REKLAMA

Nieudany eksperyment na mieszkańcach. Burzą osiedle, które nie miało prawa się udać 

W zasadzie trudno mówić, że eksperyment się nie udał, skoro zrealizowało się wszystko to, co musiało się stać - po prostu inny scenariusz niż porażka nie wchodził w grę. 

osiedle

Lata 90. Warszawa ma problem z kłopotliwymi lokatorami. Mieszkają na Śródmieściu i Pradze, nie płacą czynszu, słowem: nie wiadomo, co z nimi zrobić. Rodzi się pomysł, aby sprawiających trudności ulokować w jednym miejscu. W 1993 r. powstaje pierwszy blok z trzech. Rok później wprowadzają się mieszkańcy. 

Nawet ci, którzy nie dzielą włosa na czworo i nie doszukują się znaków tam gdzie nie trzeba, muszą wyraźnie odczytywać sygnał. Osiedle Dudziarska jest końcem świata. Odgrodzone torami, pozbawione komunikacji miejskiej. Jedyne sąsiedztwo to spalarnia śmieci i areszt śledczy. 

Trzy bloki pośród niczego. Nawet jeśli intencje projektantów były inne, to mieszkańcy nie mogli odczuwać tego inaczej: zostali zepchnięci na margines marginesu. Już nikt nie chce ich włączać do społeczeństwa, dawać szans, wskazywać drogę. Miasto nie wyciągnęło do nich ręki. Ta za to chwyciła za miotłę i spróbowała zamieść problem pod dywan. Osiedle Dudziarska to zobrazowanie tego porzekadła na żywym organizmie. 

Wszędzie jest daleko, wyjechać i wrócić trudno. Niby do Ronda Wiatraczna jest tylko 2 km, ale "trzeba objechać cały Grochów i cofać się aż do ulicy Marsa", pisał Stefan Gardawski na łamach Miasto Jest Nasze. Dopiero w 2007 r. do trzech bloków dojechał autobus, ale częstotliwość kursów i tak była niewielka. 

Wcześniej tłumaczono, że z dojazdem komunikacją miejską jest problem, bo drogi są dziurawe, więc autobus mógłby się popsuć

Komfort podróży i tak zresztą byłby niewielki - próbowano przekonywać, kompletnie nie rozumiejąc położenia mieszkańców. Nikt nie wziął pod uwagę tego, że w telepiącym autobusie może i by bujało, a sam pojazd jechałby wolno, ale za to byłoby bezpiecznie. Do tej pory osoby chcące skrócić przeprawy z i do osiedla musieli przechodzić przez tory. Zdarzały się śmiertelne wypadki. 

Standard mieszkań? Fatalny. Nie ma ciepłej wody, ogrzewania. Jakby bloki przy każdej okazji miały przypominać, że życie tam to nieformalna kara, a miasto spisuje lokatorów na straty. 

Jakby chciano się upewnić, ile złych pomysłów da się upchnąć w jednym projekcie. Skoro osiedle zamieszkane zostało przez tzw. trudnych mieszkańców - choć nie tylko tacy wprowadzali się do bloków, często byli to też emeryci lub po prostu osoby w trudnej sytuacji finansowej - to dla przeciwwagi spróbowano ściągnąć też policjantów. Stróże prawa i podejrzani - tak to mogło z boku wyglądać. Nowy, oddzielny świat, łudząco przypominający więzienie lub areszt. Policjanci szybko wyprowadzili się z lokali służbowych, co też musiało stanowić czytelny sygnał dla tych, którzy zostali.

Miasto niby obiecywało pomoc, ale działania były co najmniej dziwne. Jako że interwencji nie brakowało - z 30 w ciągu trzech miesięcy połowa dotyczyła zakłócania ciszy nocnej, picia alkoholu na podwórku czy awantur, pisała "Rzeczpospolita" w 2007 r. - na osiedlu stały patrol miała Straż Miejska. W 2007 r. teren wokół trzech bloków zaczął być również stale monitorowany przez kamery. Dla mieszkańców był to jeszcze jeden symbol.

Będziemy pod stałą kontrolą, jeszcze większą niż ci z zakładu karnego. A jesteśmy normalni, nic złego się tutaj nie dzieje - przekonywała mieszkanka osiedla. 

- Jesteśmy odsunięci od świata, a nie każdy na ten los zasłużył - w podobnym tonie mówił w rozmowie w programie "Uwaga" inny mieszkaniec osiedla. 

Dzieci z osiedla były stygmatyzowane. Nawet po latach byli mieszkańcy z niechęcią przyznawali, gdzie wcześniej żyli. Lepiej było im ten fakt ukrywać, wymazać z pamięci. 

W 2010 r. realizowany jest kolejny kontrowersyjny pomysł. Intencje niby są dobre. Osiedle odwiedzają artyści. Chcą tchnąć w okolicę nowe życie. Chciałoby się napisać, że ich celem miało być dodanie kolorytu, ale obrano zupełnie inną drogę. 

Na blokach powstać mają klasyczne dzieła sztuki. Pierwszy wybór to obraz Pieta Mondriana. Drugi: "Czarny kwadrat" Kazimierza Malewicza. I to właśnie ta praca wzbudziła wiele emocji. 

Żyjący na uboczu, z dala, będący czarnym punktem na mapie stolicy, w prezencie dostali czarny obraz na bloku. "Te czarne kwadraty to plama na naszym honorze. Mieszkamy w czarnej dziurze, po co nam jeszcze czarny kolor" - cytowała ich oburzenie warszawska "Wyborcza"

Karolina Malczyk-Rokicińska, ówczesna pełnomocniczka prezydent miasta ds. społecznych, przyznawała, że mieszkańcy sami nie chcą zmiany. Miało powstać boisko, ale wymagano włączenia się w projekt młodych. Ci odtrącili propozycję. 

A na Dudziarskiej każdy sobie rzepkę skrobie. Mieszkańcy chcą, żeby im zrobić remont, ale z siebie nie chcą wiele dać. A ci, którzy chcą, są przez resztę zastraszani - tłumaczyła stołecznej "Wyborczej". 

Ale też trudno było im się dziwić. Miasto niewiele im dawało, lekceważyło prośby, od samego początku wskazało im miejsce na uboczu. 

W 2015 r. w końcu pogodzono się z porażką i zdecydowano o likwidacji osiedla

Mimo to jeszcze w 2024 r. w blokach żyli dzicy lokatorzy. Władze dzielnicy przyznawały, że brakuje pieniędzy na rozbiórkę. 

Osiedle jednak wkrótce zniknie. Warszawska "Wyborcza" informuje, że prace rozbiórkowe wystartują lada dzień. Przetarg został już rozstrzygnięty, a cała procedura związana z wyburzeniem bloków pochłonie prawie 1,5 mln zł.

Co dalej? W kwietniowej rozmowie z Radiem Dla Ciebie rzecznik dzielnicy Praga Południe Michał Szweycer, przyznawał, że dokładnych planów jeszcze nie ma. 

Ten brak pośpiechu nie dziwi, a nawet łatwo go usprawiedliwić. To właśnie osiedle Dudziarska pokazało, że jedna fatalna decyzja może mieć opłakane skutki.

Zdjęcie główne: lukasz_wojcik / Shutterstock

Adam Bednarek
Redaktor

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.