Płacę Microsoftowi 300 zł rocznie. Kupowałam święty spokój, ale właśnie ostro przegięli
Płacę Microsoftowi za subskrypcję pakietu biurowego od lat i wydawało mi się, że jako klientka premium mogę liczyć przynajmniej na święty spokój. Okazuje się jednak, że nawet tutaj działa stare powiedzenie "daj palec, a weźmie całą rękę".

Microsoft 365 - lub jak kto woli, Microsoft Office - to jedna z niewielu subskrypcji, za które nie tylko płacę, ale nierzadko zdarzało mi się wręcz jej bronić w niektórych dyskusjach. Przez ostatnie kilka lat uważałam, że kosztujący 29,99 zł/mies (teraz już 42,99 zł/mies) pakiet Personal to świetna oferta, bowiem w cenie dostajemy cały pakiet Office, a do tego 1 TB przestrzeni w usłudze OneDrive i synchronizację danych na nawet pięciu urządzeniach jednocześnie.
Jednak Microsoft nie byłby sobą, gdyby nawet tej opinii nie sknocił
Ale po kolei.
Subskrypcję Microsoft 365 Personal opłacam od mniej-więcej końca 2020 roku, a w 2024 roku zdecydowałam się na przejście plan roczny, który kosztuje mnie 299,99 zł/rok. Rok i cena są tu ważne - po tym jak Microsoft wepchnął asystenta Copilot w każdy możliwy produkt, w styczniu 2025 roku cena subskrypcji wzrosła do 429,99 zł/rok. Mimo to zatrzymałam swoją obecną subskrypcję - obejmującą te same produkty co wcześniej, ale z bardzo ograniczonymi możliwościami Copilota - w dotychczasowej cenie. To był dla mnie bardzo dobry układ, bo po dziś nie czuję abym potrzebowała asystenta AI Microsoftu, a do tego 130 zł piechotą nie chodzi.
W ten sposób mijały mi miesiące, aż do minionego weekendu, kiedy to usiadłam do redagowania mojej listy przepisów kulinarnych. Na pasku narzędzi Szybki dostęp, tuż obok ikony mojego konta pojawił się przycisk "Uaktualnij plan".

Moją pierwszą myślą był problem z kartą debetową podłączoną do konta, wobec czego od razu weszłam na stronę główną zarządzania kontem Microsoft, na której jednak nie było nic niepokojącego.
Wobec tego wróciłam do Worda i kliknęłam wcześniej wspomniany przycisk by sprawdzić, co kryje. A kryje on skrót do płatności za droższe plany.

Szybko sprawdziłam i ten sam przycisk obecny jest także w pozostałych programach pakietu.
Powiedzieć, że zirytowałam się to jak nic nie powiedzieć
Jednym z powodów, dla których wybieramy płatne wersje usług, jest komfort. Subskrybując lub opłacając program z góry, oprócz pełnego wachlarza usług dostajemy także "czystą" wersję oprogramowania - bez irytujących reklam, przypomnień o limitach czy o dobiegającym końca okresowi próbnemu. Kiedy zorientowałam się, że widok przycisku "Uaktualnij plan" to nie efekt problemów z płatnością, a celowego działania, poczułam się dosłownie jakby Microsoft traktował mnie na równi z użytkownikami, którzy nie płacą ani grosza. Tak jakby cały niepisana relacja pomiędzy dostawcą usług a klientem była niezobowiązująca, a cała otoczka "Premium" kreowana w materiałach promocyjnych to zwyczajna iluzja dbania o użytkownika końcowego.
Nie jestem także nową klientką koncernu - jest wręcz przeciwnie, moje wydatki na subskrypcję już dawno przekroczyły 1000 złotych. W zamian za te pieniądze oczekuję nie tylko dostępu do usług, ale też tego, że przestanę być traktowana jak potencjalny klient, którego trzeba jeszcze do czegoś przekonać. Tymczasem okazuje się, że nawet płatna subskrypcja nie kończy procesu sprzedaży. Po prostu zmienia jego cel z "kup Microsoft 365" na "kup jeszcze droższy Microsoft 365".
Krok Microsoftu jest dla mnie szczególnie obrzydliwy biorąc pod uwagę umiejscowienie przycisku - jest ono w miejscu, którego nie mogę zasłonić, ani ukryć. A właściwie mogę, ale kosztem mojej własnej wygody korzystania z oprogramowania. Przycisk jest także równie duży co ikony autozapisu, cofnięcia i powtórzenia obecne po drugiej stronie paska, co po prostu kole w oczy - zwłaszcza, gdy nie pracuję na widoku pełnego okna
Mam wrażenie, że Microsoft - ale i właściwie wszystkie inne firmy oferujące oprogramowanie w formie subskrypcji po prostu nie potrafią zaakceptować sytuacji, w której klient po prostu... płaci. Dawniej zakup kończył proces sprzedaży. Dziś jest jedynie kolejnym etapem, po którym zaczyna się namawianie do wyższego planu, pakietu Premium Plus czy kolejnej usługi AI. Granica między płacącym klientem a potencjalnym klientem praktycznie się zatarła.
Chciałabym zakończyć ten artykuł aktem buntu i deinstalacją całego pakietu, ale jestem zakładniczką chmury OneDrive, która obecnie jest głównym powodem dla którego płacę Microsoftowi. Ale "chcieć to móc", dlatego przy obecnym tempie slopizacji usług Microsoftu prawdopodobnie nie minie sporo czasu zanim firma sama dostarczy mi powodów, które przechylą czarę goryczy w stronę
Czytaj też:
Jako sześciolatka powiedziała w wywiadzie dla lokalnej telewizji, że chce zostać dziennikarką. Dzisiaj jest absolwentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Od dziecka pasjonuje się szeroko pojętymi grami i technologią, a w gimnazjum zapałała miłością do grafiki komputerowej i elektroniki użytkowej. Swoją pasję przekuła w działalność dziennikarską, przybliżając czytelnikom Spider's Web tematykę smartfonów, smartwatchy, oprogramowania i sztucznej inteligencji. Prywatnie miłośniczka psów, gotowania i literatury faktu.