Dziś dzień bez telefonu. Myślałem, że to głupie, ale zmieniłem zdanie
Każdy dzień bez czegoś lub dla czegoś wydawał mi się absurdem - chwilowe działanie na pokaz, bez szans na realną zmianę. A może jednak kropla drąży skałę?

W mojej okolicy ktoś na murze napisał: "zdelegalizować pieniądze". Widziałem dwa takie napisy, ale możliwe, że jest ich więcej. Nie rzucają się w oczy i choć nie są specjalnie ukryte, to jednak trzeba na nie natrafić wzrokiem. Może tak jest z każdą wywrotową myślą - nie zawsze wychodzi przed szereg i potrzeba czasu oraz okoliczności, aby do niej dotrzeć. Lubię spoglądać w stronę napisu i wyobrażać sobie, co by się stało, gdyby ktoś zdecydował się przejść od słów do czynów i zrealizował postulat wypisany na murze. Powrót do rzeczywistości nie jest potem przyjemny.
Zdarza mi się więc fantazjować o niemożliwym, ale nawet ja mam swoje granice. Ściągam marzycieli z obłoków w takie dni jak dziś. 15 lipca obchodzony jest dzień bez telefonu, ale podobnych obchodów jest rzecz jasna więcej. Dzień dla Ziemi, dzień bez samochodu, dzień bez Innego Niezdrowego Nawyku, Dzień Kiedy Można Być Lepszym Niż Się Jest Codziennie.
Szkodliwość tego typu wydarzeń jest dla mnie jasna. Ich celem jest uciszenie własnego sumienia
Proszę bardzo, mogę odłożyć na jeden dzień smartfon albo papierosy. Mogę nie korzystać z prądu przez godzinę, dając odetchnąć sfatygowanej planecie, a nawet raz w roku pojechać do pracy tramwajem. Mogę albo przynajmniej mógłbym - jest taka szansa. Istnieje perspektywa, że postąpi się dobrze, a to już coś. Zawsze dobrze mieć uchyloną furtkę i widzieć cel, tym bardziej jeśli jest na wyciągnięcie ręki. Jeżeli się uda, proszę bardzo, mamy dowód - możemy wytrzymać bez pokus dobę, nie ma z tym wielkich trudności. A że przez resztę roku nadrabia się z nawiązką straty 24 godzin, to już temat na inną okazję.
A jeśli się nie uda? Kolejny dzień bez czegoś będzie za rok. Wtedy znowu wszystko będzie możliwe.
"Dzień bez Telefonu Komórkowego to doskonała okazja, aby choć na kilka godzin odłożyć smartfon i przekonać się, jak wiele można zyskać, poświęcając więcej uwagi sobie, bliskim oraz aktywnościom poza światem cyfrowym" - czytam na rządowej stronie.
Taka chwila przerwy od ekranu może sprzyjać odpoczynkowi, poprawić samopoczucie i pomóc na nowo docenić bezpośredni kontakt z innymi. Czasem wystarczy odłożyć telefon na chwilę, by przekonać się, że najcenniejsze relacje buduje się nie w sieci, lecz w rzeczywistym świecie.
To bardzo piękna wizja, ale czy na pewno prawdziwa? Czy rzeczywiście tak jest, że odkładając telefon, nagle okaże się, że poczujemy się lepiej, zniknie przynajmniej część trosk? Od razu złapie się kontakt z drugim człowiekiem, łatwiej będzie rozmawiać, w mig nawiąże się nowe znajomości? To chyba jednak dużo trudniejsze i czasami jedna próba może nie wystarczyć. Nawet 15 to może być za mało. Po co więc mamić obietnicami bez pokrycia?
Tym bardziej jeśli okaże się, że ta alternatywa dla telefonów jest raczej kiepska. Czy nie za często zapomina się o tym, że jeśli się ucieka, to nie tylko do czegoś, ale również - przede wszystkim? - od czegoś?
Może zamiast uciekać, należy drążyć, dlaczego takie odwyki są konieczne i co wpływa na to, że czujemy zniechęcenie, zmęczenie i złość. Co należałoby zrobić, aby zlokalizować odpowiedzialnych i ich za to rozliczyć.
