Stara klima też może być smart. Wystarczy krążek za śmieszne pieniądze
Masz klimatyzację, która chłodzi świetnie, ale nie ma Wi-Fi? Nie musisz kupować drogiego modułu od producenta. Jak obejść system za kilkadziesiąt złotych?

Nie każda klimatyzacja ma na pokładzie moduł Wi-Fi, dopieszczoną aplikację i bajerancką integrację ze smart home. Jasne, nowe modele rzucają powiadomieniami na lewo i prawo, ale w wielu polskich domach wiszą sprawdzone, kilkuletnie jednostki, które technologicznie zostały trochę w epoce kamienia łupanego. Mają jednak coś znacznie ważniejszego: zwykłego pilota na podczerwień. I wiecie co? Skoro klimatyzator da się włączyć z pilota, to da się go też odpalić małym kontrolerem IR podpiętym do sieci. Kosztuje grosze, działa ze smartfonem i potrafi zrobić ze starego grata urządzenie sterowane z drugiego końca miasta. Z jednym, drobnym haczykiem.
To jest tekst dla wszystkich tych, którzy wracają w lipcu do mieszkania nagrzanego do 30°C i przez pierwsze pół godziny siedzą przed wiatrakiem, czekając, aż klima łaskawie zbije temperaturę.
Stara klima wcale nie musi być głupia
Masz na ścianie klimatyzator, który chłodzi jak zły. Kompresor buczy, lodowate powietrze wieje, wszystko działa, ale brakuje ci tej jednej, szalenie ważnej rzeczy: nie sprawdzisz jej z poziomu telefonu, nie odpalisz zdalnie z biura, nie ustawisz sensownego harmonogramu bez ręcznego stukania w plastikowego pilota z wyblakłym wyświetlaczem.
Myślisz: jedyną drogą jest dokupienie oficjalnego modułu Wi-Fi od producenta (co potrafi kosztować od 300 zł do absurdalnych kwot rzędu tysiąca złotych, o ile do twojego modelu w ogóle to jeszcze produkują) albo wymiana całej jednostki. Bzdura. Jeśli twoje urządzenie reaguje na fizycznego pilota IR (na podczerwień), da się ten system skutecznie obejść.
Nie musisz rozbierać klimatyzatora, ciąć kabli ani zgadywać ukrytych protokołów producenta. Kupujesz za ok. 40-50 zł mały, plastikowy krążek (często nazywany uniwersalnym pilotem IR). To małe pudełko łączysz ze swoim domowym routerem. Od tego momentu z poziomu aplikacji (najczęściej darmowej Tuya lub Smart Life) wysyłasz polecenie: włącz chłodzenie, ustaw 22°C, zmień moc nawiewu. Tego rodzaju urządzeń jest wiele na rynku. Ja zaopatrzyłem się dokładnie w ten model.
Kontroler zamienia twój klik w aplikacji na sygnał podczerwieni i najzwyczajniej w świecie strzela nim w stronę klimatyzatora. Oprogramowanie ma wbudowane bazy danych – klikasz quick match, wybierasz markę i sprawdzasz, na które wirtualne przyciski reaguje twój sprzęt. A jeśli masz wynalazek nieznanej firmy krzak? Żaden problem. Używasz funkcji learn match, celujesz starym pilotem w kontroler, naciskasz guzik, a sprytne pudełko uczy się jego sygnału.
To nie jest moduł Wi-Fi do klimatyzatora. To pilot z internetem
Ten gadżet nie zmienia oczywiście elektroniki twojego klimatyzatora. On nie daje pełnego, dwukierunkowego połączenia. Taki sterownik to tak naprawdę niewidzialny, głupiutki asystent, który po prostu naciska guziki na wirtualnym pilocie. Komunikacja jest więc jednokierunkowa. Aplikacja w twoim smartfonie może pokazywać, że klima jest włączona na 21°C i mrozi salon, chociaż tak nie będzie. Dlaczego? Bo taką komendę wysłałeś kilka godzin temu, ale jeśli w międzyczasie twoja partnerka wzięła do ręki tradycyjnego, fizycznego pilota i wyłączyła urządzenie, aplikacja się o tym nie dowie. To nie jest inteligentny klimatyzator z zaawansowaną diagnostyką. To tylko i aż inteligentny palec wysyłający kody IR w przestrzeń.
Mimo tego ułomnego, jednokierunkowego połączenia, sprzęt odmienia życie w upały. Wychodzisz z roboty. Słońce praży. Wiesz, że w salonie masz duszny piekarnik. Wyciągasz telefon na przystanku tramwajowym, odpalasz appkę i klikasz ON. Zanim wejdziesz do domu, mieszkanie jest już przyjemnie wychłodzone.
Leżysz w łóżku pod kołdrą, robi się za zimno, a pilot leży na komodzie na drugim końcu pokoju? Nie musisz wstawać. Wyciągasz smartfon i wyłączasz nawiew. Ustawiasz prosty harmonogram na konkretne godziny. Oczywiście, żeby to miało ręce i nogi, musisz wprowadzić w domu jedną żelazną zasadę: stary, plastikowy pilot ląduje w szufladzie, żeby fizycznymi kliknięciami nie rozsynchronizować stanu w aplikacji.
Sceny, automatyzacje i smart home po taniości, ale są pewne ograniczenia
Zabawa robi się jeszcze lepsza, gdy połączysz ten moduł z resztą ekosystemu, np. Tuya/Smart Life czy asystentami głosowymi pokroju Google Assistant lub Amazon Alexa. Możesz spiąć to z tanim czujnikiem temperatury i tworzyć tzw. sceny:
- Włącz klimatyzację, jeśli czujnik w salonie zanotuje ponad 26°C.
- Zmień tryb na wyższą temperaturę o 2:00 w nocy, żeby nie zmarznąć.
- Sparuj z Google Home i rzuć w eter: Hej Google, włącz chłodzenie.
Ograniczenia techniczne takiego sprzętu są jednak bezlitosne. IR to nie fale radiowe Wi-Fi. Sygnał podczerwieni nie przechodzi przez ściany, a i z odbijaniem się od mebli bywa różnie. Jeśli postawisz kontroler za gigantyczną donicą z monsterą, wrzucisz go do zamykanej szafki pod telewizorem albo ukryjesz za grubą zasłoną, to całe to sterowanie trafi szlag. Pomoc techniczna apek jasno wskazuje: urządzenie musi mieć optyczną widoczność z klimatyzatorem. Najlepiej postawić mały krążek gdzieś na szafce RTV albo na regale w tym samym pomieszczeniu, w którym wisi jednostka wewnętrzna.
Wi-Fi 2,4 GHz, czyli klasyka chińskiego IoT
Konfiguracja zazwyczaj zajmuje kilka minut, ale potrafi też zirytować. Jak większość tanich zabawek smart home, te kontrolery dogadują się wyłącznie z sieciami Wi-Fi 2,4 GHz. Jeśli masz nowoczesny router, który agresywnie forsuje pasmo 5 GHz na jednej, połączonej nazwie sieci (tzw. Band Steering), pierwsze parowanie modułu z telefonem może wymagać trochę gimnastyki w ustawieniach routera. Kto miał do czynienia z żarówkami z dyskontu lub tanimi gniazdkami smart, ten wie, o co mi chodzi.
Kiedy to ma sens, a kiedy będziesz rzucać telefonem o ścianę?
Kupuj w ciemno, jeśli:
- Twoja obecna klima działa ze zwykłego pilota IR.
- Pilot ma standardowe, proste funkcje (temperatura, moc wentylatora, swing).
- Chcesz po prostu wejść do zimnego domu po pracy i ustawiać timer.
- Moduł będzie stał w tym samym pokoju, w zasięgu wzroku jednostki naściennej.
- Szkoda ci kilkuset złotych na dedykowane rozwiązanie producenta, które bywa gorsze niż aplikacje zewnętrzne.
Odpuść temat, jeśli:
- Potrzebujesz absolutnie żelaznego potwierdzenia, że klima się włączyła (np. sterujesz temperaturą dla zwierzaka pozostawionego w domu). No chyba, że połączysz go z tego rodzaju termometrem.
- W domu mieszka kilka osób i każdy namiętnie operuje fizycznym pilotem. Aplikacja zgłupieje i będzie pokazywać bzdury.
- Oczekujesz zaawansowanej diagnostyki serwisowej, kodu błędów i informacji o zużyciu prądu w watach.
Najtańszy upgrade starej klimatyzacji
Nie ma cudów. Tani, uniwersalny nadajnik IR z Allegro nie zrobi z kilkunastoletniego grata urządzenia klasy premium. Nie przeniknie przez ściany i nie uratuje cię, jeśli masz gigantyczny bałagan z sygnałami domowymi.
Jednak prawda jest taka, że za ok. 40-50 złotych kupujesz piekielnie sprytne obejście systemu. Dostajesz pomost między nowoczesnym smartfonem a starą, dobrą sprężarką. Dla większości użytkowników to zupełnie wystarczy, żeby zyskać 80 proc. wygody za zaledwie 5 proc. ceny oficjalnych rozwiązań.
Przeczytaj także:
Czasem nowoczesny smart home wcale nie musi zaczynać się od wyrzucenia sprzętu za tysiące złotych na śmietnik. Czasem zaczyna się od małego krążka na stoliku, który po prostu bezczelnie udaje, że jest tobą wciskającym guziki na pilocie.
Redaktor Spider's Web specjalizujący się w tematyce naukowej. O nowych technologiach zaczął pisać w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później współtworzył treści dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.