Niszczenie butelek "dla spokoju pod oknem". Co za absurdalne wytłumaczenie
Psucie butelek i puszek poprzez zamazywanie bądź zdrapywanie kodu kreskowego było głupim internetowym żartem, wymierzonym w zwolenników systemu kaucyjnego. Wygląda na to, że takie działanie wyewoluowało i dorobiło się bardzo wątpliwego usprawiedliwienia.

Kaucyjni chuligani chwalili się swoimi dokonaniami w sieci. Filmiki prezentujące niszczenie butelek i puszek kaucyjnych zalały media społecznościowe.
Po co to robią? Niektórzy lubią mieć wrażenie, że podpalają świat, choć tak naprawdę sami sobie wystawiają świadectwo. Cóż, nie pierwszy raz ktoś uznaje, że działanie komuś na złość jest świetną zabawą. Szkoda, że najpewniej nie jest to ostatni raz - pisaliśmy na Spider's Web.
Okazuje się, że może chodzić nie tylko o uprzykrzanie komuś życia przy jednoczesnym marnowaniu pieniędzy i surowców. Jak informuje portal trojmiasto.pl, "zjawisko celowej dewastacji opakowań zwrotnych staje się coraz bardziej widoczne na trójmiejskich osiedlach".
Niektórzy w ten sposób wyrażają swój bunt wobec nowych przepisów. Inni przekonują, że tak… dbają o porządek
Portal cytuje jednego z mieszkańców Gdańska, który zwraca uwagę na osoby poszukujące w kontenerach kaucyjnych opakowań. Niszczenie butelek i puszek ma zniechęcić do wyszukiwania odpadów, za które ktoś mógłby zgarnąć pieniądze.
Kiedy wyrzucam butelkę do kosza, zrywam z niej etykietę. Wolę mieć pewność, że nikt na tym nie zarobi, a pod blokiem będzie względny spokój - tłumaczy.
Serwis informuje, że według niektórych mieszkańców Trójmiasta wprowadzenie kaucji nasiliło problem "grabieży' śmietników". Osoby chcące zarobić nie przejmują się ponoć porządkiem i wysypują zawartość na chodnik.
Jeśli rzeczywiście taki proceder istnieje, to przecież niszczenie butelek i puszek wcale temu nie zapobiega. Skąd osoba polująca na opakowania ma wiedzieć, że trafi na zadrapany kod? Teoretycznie zerwanie etykiety lub zgniecenie puszki jest wyraźną sugestią, ale jeżeli opakowanie nie jest od razu widoczne, to i tak ktoś może dać się nabrać.
Nie wiem, co jest gorsze - psucie opakowań dla zabawy, czy usprawiedliwianie procederu tak głupim argumentem
Wydaje się, że raczej to drugie, bo od głupoty gorsze jest szkodliwe działanie przykrywane szczytnym celem.
A rozwiązanie jest bardzo proste. Wystarczyłoby wyposażyć śmietniki i kontenery w półki, na których można byłoby stawiać butelki czy puszki. Nie każdy wyrzuca opakowania z kaucją ze złośliwości czy w formie buntu. Czasami rzeczywiście nie ma co zrobić z małym opakowaniem, a trzeba się go szybko pozbyć. W przyszłości może nie będzie to aż tak duże utrudnienie, bo zwiększy się liczba butelkomatów. Na razie jednak jedynym wyjściem jest kosz.
- Montaż półek na odpady kaucjonowane może przynieść miastu wiele korzyści — m.in. ograniczyć zjawisko wygrzebywania śmieci z ulicznych koszy przez osoby w trudnej sytuacji życiowej. Odpady pozostawione na półkach będą dla nich łatwo dostępne - przekonywała Akcja Miasto.
Mam nadzieję, że doczekamy się podobnych rozwiązań w polskich miastach.
„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.