REKLAMA

Galerie handlowe ratują przed piekłem. Upał pokazał wielkie nierówności

Trudno o lepsze podsumowanie tego, że coś poszło nie tak, jeśli rozsądnym pomysłem na ratowanie się przed upałem jest wizyta w centrum handlowym. No bo gdzie indziej, skoro polskie miasta nie są gotowe na nieludzkie upały?

miasto nie do zycia
REKLAMA

- Nie zachęcam zwykle w wolne dni do masowego chodzenia do galerii, ale w ten weekend myślę, że to dobry pomysł spędzić 2-3 godziny, kiedy jesteśmy mocno rozgrzani, w zamkniętych, dobrze klimatyzowanych pomieszczeniach - stwierdził na antenie TVN24 główny inspektor sanitarny doktor Paweł Grzesiowski. 

I chciałbym się oburzyć, ale przecież pan Grzesiowski ma rację. Kiedy w sobotę, która przecież i tak była nieco mniej upalna niż niedziela, wszedłem do galerii handlowej, przywitał mnie przyjemny, idealny chłód. Tak to właśnie jest: zimą galerie handlowe dają się ogrzać, latem pozwalają się schłodzić. Kupuj i odetchnij, a jak cię nie stać, to przynajmniej oglądaj wystawy i ciesz się, że nie marzniesz albo nie roztapiasz się na powierzchni. 

REKLAMA

"Jeśli możesz, pozostań w domu" - sugerowały apele. Podobnie było zimą. Jeśli możesz, zostań w domu, najlepiej klimatyzowanym (latem) bądź ogrzewanym (zimą). To "jeśli możesz" skrywa - czy nie lepiej wprost powiedzieć: pomija? -  w sobie istnienie osób, które jednak nie mogą zostać. I muszą np. dostarczać jedzenie czy inne usługi tym, którzy pokornie stosują się do ostrzeżeń i unikają przebywania w nieludzkich warunkach. Albo po prostu sami muszą załatwić sprawy i obowiązki. 

Strasznie irytuje mnie to "jeśli możesz", choć przecież to słuszna rada. Jeśli możesz, nie wychodź na rozpalone ulice. Jeśli możesz, nie wychodź na pokryte lodem chodniki. W każdej porze roku to uniwersalna sugestia. Ręce umyte, przydatna wskazówka udzielona. Jakby nasze mieszkania były bunkrami, które przestawia się w tryb gotowości i ochrony przed trudnymi warunkami. Problem w tym, że nie są, a my nie jesteśmy miliarderami, którzy takie schrony od lat sobie szykują. Może po prostu do nich trzeba wysyłać te wiadomości? 

REKLAMA

A do zwykłych ludzi: "jeśli możesz, pozostań w domu albo poszukaj najbliższej galerii handlowej"

Co jednak, jeśli nie możesz? Nie będzie łatwo. Tak jak zima - która wbrew temu, co dziś się słyszy, wcale nie była jakoś specjalnie surowa czy rekordowa - udowodniła nam, że nie jesteśmy gotowi na nadzwyczajne sytuacje, tak teraz to samo robi to lato. Z tą różnicą, że wysokie temperatury akurat nie są już nadzwyczajną sytuacją, a nową normą. 

REKLAMA

Tymczasem przystanki dalej wyglądają tak: 

Być może za kilka lat drzewo da upragniony cień, ale dziś to infrastruktura zupełnie nieprzygotowana, niedająca ochrony z żadnej strony, przed niczym. Bo przecież nie chroni przed słońcem, ani przed wiatrem, ani przed deszczem. Tyle dobrego, że cień daje nowo powstały budynek, ale nie wszędzie można pozwolić sobie na taki luksus. 

Jeszcze bardziej uderzają, kłują w oczy place jak te. To akurat okolice dworca Łódź Fabryczna, ale pewnie wciąż znajdziecie ich w Polsce mnóstwo. I niby można jakoś to tłumaczyć: podróżni wychodzą, spieszą się, musi być przestrzeń, aby potok ludzi mógł rozlać się po mieście. Tyle że szpaler drzew by chyba nie zaszkodził, podobnie jak jakakolwiek roślinność. 

REKLAMA

Teraz widać, że ta jest na wagę złota. Ci, którzy jednak nie mogli bądź nie chcieli zostać w domach, przemykają się zacienionymi fragmentami. W końcu jednak dociera się do miejsca, które wystawia cię na słońce i nie ma gdzie schować. Zwykłe przejście dla pieszych lub czekanie na czerwonym daje mocno popalić.

REKLAMA

Przypominam sobie o ulicach, gdzie jest pełno drzew i zastanawiam się, dlaczego każda nie może tak wyglądać. 

Jeszcze bardziej denerwuje koszenie, które odbywało się tuż przed ukropem, a nierzadko nawet w trakcie rosnących temperatur. Ekolog Michał Żmihorski pokazał, jaką temperaturę ma w tym samym miejscu i czasie betonowy chodnik, a jaką niekoszony trawnik. Różnica wyniosła 20 st. C. 

REKLAMA

"I tak będą dalej betonować, kosić trawę przy upale, z rzek robić rynny" - zauważa jeden z komentujących. I niestety ma rację. Można się nie przejmować i machnąć ręką, bo przecież nie wszyscy tak samo będą zmagać się z konsekwencjami tych działań. Zawsze będą ci, którzy mogą zostać w domach - klimatyzowanych, chłodnych, przyjemnych. A reszta ma przecież galerie handlowe. 

Można jednak odnieść wrażenie, że upał, trudy gorąca, znosimy wszyscy. Wchodzący do antykwariatu czytelnik pyta się właściciela, jak znosi ten wytrzymuje wykańczające upały. "Upały? Och, niepotrzebnie mi pan przypomniał, zdążyłem już zapomnieć" - żartuje antykwariusz. Rzeczywiście wśród książek, w zaciemnionej i klimatyzowanej przestrzeni jest trochę chłodniej, ale riposta jest mrugnięciem okiem, od tych upałów nie da się uciec. 

REKLAMA

Nie było osoby, która nie wzdychałaby porozumiewawczo, nie wachlowałaby, nie tarmosiła koszulką czy sukienką, by choć trochę sobie ulżyć, wywołując delikatny, a i tak robiący różnicę przewiew. Nie trzeba słów, od razu wiadomo: jest ciężko.

Niby wszyscy byliśmy w tym razem. Okna pozasłaniane, na wiele różnych sposobów. I tak uchylone - wprawdzie to błąd, bo w dzień powinny być nie tylko zasłonięte, ale i zamknięte, jednak robimy po swojemu. Uchylenie sprawia, że wpada gorące powietrze, ale od czasu do czasu przedostanie się też przyjemny wiaterek. Nie chłodzący, to byłaby przesada, ale dający coś w stylu ochłody. Popełniamy błąd, akceptujemy konsekwencje, tylko dla nagrody w postaci tej chwili. 

REKLAMA

A wieczorem, kiedy słońce zachodziło, jak na rozkaz niemal wszyscy otwierali okna. Wielkie wietrzenie, wpuszczenie nie tylko powietrza - rozgrzanego, lecz nie aż tak jak kilka godzin wcześniej - ale i nieco światła. Zabawnie to wyglądało, jakby naprawdę cała kamienica dostała taki przykaz, a nieposłuszeństwo byłoby surowo karane. 

Ale jednak nie każdy znosi tak samo te upały, nie każdy ma możliwość się ochłodzić, znaleźć cień, nie przebywać na słońcu. To "jeśli możesz" zostaje w tyle głowy, bo nie każdy może. I tym większa szkoda, a nawet złość, że miasto nie wygląda inaczej. Brakuje ulic z zielenią i drzewami, miejsc, w których można było się schronić choć na chwilę, a które nie są galeriami handlowymi. W takich momentach tęsknota za antykwariatami, księgarniami, osiedlowymi sklepami, wszystkimi tymi małymi punktami i usługami jest jeszcze większa. Miasto, w którym przesuwamy się od punktu A do B, pozbawione tych wszystkich rzeczy pomiędzy, jeszcze bardziej męczy w upale. 

Chciałbym wierzyć, że kolejne rekordowe temperatury pokażą, że innej drogi nie ma

Złość za zmarnowane lata, kiedy rządziła betonoza, dalej będzie, ale przynajmniej zmusi do działania - jeszcze bardziej intensywnego, stanowczego. Kompromis w postaci "trochę zieleni, ale trochę betonu" nie może być już akceptowany, bo nie wytrzymamy. 

Musimy dostosować się do nowych warunków. Tworzyć miejsca, które pozwalają schronić się przed upałem. Stawiać na zieleń. Sadzić drzewa. Nie wycinać. Nie liczyć na to, że w zabetonowanych przestrzeniach, gdzie nie ma nawet skrawka cienia, bramka wypuszczająca wodną mgiełkę wystarczy. Nie, nie wystarczy.

REKLAMA

Weźmy tak prosty przykład, jakim jest darmowa woda, która dziś dla niektórych jest symbolem komunizmu. Jakże brakuje teraz licznych poidełek, miejsc, w których dałoby się uzupełnić pustą butelkę. 

Tylko czy to się rzeczywiście zmieni? 

REKLAMA
Adam Bednarek
Redaktor

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA