Wypożyczają powerbanki w nietypowym miejscu. Pod prąd nowym zakazom
Rozładowany telefon przestaje być problemem - nawet tam, gdzie coraz częściej smartfony nie są mile widzianym gościem.

Łódzka Atlas Arena, w której organizowane są nie tylko sportowe wydarzenia, ale i koncerty, pochwaliła się nowością dla widzów. Nie chodzi jednak o udogodnienia związane z odbiorem muzyki, a przynajmniej na pewno nie bezpośrednio.
W hali pojawiły się 3 stacje do wypożyczania powerbanków sieci Borrow w technologii Brick. Zasady są proste: należy zeskanować kod QR, wypożyczyć sprzęt, ładować telefon w trakcie wydarzenia, a po wszystkim zwrócić powerbank do skrytki.
Zastanawiasz się, co zrobić, gdy podczas koncertu lub meczu rozładuje się Twój telefon? Wiemy, jak ważna jest możliwość nagrywania ulubionych artystów i stały kontakt ze znajomymi, dlatego mamy świetną wiadomość! (...) Baw się dobrze i nie martw się o stan baterii! Ciesz się wydarzeniami na 100%! - opisuje nowość Atlas Arena.
Mamy Chiny w domu
Podczas jednej ze swoich wizyt w Chinach Paweł Grabowski zachwycał się, że tego typu wypożyczalnie powerbanków są niemal na każdym kroku.
Po całych miastach rozsiane są punkty wypożyczeń i zwrotów powerbanków, znajdują się dosłownie wszędzie. Metro, przystanki autobusowe, punkty turystyczne, a nawet bary i restauracje. Na każdym kroku jest punkt wypożyczeń i do tego każdy jest całkowicie automatyczny, a cena jest stała. Punkty wyglądają niepozornie, a ich obsługa jest banalna.
Nowość w hali sportowo-koncertowej jest dowodem na to, że coraz szybciej zmierzamy właśnie w tym kierunku. Już wcześniej wypożyczalnie powerbanków pojawiły się w galeriach handlowych. Podobną usługę odpaliła też Żabka:
Nowość w Atlas Arenie jest jednak symboliczna, bo pokazuje, że stanęliśmy w rozkroku. Właśnie w tej hali jakiś czas temu odbył się koncert zespołu Ghost. Fani nie mogli wnosić smartfonów na płytę oraz trybuny. I ci, którzy byli na wydarzeniu, chwalili sobie to rozwiązanie.
Coraz więcej artystów decyduje się na wprowadzenie podobnych ograniczeń. Myśl przewodnia jest prosta: trzeba oderwać ludzi od ekranów i pozwolić ponownie cieszyć im się chwilą. Być tu i teraz, a nie obserwować wszystko przez mały wyświetlacz. Ważniejsze od samego zdarzenia nie może być nagranie momentu, tym bardziej że pewnie nawet do tych wszystkich filmików się nie wróci, a jeśli nawet, to tylko raz. A wyjątkowa chwila przemija.
Rozumiem podejście zespołów, którzy ze sceny nie widzą śpiewających ludzi, a wycelowane w nich aparaty
Ba, sam nieraz denerwowałem się na tych, którzy wyciągali rękę nie po to, aby uścisnąć dłoń idolowi, ale żeby lepiej zarejestrować piosenkę.
Z drugiej strony paradoksalnie jestem wdzięczny każdemu, kto nagrywa utwory na koncertach. Mogę później wrócić do własnych wspomnień. Nawet nie po to, żeby je przywołać, ale żeby spojrzeć na koncert z innej perspektywy. Do wielu utworów, które słyszałem na żywo właśnie w danym miejscu, wracałem dzięki nagraniom trafiającym na YouTube'a.
Nie muszę chyba wspominać o wdzięczności za nagrania z występów, na których nie mogło mnie być. Początki trasy, koncerty na innych kontynentach - nie przegapiam niczego. To tylko substytut, ale bardzo cenny, jeżeli zagrana została piosenka, którą zawsze chciało się usłyszeć na żywo, ale nigdy nie miało się okazji. I nie wiadomo, czy kiedykolwiek będzie się miało.
Powerbanki na koncertowej hali to więc ciekawy przykład różnych emocji towarzyszących występom na żywo. Z jednej strony potrzeba rejestrowania wszystkiego, dzielenia się tym, co się przeżywa, stałego podłączenia do sieci - nie można pozwolić sobie na chwilę przerwy. Przy okazji mundialu w sieci furorę robiło zdjęcie kibiców cieszących się z bramki, którzy całą tę radość od razu nagrywali telefonem. Niby byli w ekstazie, bo ich drużyna zdobyła gola, ale jednocześnie nie zapominali o obowiązku, jakim jest konieczność tworzenia i publikowania.
Nic więc dziwnego, że z drugiej strony mamy rosnące napięcie i chęć powiedzenia "stop", by w końcu pozbyć się urządzeń, by zacząć czerpać radość z tu i teraz. I też tego, że coś nas omija, ale wcale się tym nie przejmujemy, skoro ważniejsze rzeczy dzieją się tuż obok nas, a my możemy w tym uczestniczyć.
Co wygra: powerbank pod ręką czy zakaz smartfonów w kolejnych miejscach?
„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.