REKLAMA

Kąpiele w Bałtyku na problemy z wodą. Jak trwoga, to do morza 

Nie masz wody w mieszkaniu, idź nad morze i się wykąp - okazuje się, że Bałtyk może być remedium na kryzys wodny. 

kryzys wodny
REKLAMA

W globalnej wiosce nawet problemy są te same. Nieważne, czy to Gotlandia, czy jedna z wielu polskich gmin - i tu, i tam z wodą jest podobny kłopot. Po prostu zaczyna jej brakować. 

Jak informuje PAP, w czerwcu spółka wodociągowa w Visby zdecydowała o prewencyjnym obniżeniu ciśnienia wody, a także zamknęła kilka ujęć na wyspie. Z niedoborem wody spowodowanym niskim poziomem wód powierzchniowych i gruntowych zmagają się również mieszkańcy Skanii na południu Szwecji. 

REKLAMA

Latem na Gotlandii zużycie wody z miejskiego ujęcia wzrasta o 30 proc. W tym roku problemy się pogłębiły ze względu na niewielkie opady wiosną i zimą. Skąd my to znamy, prawda? 

Dlatego też władze zachęcają mieszkańców i turystów, aby w ramach wodnych oszczędności kąpać się w… Bałtyku. Jedno morskie mycie pozwala zaoszczędzić od 60 do 90 litrów wody, bowiem właśnie tyle przeciętnie zużywa człowiek biorąc średniej długości prysznic. 

W największym mieście wyspy, Visby, w punkcie informacji turystycznej oraz w hotelach rozdawane są specjalne mydła przystosowane do kąpieli w słonej wodzie - zwykłe nie zadziałałoby w typowej morskiej wodzie. Środek zawiera olej kokosowy oraz miód i jest przyjazny dla środowiska - opisuje PAP. Same władze przekonują, że morska kąpiel to "fantastyczne przeżycie". 

REKLAMA

Jak trwoga, to do wody

W Polsce kąpieli czyszczących w Bałtyku w ramach oszczędności jeszcze (słowo klucz?) nikt nie zaleca, ale ostatnio również zastanawiano się, czy woda nie mogłaby rozwiązać naszych bolączek. Tyle że ta z rzeki. Podczas fali upałów przypomniano sobie, że dawniej kąpano się w Wiśle. Mało tego, przedwojenne czasopisma wręcz doradzały, że na upały dobra jest kąpiel w Wiśle przed pracą - jak swego czasu zwracała uwagę w rozmowie z PAP Zofia Rojek, kuratorka z Muzeum Warszawy. 

REKLAMA

W Krakowie zadano więc pytanie: skoro kiedyś się dało, to czemu nie teraz? 

REKLAMA

- Aktualnie wiślane plaże są zalane jak w przypadku zbiorników zaporowych na innych rzekach. Dochodzi do procesu zamulania i pogarszania się jakości wody - wyjaśniał portalowi lovekrakow.pl Paweł Chodkiewicz, strażnik rzek WWF.

Do tego mamy zrzuty ścieków z dopływów, jak również zasolonej wody z odwadnianych kopalń powyżej Krakowa. Plus jeszcze notoryczne zrzuty surowych ścieków z przelewów burzowych, oczyszczalni i nielegalnych przyłączy, do których dochodzi podczas każdego opadu deszczu, ale nie tylko (...) Nie wiem, czy ludzie chcieliby się kąpać w tonach odpadów kanalizacyjnych, zalegających od lat na dnie Wisły, takich jak chusteczki, prezerwatywy, tampony, podpaski itp. - stwierdził. 

Kąpiele w Wiśle nie są też możliwe w Warszawie, choć i w stolicy już wcześniej zastanawiano się, czy królowa polskich rzek nie mogłaby ulżyć mieszkańcom podczas fal upałów. 

Jest to na swój sposób symboliczne. Przez lata zaniedbuje się rzeki - ale też morza, jeziora i inne akweny - niespecjalnie o nie dba, a kiedy przychodzi co do czego i jesteśmy w trudnej sytuacji, to właśnie do rzek, jezior czy mórz zwracamy się z prośbą o ratunek.

REKLAMA

Niby to całkiem logiczne i naturalne, ale szkoda, że wcześniej nie udało nam się zadbać o wodę

I dlatego kiedy jej brakuje, to teraz morze musi być ratunkiem, jak w przypadku Gotlandii. Albo przez inne zaniedbania woda nie może nas wesprzeć, bo jest zbyt zanieczyszczona - jak Wisła, gdybyśmy chcieli się w niej kąpać, szukając schłodzenia w gorące dni. 

REKLAMA
Adam Bednarek
Redaktor

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA