dyskusja potoczy się kompletnie inaczej. Nadal aktywiści zostaną poklepani po plecach, przyzna im się rację, oburzając się na odklejonych celebrytów, którzy najchętniej prywatnym samolotem lataliby z jednego końca miasta na drugi. Tylko czy to wszystko doprowadzi do myśli, że powinno się np. głosować na takich polityków, którzy z katastrofą klimatyczną chcą walczyć, a nie się z niej naśmiewają? Czy może wystarczy fakt, że popiera się aktywistów, którzy nie lubią internetowych gwiazdeczek i na tym się skończy? Nie można zarzucić, że niczego nie robię - jestem za nowym kolektywem! 

Całkiem prawdopodobny jest też inny scenariusz. Już słychać głosy, że oblewanie posiadłości czy sklepu to ciągle przesada

Wandalizm! Co biedna szyba zawiniła? Własność prywatna to rzecz święta, a są granice, których się nie przekracza. Głos aktywistów nadal jest więc wulgarny, brzydki i odrażający, ciągle trudno się z nim zgodzić. Owszem, problem jest wielki, ale nie aż tak, by wymazywać wejście do posiadłości substancją, którą szybko da się zmyć. Do czego to doszło! 

Bo przecież co taka Andziaks może? Świata nie zmieni, od niej naprawdę niewiele zależy. Niechby nawet i nawróciła swoich widzów na ekologię, ale to nadal kropla w morzu. Trzeba z hasłami iść do polityków! 

Już wiem, co by wtedy było. Happening pod Sejmem, domem premiera czy pałacem prezydenckim i tak budziłby te same wątpliwości. Przecież oni sami nic nie mogą, dlaczego młodzi nie protestują w Brukseli albo Waszyngtonie, albo gdziekolwiek indziej. I tak w kółko - nigdy nie będzie dobrze. Zawsze coś będzie uwierać: a to język, a to gest, a to mina zbyt nienawistna i agresywna. A ci aktywiści to sami w czym chodzą? W butach znanych firm, które wcale nie są takie niewinne jak wam się wydaje, ot co! A czym nagrywają swoje występki? No właśnie, chcecie lepszego świata, a sami wspieracie złe firmy, hipokryci! 

Dalej więc najlepszą formą protestu dla wielu będzie środek lasu, najlepiej puszczy, oddalonej od dużych ośrodków

Godzina? 3:00 w nocy, aby przypadkiem nie przeszkodzić spacerowiczom, rodzinie, która akurat tego dnia wybrała się na łono natury - raz w roku chcieli odpocząć. Oczywiście ta pora oznacza również, że odpadają megafony, światła i inne tego typu ustrojstwa mogące zakłócić spokój sowom, nietoperzom, zającom, sarnom i dzikom. Sam transparent wystarczy, ale niech was ręka boska broni, aby przywiązywać go do drzew. No i sami też się trzymajcie od nich z daleka, drodzy aktywiści, którym oczywiście serdecznie kibicujemy. Tylko ciszej o tych waszych rzeczach, dobrze? 

Na pewno nie chcę przez to powiedzieć, że Ruch Klimatyczny Jazda! nie ma racji lub że ich działania powinny być inne. Jestem ostatnią osobą, która chce oceniać aktywistów, podpowiadać, sugerować - sam nie wiem, które działania mogą przynieść skutek, a które nie. Dlatego kibicuję każdej inicjatywie, której członkowie opowiadają się za słusznymi ideami.

Ciekawią mnie reakcje, bo przecież aktywiści chcąc nie chcąc dostosowali się do oczekiwań krytyków, którzy załamywali ręce na widok Ostatniego Pokolenia przyklejonego do asfaltu. Ci, którzy bardziej przejmowali się losem pomnika niż środowiska, mogą odetchnąć z ulgą - wreszcie oberwie się wyłącznie celebrytom, tym innym winnym. 

Ale czy to faktycznie sprawi, że ci nieprzekonani zmienią zdanie? Czy jednak znajdzie się jakieś wygodne "ale", które dalej pozwoli nie popierać aktywistów? 

Adam Bednarek
Redaktor

W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.