Może wcale nie potrzebujemy dnia bez telefonu. Może bardziej potrzebujemy Dnia Wskazywania Win Wielkich Korporacji
Ewentualne trudne pytania wcale nie powinny zniechęcać do eksperymentów. Niewykluczone, że są jeszcze lepszą zachętą. NASK zwraca uwagę, że przy tego typu wyzwaniach najciekawszą częścią jest właśnie "obserwowanie własnych reakcji i sprawdzenie, w jakich sytuacjach potrzeba sięgnięcia po telefon pojawia się najszybciej".
Taka refleksja pomaga lepiej zrozumieć własne cyfrowe nawyki i znaleźć sposoby na zachowanie równowagi między światem online i offline. Całkowita rezygnacja ze smartfona nie jest konieczna. Znacznie ważniejsze jest odzyskanie wpływu na to, kiedy i po co urządzenie jest używane.
Miałem wrażenie, że w takich dniach jednak nie chodzi o to, aby próbować wdrażać nowe nawyki, a jedynie o to, by mieć wymówkę. Nie są więc żadną zmianą ani szansą. To raczej wygodne dostrzeżenie innej perspektywy - w razie czego można postępować inaczej. Można, ale to nie oznacza od razu, że trzeba.
Nadal dni dla czy też dni bez wydają mi się mocno wątpliwe, ale coraz bardziej dopuszczam do siebie myśl, że jednak wcale nie mam racji. Myliłem się, lekceważąc i marginalizując nawoływania. Paradoksalnie możemy być coraz bliżej osiągania celów, od których od lat była - i nadal jest - mowa.
NASK zwraca uwagę, że zmianę cyfrowych nawyków można rozpocząć od niewielkich ograniczeń: godziny dziennie bez mediów społecznościowych, posiłku bez ekranów, spaceru bez telefonu albo popołudnia ze smartfonem schowanym w szufladzie.
Coraz więcej osób takie ograniczenia sobie narzuca. Jest też coraz więcej okazji, aby to było możliwe. Istnieje w końcu przestrzeń na tego typu eksperymenty.
W kawiarniach zachęca się ludzi, aby odłożyli telefony. W pociągach czy tramwajach nadal wielu z nas wyciąga smartfony - sam tak często robię, bo nie zawsze jest czas i ochota na inne aktywności - ale też bardzo często są to inne rozrywki: krzyżówki, sudoku, ręczne robótki. Nie trzeba wchodzić do pociągu retro, aby poczuć się jak kilkanaście lat temu. I rzecz jasna nie chodzi o to, aby cofnąć się do ery budek telefonicznych, ale właśnie o wywalczenie równowagi. Odzyskanie wpływu.
W końcu w szkołach wprowadzony będzie zakaz korzystania ze smartfonów. Mówi się o ograniczeniu dostępu do mediów społecznościowych młodym. Polacy to popierają, a Unia Europejska nareszcie chce działać.
Trudno uznać, by był to efekt takich świąt jak dni bez telefonu - raczej pomysłodawcy przypisaliby sobie zbyt wiele zasług, gdyby uznali, że to wszystko dzięki nim. Ludzie są zmęczeni technologiami. I rozczarowani. Przede wszystkim to pcha do poszukiwania innych dróg, alternatyw albo i ucieczki.
Gdyby ktoś kiedyś nie wpadł na pomysł, że warto byłoby organizować dzień bez telefonu, pewnie i tak znaleźlibyśmy się w tym samym punkcie. Ale zacząłem dopuszczać do siebie myśl, że była to jedna z kropel drążących skałę. Naiwne wyobrażenie - "odłożysz telefon i wszystko się zmieni" - z czasem zaczęło rezonować z codziennymi problemami i znacznie mocniejszą, precyzyjniejszą krytyką.
Nie wykluczam, że celowo, dodając sobie otuchy, przeceniam moc magicznego myślenia. Że sama wiara w to, że może być inaczej, dostrzeżenie perspektywy bez chęci wykonania kroku w jej kierunku, to jednak za mało. A może jednak to jest jakiś punkt startowy prowadzący do zmian. Nie wszystko dzieje się od razu i dlatego nie zawsze warto przekreślać nawet delikatnego prawdopodobieństwa, drobnego cienia nadziei, że coś innego jest możliwe.
„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.