Płacisz za wygodę własną wiedzą. Co naprawdę dzieje się, gdy czatbot myśli za ciebie
Chatbot może być nauczycielem albo intelektualną protezą. Wszystko zależy przede wszystkim od tego, czy daje wskazówki, czy wykonuje zadanie za człowieka.

AI nie wysysa nam inteligencji przez ekran i nie wyłącza człowiekowi fragmentów mózgu po kilku rozmowach z chatbotem. Gdy oddajemy maszynie całe zadanie, pozbywamy się również treningu, dzięki któremu uczymy się liczyć, pisać, analizować i rozpoznawać błędy. Sztuczna inteligencja może więc osłabić nasze umiejętności, ale zwykle dopiero wtedy, gdy sami używamy jej jako zastępstwa dla myślenia.
To nie był jeden eksperyment z ChatGPT
Do takiego wniosku doszli Trent N. Cash i Evan F. Risko z University of Waterloo, Megan O. Kelly z University of Toronto oraz Brooke N. Macnamara z Purdue University. Ich praca opublikowana w Trends in Cognitive Sciences nie opisuje jednego doświadczenia. Zbiera wyniki badań z psychologii poznawczej, edukacji, medycyny i współpracy człowieka z automatyką.
Autorzy rozdzielają przy tym dwie rzeczy, które w dyskusji o AI często wrzuca się do jednego worka. Pierwszą są podstawowe zdolności poznawcze, takie jak uwaga czy pamięć robocza. Drugą konkretne umiejętności, np. rozwiązywanie równań, pisanie kodu albo zauważanie zmian na obrazie medycznym.
Nie ma dziś mocnych dowodów, że samo używanie AI trwale obniża ogólną inteligencję. Znacznie lepiej udokumentowano natomiast, że umiejętność niećwiczona zaczyna słabnąć, a ta oddana maszynie od samego początku może nigdy porządnie się nie rozwinąć. Krótko mówiąc, nie stajesz się głupszy od posiadania młotka. Możesz jednak zapomnieć, jak wbija się gwóźdź, jeśli od lat robi to za ciebie robot.
Na ćwiczeniach świetnie, na sprawdzianie już gorzej
Dobrze pokazał to eksperyment przeprowadzony w tureckiej szkole na niemal 1000 uczniów. Jedna grupa rozwiązywała zadania matematyczne bez AI, druga korzystała z chatbota przypominającego zwykły ChatGPT, a trzecia z wersji zaprojektowanej jak nauczyciel. Ten ostatni system nie podawał od razu rozwiązania. Prowadził ucznia przez kolejne kroki, zadawał pytania i korzystał ze wskazówek przygotowanych wcześniej przez pedagogów.
Podczas ćwiczeń oba narzędzia robiły wrażenie. Uczniowie ze zwykłym chatbotem osiągali wyniki o 48 proc. lepsze od grupy kontrolnej, a korzystający z wersji nauczycielskiej nawet o 127 proc. lepsze. Potem AI wyłączono i przeprowadzono samodzielny egzamin. Wtedy pojawił się jednak rachunek za wygodę. Użytkownicy chatbota rozdającego gotowe odpowiedzi uzyskali wyniki o 17 proc. gorsze niż uczniowie, którzy wcześniej radzili sobie bez niego. Wersja prowadząca pytaniami nie spowodowała takiego spadku. Nie zapewniła też wyraźnej przewagi na końcowym teście, ale przynajmniej nie zabrała procesu uczenia się.
AI może więc poprawić rezultat zadania wykonywanego dzisiaj, a jednocześnie pogorszyć zdolność rozwiązania podobnego problemu jutro. Łatwo pomylić te dwa efekty, bo użytkownik widzi świetnie wykonaną pracę i ma poczucie, że sam stał się sprawniejszy.
Gotowa odpowiedź odbiera część pożytecznej roboty
Podobny problem pojawia się podczas zdobywania wiedzy. W serii internetowych i laboratoryjnych eksperymentów porównano osoby uczące się z odpowiedzi modeli językowych oraz użytkowników tradycyjnej wyszukiwarki. Wyszukiwarka zmuszała uczestników do otwierania źródeł, wybierania istotnych informacji, porównywania wersji i składania całości we własnej głowie. Chatbot podawał gotową, uporządkowaną syntezę. Oczywiście było szybciej i wygodniej.
Wiedza zdobywana w ten sposób okazywała się jednak znacznie płytsza. Rady przygotowywane później przez użytkowników AI były krótsze, zawierały mniej faktów, były mniej oryginalne i rzadziej przekonywały innych ludzi. Efekt utrzymywał się nawet wtedy, gdy obie grupy otrzymywały te same podstawowe informacje, a odpowiedź AI zawierała odnośniki do źródeł. Problemem nie musiała więc być gorsza treść, lecz sam sposób jej podania.
Wysiłek nie jest irytującą przeszkodą ustawioną przed wiedzą. Często jest mechanizmem, dzięki któremu wiedza w ogóle zostaje w głowie. Czytanie kilku tekstów, odrzucenie słabego argumentu i samodzielne napisanie podsumowania to część nauki, a nie zbędne czynności, które należy bez żalu zautomatyzować.
AI ma być sparingpartnerem, nie dublerem
Rozwiązaniem nie jest wyrzucenie chatbotów ze szkół, biur i komputerów. Równie dobrze moglibyśmy zakazać kalkulatorów, map i edytorów tekstu. Trzeba jednak zdecydować, które czynności warto oddać maszynie, a które są ćwiczeniem budującym umiejętność potrzebną również bez niej. Zamiast żądać wyniku zadania, poprosić o jedną podpowiedź. Zamiast przyjąć pierwszą odpowiedź, kazać modelowi przedstawić kontrargument, a później samodzielnie sprawdzić źródła. Jest trochę mniej wygodnie, ale właśnie o to chodzi.
Jak pisaliśmy w tekście: Profesor Harvardu dojeżdża użytkowników czatbotów. "Nakładanie szminki na świnię", całkowite outsourcowanie krytycznego myślenia może zmienić pomocne narzędzie w intelektualną protezę.
Przeczytaj także:
Tyle że AI nie odbiera nam rozumu siłą. Sami przekazujemy jej kolejne zadania, bo odpowiedź pojawia się szybko, jest ładnie napisana i nie wymaga z naszej strony wysiłku. Chatbot może być świetnym nauczycielem, redaktorem i sparingpartnerem. Gdy jednak robimy z niego dublera, który ćwiczy, pisze i podejmuje decyzje za nas, nie powinniśmy później dziwić się, że to on jest coraz sprawniejszy, a my coraz gorzej radzimy sobie bez podpowiedzi.
*Źródło zdjęcia wprowadzającego: vetrestudio, Canva Pro
O nowych technologiach zaczął pisać jeszcze w 2012 r. na łamach portalu Telix. Później przez pewien czas pisał dla Komputer Świata i PCLabu. Epizod dziennikarski zaliczył także w lokalnej gazecie i w dziale blogowym SpeedTest. Współzałożyciel agencji BlueCopy, zajmującej się copywritingiem i poligrafią. Przez pewien czas właściciel firmy transportowej. Prywatnie fan starych polskich oper mydlanych (oglądanych obowiązkowo z konkubiną), dumny opiekun kotki brytyjskiej i pasjonat-amator druku 3D.