Nie wierz w jedne słuchawki do wszystkiego. Jest lepszy sposób
Jedne słuchawki, które sprawdzą się w każdych warunkach i każdej sytuacji? Brzmi kusząco i przez lata myślałem, że takie poszukiwania mają sens. Okazało się jednak, że do pełni słuchawkowego szczęścia prowadzi zupełnie inna droga.

Ta droga to znalezienie słuchawek, które perfekcyjnie nadają się do konkretnych sytuacji, które najczęściej pojawiają się w naszym życiu. I w zależności od potrzeb, wybór tej pary, która najlepiej sprosta temu, co na nas czeka.
Przykłady? Proszę bardzo.
Po te słuchawki sięgam absolutnie najczęściej
Przez długie lata - twardo twierdząc, że jedne słuchawki wystarczą do wszystkiego - wzbraniałem się przed pełnowymiarowymi słuchawkami nausznymi, zakładając, że klasyczne TWS wystarczą do wszystkiego. To był błąd.
Obecnie właściwie nie ma dnia, kiedy przez większość czasu nie korzystałbym ze słuchawek Baseus Inspire XH1, czyli właśnie tego typu sprzętu. I nie ma znaczenia, czy siadam właśnie do pracy przed komputerem, zalegam na kanapie po pracy czy wsiadam do samolotu, żeby polecieć na kolejną konferencję. Te słuchawki stały się w większości przypadków moim podstawowym wyborem i to nie tylko dlatego, że właściwie nie da się ich rozładować.
Powód? Po pierwsze - trudno o skuteczniejszy sposób na odcięcie się od świata i zanurzenie w muzyce czy podcaście, niż właśnie przez szczelne otulenie naszych uszu sporymi, wygodnymi nausznikami. Zakładam XH1 i mogę absolutnie skupić się na dźwiękach, które się z nich dobywają - nie ma znaczenia, czy robię to w zaciszu domowego biura, na lotnisku czy w samolocie - zresztą adaptacyjne ANC samo ustala, jak dużo wyciszenia potrzebuję. Dużo łatwiej się tak i pracuje, i odpoczywa.
Po drugie - taki format słuchawek jest dla mnie po prostu najwygodniejszy. W Baseus Inspire XH1 potrafię spędzić bez przerwy kilka godzin, nie czując najmniejszego dyskomfortu czy presji na uszach.
I wreszcie po trzecie - to są słuchawki, w których po prostu najbardziej lubię słuchać muzyki, jeśli chodzi o jej jakość. Trudno jest zmieścić w mniejszych słuchawkach tak dobry bas, tak szeroką scenę, klarowność i separację. Swoje też robi tu współpraca z Bose, co można z jednej strony rozpoznać po oznaczeniu Sound by Bose na opakowaniu, a z drugiej - po po prostu świetnym brzmieniu, wykraczającym poza to, co mogłaby sugerować cena.
Tego po prostu chce się słuchać i jeśli mam warunki, to do posłuchania muzyki sięgnę właśnie po Baseus Inspire XH1.
Aczkolwiek - te warunki nie zawsze występują.
Siłownia albo dzień poza domem? Sięgam po te słuchawki.
Przy moim całym entuzjazmie w stosunku do Inspire XH1 - nie zawsze jest to mój domyślny wybór. Czasem wiem, że nie będę miał gdzie schować tak dużych słuchawek (nawet mimo tego, że się składają i mają w zestawie bardzo dobre etui). Czasem też wiem, że wolałbym coś mniejszego, bo na przykład ćwiczenie na siłowni z dużymi słuchawkami nausznymi jakoś nie jest czymś, co preferuję.
I wtedy Baseus Inspire XH1 - chociaż wiem, że tylko przejściowo - trafiają na szafkę, a ja sięgam po Baseus Inspire XP1. Są malutkie, ekstremalnie lekkie, a kiedy je zdejmę - razem z całym etui zmieszczą się w kieszeni spodni.
Jednocześnie Inspire XP1 dają mi wciąż dużą część tego, co większe Inspire XH1, wliczając w to bardzo dobre ANC i pasywną izolację od hałasów otoczenia (choć realizowaną w inny sposób), dźwięk dopracowany przy współpracy z Bose (o czym świadczy oznaczenie Sound by Bose) i przy okazji - bardzo dobrą jakość mikrofonów.
Nie wspominając już o tym, że trzymają się w uszach niesamowicie dobrze, więc nie ma znaczenia, czy akurat biegnę na autobus czy robię coś bardzo dziwnego na domowej siłownie - Inspire XP1 zawsze zostają na swoim miejscu.
Baseus Inspire XP1 są więc moim domyślnym wyborem wtedy, kiedy rozmiar słuchawek ma kluczowe znaczenie albo na przykład wtedy, kiedy chcę przeprowadzić dłuższą rozmowę telefoniczną, a nie chcę trzymać telefonu cały czas w ręce.
Aczkolwiek i Baseus Inspire XP1 nie są ostatecznym rozwiązaniem w każdej sytuacji. O ile bowiem świetna pasywna i aktywna izolacja od dźwięków otoczenia w większości przypadków jest zaletą, tak w niektórych sytuacjach chciałbym... czegoś zupełnie odwrotnego.
Wyjście na rower? Wybór jest jeden.
Wychodząc na rower nie mogę sobie - niestety - pozwolić na to, żeby całkowicie odciąć się od świata zewnętrznego. Z drugiej strony - nie zamierzam też na ten czas rezygnować z dostępu do swojej ulubionej muzyki.
Rozwiązanie? Chowam słuchawki Baseus Inspire XP1 do etui i sięgam po Baseus Inspire XC1. Nazwa jest bardzo podobna - podobnie zresztą jak samo etui - ale cały pomysł na słuchawki jest zupełnie inny.
Zamiast klasycznych słuchawek TWS wkładanych do ucha, dostajemy tutaj słuchawki, które raczej nakładamy na małżowinę, jak niewielkie, niesamowicie wygodne klipsy. Efekt jest taki, że z jednej strony jesteśmy w stanie słuchać muzyki, a z drugiej - nie blokujemy dźwięków świata zewnętrznego przed docieraniem do naszych uszu. W skrócie: zyskujemy dokładnie to, czego moglibyśmy oczekiwać podczas jazdy rowerem, biegania czy na przykład pieszych wędrówek.
Tym, co przy tym trudno wyrazić w specyfikacji, są dwie kwestie, które w trakcie takich aktywności mają największe znaczenie. Po pierwsze - Baseus Inspire XC1 trzymają się ucha tak pewnie, jak to tylko możliwe. Nie ma większego znaczenia, czy wybieramy się na rower czy na bieganie - będą się trzymać na swoim miejscu.
Po drugie - mimo tego solidnego mocowania do ucha, całość jest zaskakująco wręcz wygodna. Po krótkim przyzwyczajeniu się do noszenia ich, można właściwie zapomnieć, że mamy je na uszach.
Sucha specyfikacja nie zdradzi też jeszcze jednej rzeczy. Jak na słuchawki tego typu, dostajemy tutaj wyjątkowo dobry bas. Co - biorąc pod uwagę moje zastosowanie sportowo-treningowe - jest niesamowicie miłym dodatkiem.
Oznaczenie Sound by Bose też nie trafiło tutaj bez powodu, więc nawet jeśli ktoś nie szuka słuchawek do sportu, ale chce mieć słuchawki, które pozwolą mu słyszeć, co dzieje się dookoła - też będzie zadowolony.
A jeśli ktoś - jak ja - szuka słuchawek do sportu, to zaglądają w specyfikację ucieszy go jeszcze jedna rzecz. Mianowicie - te słuchawki spełniają normę IP66, więc czy złapie nas deszcz, czy zaleje treningowy pot - nie ma się o co martwić.
Czy trzeba mieć wszystkie trzy zestawy, żeby być zadowolonym?
Oczywiście, że nie, bo i każdy ma w życiu inne potrzeby i robi inne rzeczy. Aczkolwiek - dla mnie takie trio jest optymalne, jeśli chodzi o zaspokojenie moich słuchawkowych potrzeb na każdym etapie dnia i tygodnia.
Na co dzień i na dłuższe podróże? Bardzo dobrze grające, odcinające mnie od świata zewnętrznego i otulające dźwiękiem Baseus Inspire XH1, które dodatkowo oferują fantastyczny czas na jednym ładowaniu.
Szybkie wyjście z domu, siłownia albo przypadki, kiedy wiem, że nie będę miał gdzie schować większych słuchawek? Douszne Baseus Inspire XP1, które i grają bardzo dobrze i do tego są zdecydowanie bardziej kompaktowe i dyskretne.
A kiedy przyjdzie w końcu czas, żeby wyjść na rower - wtedy wiadomo, Baseus Inspire XC1, żeby słyszeć nie tylko muzykę, ale i to, co dzieje się dookoła mnie.
Nie ma więc powodu, żeby szukać jednych słuchawek, które nadadzą się absolutnie do wszystkiego - bo i takie nie istnieją. Lepiej poszukać słuchawek, które zrobią jedną rzecz - ale za to najlepiej, jak się da.
Redaktor prowadzący Spider’s Web i Autobloga. Od 2008 r. nieprzerwanie publikujący w serwisach internetowych, a od 15 lat związany z Grupą Spider’s Web. Regularnie pisze o tym, co go fascynuje - o smart domu, zegarkach sportowych, motoryzacji i… rowerach. A że przy okazji uwielbia porządek, jeśli w redakcji pojawi się odkurzacz albo robot koszący do przetestowania, trafi właśnie do niego. Do tej pory napisał setki recenzji i - uwaga - większość sprzętów, które rekomendował, później sam sobie kupił.





