GPS wyprowadza ludzi w pole. Tracą, bo klienci nie mogą do nich dojechać
Nawigacja wpuszczająca prosto w maliny to wcale nie tak błahy problem - przez trudności z dojazdem firmy odnotowują poważne straty.

"Stara droga krajowa numer 6 między Słupskiem a Lęborkiem ponownie zniknęła z map nawigacyjnych" - donosi Radio Gdańsk. Utrudnienia nie kończą się wyłącznie na tym, że kierowcy błądzą jak we mgle, ciskając przekleństwa w stronę telefonu. Dla okolicznych firm to realne straty, bo nagle ich tereny to biała plama - miejsce sekretne, do którego docierają wyłącznie nieliczni.
- Ludzie nadal nie wiedzą, jak do nas trafić. Błędne informacje są wyświetlane na mapach GPS od 28 czerwca, czyli od momentu, kiedy puszczono ruch na nowo wybudowaną trasę S6. Od tego czasu występują problemy - mówi w rozmowie z rozgłośnią Jakub Rutkiewicz z Lokalnej Organizacji Turystycznej "Ziemia Lęborska".
Radio relacjonuje, że lokalni przedsiębiorcy zgłaszali uwagi o problemach zarządcy systemu nawigacyjnego, prosząc o zaktualizowanie map. I chociaż przez chwilę mapy skutecznie wskazywały drogę, to po kilku godzinach trudności powracały.
W sprawę zaangażowały się nawet lokalne władze. Lokalni przedsiębiorcy znaleźli się w naprawdę niełatwym położeniu. Jak mówią radiu, przez to, że nawigacja nie chce doprowadzić ludzi do celu, okoliczne firmy notują spadki dochodów sięgające nawet 80 procent.
Drogowcy wystawiają swoje oznaczenia, a pracownicy kolei swoje i nawet mieszkańcom trudno jest się w tym wszystkim zorientować. A my tracimy, bo wielu kierowców zamiast dojechać do pensjonatu kończy jazdę w polu lub lesie - tłumaczy Radiu Gdańsk Jakub Rutkiewicz, właściciel pensjonatu w Runowie.
Kierowca z Warszawy relacjonował, że droga do wynajętego domku wydłużyła się przez problemy o dwie godziny. Nawigacja ciągle sugerowała zmianę trasy, a znaki nie pomagały. Trzeba było prosić o pomoc ludzi.
"Przez te problemy mamy pusty lokal" - nie ukrywa zdenerwowania jedna z okolicznych restauratorek
Przedsiębiorcy sami zaczęli stawiać znaki, które mają ułatwić dojazd. Inni nagrywają filmiki prezentujące trasę. Może to i lepsza taktyka, bo zaufanie do nawigacji przeważnie jest większe.
Na notoryczne problemy z Mapami Google'a zwracał niedawno Oliwier Nytko:
Po pierwsze: kompletny brak radzenia sobie z dłuższymi remontami, które praktycznie na stałe zmieniają układ dróg. Zbliżam się do prowizorycznego ronda, na którym fizycznie i prawnie nie da się skręcić w lewo ze środkowego pasa, w wyznaczony trzeci zjazd. Co na to moja nawigacja? „Co tam, jedź i się nie przejmuj”. (...) To nawigacja oparta w głównej mierze na czystym prawdopodobieństwie. Jeśli gdzieś coś się rusza, system optymistycznie zakłada, że to doskonały skrót dla wszystkich. Dopiero po dłuższym czasie, po serii gniewnych zgłoszeń i ręcznych korektach danych, ktoś po drugiej stronie zaczyna się zastanawiać, dlaczego użytkownicy masowo lądują w błocie lub na odcinkach objętych zakazem ruchu.
O potężnym - i przesadnym - zaufaniu do nawigacji świadczył przeprowadzany jakiś czas temu w Gdańsku remont. Przez niezaktualizowane aplikacje kierowcy stali w korkach. System uparcie prowadził ich do centrum miasta, mimo że wygodną alternatywą była obwodnica. Hulał na niej jednak wiatr, bo kierujący pojazdami uznawali, że to nawigacja ma rację, a nie znaki.
Interweniowała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, uczulając kierowców, że w popularnych nawigacjach i aplikacjach nie zawsze od razu widać wprowadzane zmiany organizacji ruchu. Tyle że GDDKiA nie ma na to wpływu, bo wszelkie aktualizacje wprowadzają właściciele i operatorzy programów. A kiedy robią to z opóźnieniem, są kłopoty.
Stanie w korku lub skręcenie w złą uliczkę to jeszcze nic. Problemy mogą być dużo większe, co pokazuje przykład nie tylko pomorskich przedsiębiorców. Nadmierne zaufanie technologii uderza w biznesy, a w czarnym scenariuszu może być poważnym zagrożeniem dla zdrowia i życia.
Niedawno w Tatrach turyści o drogę zapytali ChatGPT
Ten zaprowadził ich nie na turystyczny szlak, a na stromy teren, z którego nie byli w stanie zejść. Musiał interweniować TOPR, wysyłając po nieodpowiedzialnych wędrowców śmigłowiec.
- Mieliśmy już przypadek turystów, którzy chcieli dojść do Morskiego Oka. Sztuczna inteligencja poprowadziła ich... przez Orlą Perć – najtrudniejszy znakowany szlak w polskich Tatrach. Na razie nie mamy wielu takich interwencji, ale jestem przekonany, że będzie ich coraz więcej. Dzisiaj praktycznie każdy korzysta ze sztucznej inteligencji - mówi w rozmowie z zakopiańską "Wyborczą" Marcin Witek z TOPR.
Jak twierdzi ratownik, ludzie stali się zbyt wygodni i ufni, przyjmując za dobrą monetę każdą radę płynącą z telefonu. Ciekawe, kiedy cierpliwość się skończy i niektórzy zaczną zabierać w podróż mapę. Albo będą bazować na poradach od lokalsów. Gorzej, gdy ci na pytanie o drogę odpowiedzą: "proszę chwilę poczekać, już sprawdzam". I wyciągną telefon.
„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.