Polska żąda potężnej kary dla Mety. Zuckerberg nawet jej nie zauważy z okien nowego zamku
Jeżeli kiedykolwiek miałeś wątpliwość, że pieniądze nic nie zmieniają, to właśnie masz najlepszy przykład, że jesteś naiwny.

Meta od lat emituje scamerskie reklamy na Facebooku i nic sobie z tego nie robi, ale miała pecha, bo wiele z nich godziło w Rafała Brzoskę, jednego z najbogatszych Polaków. Kilka tygodni później polskie ministerstwo wnioskuje o miliard złotych kary dla Mety za oszukańcze reklamy i brak działań, żeby je zablokować.
Przypomnijmy - Rafał Brzoska od kilkunastu miesięcy walczył z Metą o usuwanie reklam z jego wizerunkiem. Technologiczny gigant miał to w nosie, co przez chwilę łączyło nas z panem Rafałem, ale tym razem się doigra. Pozwolił na emisję reklamy, w której Brzoska wygląda jakby był zatrzymany przez policjantów, a na rękach ma kajdanki. To była granica, która sprawiła, że coś się zaczęło dziać.
Brzoska poszedł na wojnę, wymienił z nazwiska osoby odpowiedzialne za działanie Mety w Polsce, co było bezpardonowym ciosem. Oczywiście gigant zaczął wydawać oświadczenia, że mu miliarder ludzi prześladuje i teraz biedni boją się o swoje bezpieczeństwo. Klasyczne działanie, żadnego przepraszam, tylko próba wzbudzenia współczucia. Nie udało się. Na działania Mety zareagowało Ministerstwo Cyfryzacji, wysyłając do Mety list z prośbą o zajęcie stanowiska. Pikanterii całej sprawie nadaje fakt, że jeden z dyrektorów Mety jest członkiem rady doradzającej ministrowi w sprawie cyfryzacji i internetu w Polsce. Tak grzmiał dwa tygodnie temu minister Krzysztof Gawkowski:
Korporacja Meta, powszechnie znana jako Facebook musi zrozumieć jedno: nie jest ponad prawem!
Przypadek Rafała Brzoski pokazał, jak działa dziś biznesowy model platform społecznościowych: ktoś wykorzystuje cudzy wizerunek do oszustwa, Meta emituje reklamę, zarabia na niej, a odpowiedzialność próbuje przerzucić na anonimowego reklamodawcę. A dodatkowo kiedy ofiara, której wizerunek służy do okradania ludzi, zaczyna o tym głośno mówić, Meta po prostu ją blokuje. To cenzura w najczarniejszym wydaniu.
To nie jest spór jednego przedsiębiorcy z globalną korporacją. To sprawa bezpieczeństwa milionów Polaków, którzy mogą stracić oszczędności przez oszukańcze reklamy, deepfake’i i fałszywe inwestycje. Meta ma pieniądze, technologię i możliwości, żeby skutecznie zatrzymywać takie treści. Ma też obowiązek to robić.
Nie ma zgody na to, żeby na oszustwach zarabiały platformy, a rachunek płacili ich użytkownicy. Żądam od Mety realnych działań, a nie kolejnych deklaracji. Polska będzie egzekwować odpowiedzialność wielkich platform za bezpieczeństwo swoich użytkowników.
Meta została wezwana do złożenia wyjaśnień. Zrobiła to, ale w taki sposób, że można powiedzieć, że minister został opluty. Oburzył się, ale z tego wiem - członek Mety nadal siedzi w Radzie ds. Cyfryzacji, ale najwidoczniej może ma jakieś wyjątkowe skille, że szkoda się go pozbywać.
Minister zapowiedział, że tym razem nie przepuści i wiecie co? Dotrzymał słowa.
Ministerstwo rząda kary dla Mety w kwocie miliarda euro
Minister Gawkowski opublikował pismo, które wysłał do Komisji Europejskiej:
Platformy cyfrowe muszą ponosić pełną odpowiedzialność za swoje działania i dlatego zawnioskowałem o nałożenie na Metę kary w wysokości miliarda złotych.
Po analizie materiałów, w tym tych otrzymanych od Meta, a także kolejnych doniesień medialnych o braku kontroli nad publikowanymi treściami, wysłałem właśnie do Komisji Europejskiej formalny wniosek o ukaranie platformy kwotą 250 mln euro. Bezczynność i nieskuteczność w zwalczaniu szkodliwych dla Polaków reklam i oszukańczych treści nie będzie tolerowana. Oczekuję, że Komisja Europejska szybko przeprowadzi postępowanie i nałoży karę. Dowodów jest aż nadto.
Wzywam dodatkowo Metę do natychmiastowego wprowadzenia skutecznych narzędzi eliminujących scam, fałszywe reklamy i promowanie nielegalnych aplikacji. Ten dziki zachód na platformie musi się skończyć.
Unijne przepisy DSA pozwalają na nakładanie kar dla cyfrowych gigantów, którzy migają się od swoich obowiązków. Szkopuł w tym, że to dopiero pierwszy krok unijnej machiny. Teraz Komisje Europejska będzie musiała przeanalizować dowody presłane przez rząd, wziąć pod uwagę wyjaśnienia Mety i rozpocząć żmudny proces nakładania kary. Prawnicy obsługujący Meta już płaczą ze szczęścia, bo wiedzą, że to okazja do dużego zarobku. Czy coś się uda? Pożyjemy i zobaczymy, ale nie nastawiajcie się na szybkie rozstrzygnięcia.
Na początku 2026 r. Komisja Europejska na podstawie przepisów DSA nałożyła karę na platformę X w wysokości 120 mln euro. Postępowanie trwało od 2023 r. Dlatego nie liczcie na szybkie rozstrzygnięcia, bo to złożony proces. Przez ten czas Meta zdąży wyemitować reklamy o wartości budżetu średniej wielkości państwa.
Oczywiście Mark Zuckerberg na pewno się tym przejmie. W końcu przed chwilą kupił gotycki zamek za jakieś 130 mln zł, a parę miesięcy temu rezydencją za 800 mln zł. miliard złotych kary to jak splunąć, ale może to zapowiedź większych zmian. Zmian, które w końcu nałożą na Big Techy odpowiedzialność za treści, które się pojawiają na ich platformach.
PS: szacuje się, że przychód Mety z emisji scamerskich reklam to kilkanaście procent, czyli około 16-20 mld euro. Matematykę zostawiam wam.
Dziennikarz działu Technologie, w Grupie Spider’s Web od 2019 r. Pierwsze kroki w internetowych redakcjach stawiał w Bezprawniku, skąd trafił do redakcji Autobloga, a od października 2022 r. publikuje również w dziale Tech. Lubi smartfony, tablety, ale i nie przepuści ciekawemu sprzętowi AGD. Od zawsze wierny zielonemu robotowi Androida, ale gdy trzeba, to z ciekawości zajrzy do sadu Apple, by wyjść stamtąd wstrząśnięty. Poza technologiami interesuje się motoryzacją, a przez wpływ redaktora Baryckiego także jazdą na rowerze.