Najładniejszy market w Polsce od środka. Kasy widzą towar, jest równo co do milimetra
Lidl otworzył z pompą 1000 market na terenie Polski. Miałem okazję przespacerować się po nowoczesnym obiekcie na dzień przed oficjalnym rozpoczęciem jego funkcjonowania i muszę przyznać: było tak idealnie, że aż nienaturalnie.

Rzodkiewki odwrócone ogonkami w jednym kierunku. Mrożonki ułożone tak równo, że można kłaść na nich tynk. Odzież poskładana w taką kosteczkę, iż domy mody mogą się uczyć. Spacerując pustymi alejami, czułem się jak Matriksie, gdzie symulacja jest nazbyt idealna. Absolutnie unikalne doświadczenie, któremu bliżej do parku rozrywki niż codziennych zakupów.
To jednak nie Matrix, a katowicki Nikiszowiec, na dzień przed otwarciem 1000 marketu znanej sieci.
Lidl otworzył w Polsce 1000 market i już planuje ekspansję do przynajmniej 1500 placówek. Z tej okazji mogłem zobaczyć, jak wygląda dyskont z odświeżonym, zmodernizowanym układem wnętrza. Firma postawiła w najstarszej dzielnicy Katowic prawdziwą pokazówkę, zdobiąc fasady klinkierem nawiązującym do charakterystycznej czerwonej cegły Nikiszowca. Nawet nikiszowska róża wyrosła na elewacji budynku.
Jako regularny klient Lidla, dostrzegłem kilka zmian względem mojego osiedlowego dyskontu. Strefa owoce-warzywa doczekała się wysokich regałów oraz lodówek. Kosze pełne urządzeń marek takich jak Parkside czy Silvercreft zostały silniej zintegrowane z ofertą sklepu internetowego. Przed marketem stanęły nawet namioty dedykowane każdej marce, umożliwiając przetestowanie narzędzi Parkside czy gadżetów kuchennych Silvercrest.
Nowy obiekt w Nikiszowcu został wyposażony w ekologiczne i energooszczędne rozwiązania, jak pompy ciepła, panele fotowoltaiczne, system odzysku ciepła z urządzeń chłodzących czy system rekuperacji. Z kolei na parkingu czeka na klientów ładowarka pojazdów elektrycznych.


Największe wrażenie robi jednak drobiazgowość, z jaką tysiące produktów wyłożono na sklepowe półki. Czułem się wręcz nieswojo
Produkty prezentowały się równo, jak od linijki, niczym na wojskowej paradzie. Zostały dokładnie ułożone bez miejsca na chaos i przypadek. Wszystko się zgadzało, nawet kierunek zielonych ogonków w pomidorach. Było tak równe i symetryczne, iż czułem się jak w Matriksie. Specyficzne uczucie hiperrzeczywistości Jeana Baudrillarda atakuje zmysły, serwując mieszankę zaintrygowania oraz podejrzliwości.
Szczerze? Lidl powinien zamienić takie doświadczenie w rasową atrakcję i kasować za bilety. Możliwość przespacerowania się po pustych alejach z idealnie równymi regałami, na których stoją idealnie równe produkty, jest atrakcją samą w sobie. Ma się wrażenie obcowania w alternatywnym wymiarze. Tylko w przeciwieństwie do tego ze Stringer Things, w Lidlowersum wszystko musi być czyściutkie i od linijki.
Oczywiście nienaturalny efekt wow zniknie wraz z pierwszą falą klientów. Dlatego cieszę się, że miałem możliwość przespacerować się w tak osobliwych okolicznościach. Zapamiętam to doświadczenie na dłużej.



Tysięczny market to także prezentacja technologii. Lidl pokazał kasy samoobsługowe nowej generacji
O nowych kasach Lidla pisał już dla was Adam Bednarek. Niestety, nie miałem możliwości ich przetestowania, podczas mojej wizyty system wciąż nie był aktywny. Za do przedstawiciel Lidla poświęcił mi nieco czasu, tłumacząc działanie nowego rozwiązania oraz zasadnicze różnice względem tego, co znamy z dotychczasowych kas automatycznych.
Główną nowością w nadchodzących kasach Scan & Go są kamery wbudowane w górną część urządzenia. Pod takim kątem, aby sensor nie widział twarzy klienta, a jedynie to, co wykłada z koszyka. Jeśli jest to produkt z kodem kreskowym/kodem QE, wszystko działa po staremu. Wiązka podczerwieni skanuje ciąg symboli, odnajduje produkt w bazie i dodaje go do rachunku. Ciekawiej robi się, gdy dany produkt kodu nie ma.
Przy pomocy kamery nowy typ kasy ma automatycznie rozpoznawać produkty bez kodów, jak owoce i warzywa na wagę albo pieczywo. Korzystając z uczenia maszynowego, urządzenie samo zaproponuje klientowi wskazanie konkretnego towaru, aby ten nie musiał go szukać na liście produktów. Przedstawiciel Lidla zaznaczył, że system wciąż uczy się rozpoznawać produkty, a im więcej zyska praktyki, tym skuteczniejszy będzie się stawał. Ciekawe, jak wypadnie w pierwszych dniach działania.
Mamy więc pewien postęp. Nowe kasy Lidla wciąż nie generują efektu wow jak sprytne urządzenia Decathlonu, ale mogą przyspieszyć proces kasowania. Kto wkurzał się, szukając konkretnego typu bułki na długiej liście pieczywa, ten zapewne doceni nowe rozwiązanie.



Więcej o Lidlu i wojnach dyskontów na Spider's Web:
Odpowiedzialny za gry wideo oraz akcesoria dla graczy. Pisze o interaktywnych przygodach od ponad dekady. Pracował w serwisach medialnych Agory, współtworzył największy e-zin o grach w Polsce, przyłożył rękę do tłumaczeń kilku gier na polski rynek. O grach wideo wypowiada się m.in. dla Telewizji Polskiej, TVN, Polskiego Radia czy Rzeczpospolitej. Szczególnie zafascynowany nowym układem sił na globalnym rynku gier, z rosnącą pozycją Chin oraz krajów Azji Południowo-Wschodniej. Kocha survival horrory już od czasów pierwszego PlayStation, po godzinach stara się okiełznać Unreal Engine oraz Blendera.