REKLAMA

Kraków chce mieć kładkę jak Warszawa. Poprzednio w internecie wybuchły zamieszki

Mosty niby mają łączyć, ale u nas nie od razu to wychodzi i wszystko zaczyna się od dzielenia.

krakow
REKLAMA

- Most pieszo-rowerowy już otwarty. Liczę na to, że stanie się on symbolem Warszawy. Będzie służył pieszym i rowerzystom jako miejsce rekreacji, z którego Warszawianki, Warszawiacy i nasi goście będą chętnie korzystać - mówił prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, kiedy w marcu 2024 r. otwierał most łączący brzegi Wisły. 

Konstrukcja długa na 452 m, łącząca Śródmieście z Pragą, stała się także jeszcze jednym dowodem na to, że dziś pokłócić można się o wszystko.  Jedni mówili, że przeprawa jest niepotrzebna, a jeśli już ułatwiać transport z jednego brzegu na drugi, to tak, żeby skorzystać mogli również kierowcy. Oczywiście, bo w mieście wszystko ma się kręcić wokół nich. 

REKLAMA

Pojawiły się też głosy, że most jest źle zaprojektowany, piesi wpadają na rowerzystów, a poza tym to nie ma się czym chwalić, stolica ma inne problemy, a tu fetuje się i przesadnie cieszy ze zwykłej drogi z jednego brzegu na drugi. Tymczasem w rok od otwarcia skorzystano z mostu ponad 3,5 mln, z czego ponad 26 proc. to przejazdy rowerem - szacował warszawski ZDM. Liczby urzędników wcale nie dziwiły, bo most to "miejsce spotkań", gdzie "mieszkańcy i turyści mogą przysiąść na zamontowanych na moście siedziskach i podziwiać panoramę Warszawy".

Most pieszo-rowerowy jest też dowodem na to, że "jakość życia ma znaczenie", jak komentował w "Polityce" Tomasz Sawczuk. 

Niby można przejść pieszo również inne mosty, ale nie ma w Warszawie zbyt wielu miejsc, w których można przystanąć w spokoju i popatrzeć na panoramę miasta. A potem pójść do pobliskiej kawiarni albo dalej na spacer zielonym brzegiem rzeki - pisał, dodając, że "most rzeczywiście zbliża dwa brzegi Warszawy – dzięki temu coraz bardziej mamy do czynienia z jednym miastem, a nie bogatszym zachodem i zaniedbanym wschodem". 

REKLAMA

Swoje dwa brzegi niebawem jeszcze mocniej zbliży też Kraków

W mieście mostów nie brakuje, a kładka Bernatka już wcześniej dowiodła, że rzeczywiście spokojny spacer nad rzeką to sama przyjemność. W miniony weekend odwiedziłem dawną stolicę i przejście kładką jest jedną z wielu rzeczy, której zazdroszczę mieszkańcom Krakowa. Droga z Podgórza na Kazimierz jest dużo milsza w towarzystwie innych pieszych i rowerzystów niż przy akompaniamencie tramwajów czy samochodów. 

REKLAMA

Już chciałem udać się w stronę kolejnej kładki, ale ona jest jeszcze w remoncie. Jak informuje "Gazeta Krakowska", to ostatnie chwile przed otwarciem. "Aktualny termin realizacji kładki Kazimierz – Ludwinów wyznaczony jest na 21 sierpnia 2026 r." - potwierdziła w rozmowie z serwisem Daria Staniszewska, rzeczniczka prasowa Zarządu Inwestycji Miejskich. 

REKLAMA

Kładka dla pieszych i rowerzystów Kazimierz – Ludwinów będzie miała ok. 130 m długości oraz prawie 14 m szerokości. Połączy bulwar Inflancki pomiędzy ulicami Skawińską a Wietora po stronie Kazimierza z bulwarem Wołyńskim w pobliżu ulicy Ludwinowskiej.

Obiekt będzie się składać się z trzech połączonych ze sobą konstrukcji, tworzonych przez dwa stalowe łuki o zmiennej sztywności zamocowane w żelbetowych podporach (przyczółkach) oraz środkowego pomostu widokowego - opisywało miasto. 

Ten charakterystyczny punkt, środkowy pomost widokowy, odznacza się z daleka. Rzeczywiście wygląda nieco futurystycznie, co zresztą nie wszystkim się podoba. "Coś staromodnego byłoby lepsze" - mówili mieszkańcy w rozmowie z TVP 3 Kraków, gdy jesienią 2025 r. dało się zobaczyć, jak prezentuje się konstrukcja. 

REKLAMA

Niektórzy dzielili się obawami, że kładka nie pasuje do okolicy. Cóż, w tych rejonach powstał niemały park rozrywki, z głośną muzyką, który potrafi zasłonić widok na jedną z wielu krakowskich perełek, jaką jest Hotel Forum. Choć i przecież do tego budynku były zastrzeżenia, że i on nie pasuje do krakowskiego krajobrazu. Ewidentnie nie da się wszystkim dogodzić. 

Hotel Forum jest najpiękniejszy

Zarzuty pod adresem powstającej kładki były nieco poważniejsze niż tylko estetyka

Sugerowano, że most zasłoni widok na kościół na Skałce, a nawet sam Wawel. Przez tę inwestycję Kraków miałby zostać nawet wykreślony z listy UNESCO. 

Ostatecznie doszło do poprawek, a niedawna analiza wykonana przez Politechnikę Krakowską dowiodła, że "projekt kładki został opracowany w sposób uwzględniający kontekst historyczny, przestrzenny i konserwatorski tej części Krakowa". 

REKLAMA

Zmiana kształtu kładki i detali, obniżenia wnioskowane w opinii Wojewódzkiej Małopolskiej Konserwator Zabytków przyniosły korzystne dla krajobrazu zmiany. Forma kładki wpisuje się w tradycje stosowanych na Podgórzu mostów o łukowych zamknięciach. Są to, w dół biegu rzeki, most J. Piłsudskiego, Kładka Ojca Bernatka, Kładka Podgórzanek, most kolejowy I, Most Kotlarski 

Miasto podkreślało, że kładka "harmonijnie nawiązuje do istniejącego układu przepraw w dolinie Wisły, nie konkurując z nimi formą, lecz stanowiąc współczesne uzupełnienie krajobrazu nadrzecznego". Zwrócono także uwagę, że przeprawa ułatwi życie pieszym i rowerzystom, a przy tym będzie "ważnym elementem interpretacji krajobrazu zabytkowego Krakowa".

- Kładka w śladzie historycznej przeprawy, oprócz funkcji użytkowych, może też być interpretowana jako rodzaj udostępnienia krajobrazu zabytkowego, daje możliwość spojrzenia z góry na dolinę Wisły i zabytki Kazimierza i Krakowa - podkreślono w raporcie. 

Spory o mosty dla pieszych nie są niczym nowym

Być może dziś mają nieco więcej niepotrzebnych emocji, ale przeprawy budziły wątpliwości już wcześniej. Złośliwie dodałbym, że piesi po prostu zawsze muszą mieć pod górkę i jeśli coś projektuje się z myślą o nich czy rowerzystach, natychmiast pojawiają się głosy oburzenia, powątpiewania w sens, ogólny sceptycyzm. 

REKLAMA

Szlak przetarła wspomniana już kładka Bernatka. W 2015 r., pięć lat po otwarciu mostu, Paweł Figurski na łamach krakowskiej "Wyborczej" przypominał, że wcześniej zastanawiano się, czy przeprawa w ogóle miastu jest potrzebna. Anarchiści twierdzili, że niemałe pieniądze - Unia wspomogła dofinansowaniem, ale miejski budżet i tak uszczuplił się o 23 mln zł -  powinno wydać się na mieszkania komunalne. 

Przekonywano, że kładka doprowadzi do jeszcze większej gentryfikacji Podgórza, ściągając do dzielnicy turystów, restauratorów czy wszelkiej maści inwestorów, którzy skupują mieszkania i później wynajmują je gościom z całego świata. "Miasto bez mieszkańców jest martwe", przestrzegali anarchiści. I chociaż gentryfikacja i turystyfikacja to niewątpliwy problem nie tylko Krakowa, to nie wiem, czy akurat kładka rzeczywiście napędza to zjawisko. A przecież sami mieszkańcy korzystają, że łatwiej dostać się na drugą stronę. 

REKLAMA

Spierano się nawet o nazwę. Wśród propozycji pojawiła się np. Kładka Podgórsko-Kazimierska. Hola, hola - mówili ci żyjący na Kazimierzu - a niby dlaczego Kazimierz ma być drugi, a nie pierwszy? My może gorsi? Ostatecznie uhonorowano w ten sposób pamięć zakonnika Zakonu Bonifratrów. O. Laetus Bernatek był inicjatorem i organizatorem budowy gmachu szpitala Bonifratrów w Krakowie. 

Wybór nazwy dla nowej kładki może być na szczęście mniej problematyczny. Propozycja "Anawa" zwyciężyła w plebiscycie organizowanym przez Gazeta Krakowska i dziennikpolski24.pl. Pomysłowi przyklasnęła Politechnika Krakowska, bo legendarny zespół powstał właśnie na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej z inicjatywy studentów, w tym Marka Grechuty i Jana Kantego Pawluśkiewicza. 

Nazwa nawiązująca do „Anawa" to spolszczona wersja dwóch słów z jęz. francuskiego - en avant. Po polsku znaczy to tyle co „naprzód". Takie hasło w wielu językach zachęcałoby do spaceru czy też przejazdu przez kładkę, ale przede wszystkim byłoby upamiętnieniem legendarnego zespołu muzycznego z Krakowa, w którym tworzyli i występowali tak znani krakowscy artyści jak Jan Kanty Pawluśkiewicz, Marek Grechuta, Zbigniew Wodecki, Marek Jackowski, Andrzej Zaucha, Jacek Ostaszewski czy Anna Wójtowicz (wiolonczelistka ze słynnej piosenki "Skaldów"). Nazwanie kładki „Anawa" byłoby hołdem dla krakowskiej muzyki i kompozytorów - przekonywali pomysłodawcy. 

REKLAMA

Zespół Anawa najbardziej kojarzony jest pewnie z głosem Marka Grechuty, ale gdyby stanęło właśnie na tej nazwie, ja na otwarcie proponowałbym inną piosenkę, którą wykonywał już Andrzej Zaucha. "Tak jak po fali, tak jak po linie, jak nad przepaścią idziesz drogą" - potężny refren nabrałby dodatkowego symbolicznego znaczenia. 

A potem mogłaby polecieć inna piosenka: "Nie przerywajcie zabawy". W niej marzycielsko i z wiarą Zaucha śpiewał w pacyfistycznym manifeście, że "ludzie to duże dzieci, na pewno kiedyś dorosną". Naiwna i dlatego piękna piosenka nie traci na aktualności, tym bardziej że ciągle daleko nam do momentu, w którym "ostatniej chwili zdobywca na pewno zmieni swe plany". Ale my dalej możemy się pocieszać, że gdy tylko "słońce zaświeci", wszystko się zmieni. I dziecinne spory odejdą w zapomnienie. 

REKLAMA

Niech choćby te o mostach i kładkach - to już będzie coś. 

Zdjęcie główne: zim.krakow.pl

REKLAMA
Adam Bednarek
Redaktor

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA