REKLAMA

Kląłem na nasz Alert RCB. Przestałem, gdy zobaczyłem, czym spamują za granicą

Systemy powiadamiania RCB w Polsce i na świecie wysyłają coraz więcej błahych wiadomości. Ale myślisz, że to coś naszego, polskiego? Wręcz przeciwnie. U naszych europejskich sąsiadów jest gorzej.

RCB w Polsce to żart. Reszta świata nie lepsza

Siedzisz spokojnie, a telefon wibruje i emituje dźwięk sugerujący początek inwazji obcych. Spoglądasz na ekran i widzisz komunikat Rządowego Centrum Bezpieczeństwa przypominający o zabraniu parasola i nieparkowaniu pod drzewem. 

W Polsce obywatele przywykli do faktu, że system stworzony do informowania o realnym zagrożeniu życia regularnie pełni funkcję pogodynki lub przypomina o udziale w kampaniach profrekwencyjnych. Skutek takich działań pozostaje łatwy do przewidzenia. Otrzymując wiadomość ratunkową, mało kto odczuwa strach, a dominującą emocją staje się... irytacja.

Polski mechanizm powiadamiania od dłuższego czasu stanowi obiekt internetowych żartów, memów i krytyki. Główny zarzut dotyczy nadużywania tego krytycznego narzędzia.

Zamiast informacji o sprawach wagi państwowej, telefony wyświetlają ostrzeżenia o umiarkowanym wietrze, lokalnych podtopieniach znanych z prognoz pogody czy o konieczności głosowania w wyborach prezydenckich przez osoby spędzające czas na wakacjach. Obywatele narzekają na zepsucie systemu i obracanie go w żart, jednak spojrzenie za granicę udowadnia, że rządy innych państw idą w kwestii spamowania obywateli o krok dalej.

Korea Południowa: alerty o utrudnieniach w metrze

Dobrym punktem odniesienia jest wpis użytkowniczki Kaś, opublikowany w X (dawniej Twitter). 

Podzieliła się ona zrzutem ekranu ze swojego telefonu, dodając wymowny komentarz sugerujący, że polskie RCB nie wypada wcale najgorzej na tle świata.

Grafika przedstawia widok z telefonu w Korei Południowej. W sekcji ostrzeżeń przed zagrożeniami, opatrzonej charakterystyczną ikoną, widnieją cztery komunikaty wysłane w ciągu zaledwie kilkudziesięciu minut. 

Choć wyglądają one jak zwiastun wojny nuklearnej, ich tłumaczenie ujawnia prozaiczną treść:

  • Problem komunikacyjny: alerty informują o protestach organizacji walczących o prawa osób z niepełnosprawnościami na stacjach seulskiego metra.
  • Lokalizacja utrudnień: komunikaty precyzują, że incydenty dotyczą stacji Noryangjin (linia 1) oraz Hyehwa (linia 4).
  • Skutki dla pasażerów: państwowy system ostrzegania donosi, że pociągi będą przejeżdżać przez te stacje bez zatrzymywania się.

Używanie krytycznej infrastruktury, mającej budzić obywateli w środku nocy w razie trzęsienia ziemi, do informowania o zmianach w rozkładzie jazdy całkowicie obniża powagę całego przedsięwzięcia. Fajne bezpieczeństwo publiczne.

Jesteśmy zmęczeni alertami

Opisywane zjawisko ignorowania powiadomień posiada naukową definicję. Tak, dzisiaj idziemy w tym kierunku. 

Chodzi o termin alert fatigue, co tłumaczy się na nasze jako zmęczenie alertami. Występuje ono w sytuacji przebodźcowania organizmu dużą liczbą powiadomień, z których większość ma niski priorytet lub stanowi fałszywy alarm.

Działanie tego mechanizmu widać wyraźnie w szpitalach, gdzie przebodźcowany personel pielęgniarski i lekarski podświadomie ignoruje ciągłe pikanie monitorów funkcji życiowych. Podobny proces zachodzi w przypadku naszych telefonów komórkowych. Mózg adaptuje się do bodźców, analizując częstotliwość występowania realnego zagrożenia.

Skuteczny system ostrzegania opiera się na prostej osi. Powinien aktywować się wyłącznie w sytuacjach poważnego ryzyka, takich jak powódź, uwolnienie toksycznych substancji, atak terrorystyczny czy ekstremalny huragan. 

Odbiorca musi wiedzieć, że sprawa jest śmiertelnie poważna. Po drugiej stronie tej osi system zamienia się w niechciany spam, przejmując rolę miejskiego rzecznika prasowego.

Błędy ludzkie i paraliż od Hawajów po Japonię

Jeśli sądzisz, że wysyłanie komunikatów o korkach czy mżawce to szczyt problemu, przykłady z innych państw pokazują, jak niebezpieczne bywa nieprzemyślane lub omylne zarządzanie systemami powiadamiania:

  • Hawaje i widmo rakiety nuklearnej: w 2018 r. mieszkańcy Hawajów otrzymali na swoje telefony przerażający komunikat: Zagrożenie pociskiem balistycznym zmierzającym w stronę Hawajów. Szukaj schronienia. To nie są ćwiczenia. Wybuchła panika, ludzie żegnali się z bliskimi, a sprostowanie wysłano dopiero po 38 minutach. Okazało się, że pracownik podczas porannej zmiany kliknął złą opcję w rozwijanym menu komputera.
  • Japonia i fałszywy alarm nuklearny: japoński system J-Alert uchodzi za jeden z najbardziej zaawansowanych na świecie. Jednak w 2018 r, japońska telewizja publiczna NHK pomyłkowo wysłała na telefony informację o wystrzeleniu rakiety przez Koreę Północną i nakazie natychmiastowej ewakuacji. 

Od mżawki w Hiszpanii po świętowanie w Holandii

Z drugą stroną medalu - czyli sprowadzaniem systemów alarmowych do roli codziennego spamu - boleśnie zderzyli się mieszkańcy Europy Zachodniej.

System ES-Alert w Katalonii, obsługiwany przez organizację Protecció Civil, borykał się z problemem nadmiernej zachowawczości. Telefony emitowały głośne dźwięki, ostrzegając przed ekstremalnymi, zagrażającymi życiu ulewami i zachęcając mieszkańców do niewychodzenia z domów. 

Po tych komunikatach z chmur spadała zazwyczaj jedynie lekka mżawka. Seria fałszywych alarmów pogodowych sprawiła, że mieszkańcy Barcelony zaczęli masowo przeszukiwać ustawienia smartfonów, wyłączając powiadomienia ratunkowe.

Jeszcze bardziej absurdalny przykład nadszedł z Holandii w maju 2019 r. Drużyna Ajaxu Amsterdam świętowała zdobycie mistrzostwa i krajowego pucharu, co przyciągnęło na plac Museumplein około 100 tysięcy kibiców. 

Władze miasta, obserwując gęstniejący tłum na ulicach, wykorzystały system NL-Alert - narodowy odpowiednik RCB zaprojektowany do ostrzegania o pożarach i skażeniach chemicznych.

Wysłana wiadomość zawierała informację o przepełnionym placu oraz prośbę o nieprzyjeżdżanie do miasta i świętowanie w domach. Wykorzystanie najwyższego stopnia alarmu państwowego jako narzędzia do rozładowania korków obnażyło słabość procedur decyzyjnych.

Narzędzie ostateczne, a nie miejski newsletter

Przykłady z Polski, Korei Południowej, Hiszpanii oraz Holandii prowadzą do jednego, bardzo prostego wniosku: systemy powiadamiania ratunkowego zachowują swoją moc wyłącznie wtedy, gdy stanowią narzędzia ostateczne. Ich siła opiera się na rzadkim używaniu w ściśle określonych, krytycznych sytuacjach. Narzędzie przeznaczone do informowania o wszystkim w efekcie nie służy do niczego.

Zamiana ratunkowej syreny alarmowej w codzienny newsletter gwarantuje, że ludzie przestaną jej słuchać. Kiedy nadejdzie moment zagrożenia, poirytowany obywatel odrzuci komunikat, zakładając, że władze ponownie ostrzegają przed zakorkowanym miastem. Albo wygraną zespołu piłkarskiego.

Oliwier Nytko
Redaktor

Dziennikarz Spider's Web, redaktor działu technologie i nauka oraz twórca krótkich treści wideo na platformach TikTok, Reels oraz YouTube Shorts. W 2016 roku rozpoczął swoją karierę na growym portalu How2Play.pl. W 2020 roku dołączył do zespołu tworzącego i rozwijającego jeden z największych serwisów dla Generacji Z w Polsce - Vibez.pl, gdzie był częścią zespołu redakcyjnego. Tam zajmował się pisaniem newsów, produkcją krótkich filmów oraz przeprowadzaniem interwencji dziennikarskich. Z wykształcenia związany z ekonomią, ale interesuje się niemal wszystkim - od najnowszych filmów z uniwersum Marvela (#toteżkino), poprzez dramy ze świata influencerów, aż po jakikolwiek temat, który ma w sobie odrobinę technologii.