Artemis II wrócił z Księżyca. Co teraz?
Kilka minut po drugiej godzinie dzisiejszej nocy kapsuła Orion o wdzięcznej nazwie Integrity wbiła się w atmosferę z prędkością 40 tysięcy km/godz i wylądowała na powierzchni Pacyfiku jakieś 100 kilometrów od wybrzeża San Diego. Było pięknie, ale czas na odpowiedzi na ważne pytania.

Na pokładzie Oriona czwórka astronautów - Reid Wiseman, Victor Glover, Christina Koch i Kanadyjczyk Jeremy Hansen - którzy zakończyli dziewięciodniową podróż wokół Księżyca. Po raz pierwszy od misji Apollo 17 w 1972 r. ludzie znów zapuścili się tak daleko w Układ Słoneczny. Ponad pół wieku czekania dobiegło końca.
Warto zachować chłodną głowę i nie dać się ponieść euforii bardziej, niż jest to uzasadnione. Artemis II to misja testowa - kosmiczna wersja jazdy próbnej, tyle że przeprowadzona 400 tys. kilometrów od Ziemi - a nie triumfalny powrót na powierzchnię Srebrnego Globu. Ale i tak wydarzyło się coś naprawdę istotnego.
Czytaj też:
Rekord pobity po 56 latach
Zanim kapsuła skończyła swój łuk wokół Księżyca ekipa zrobiła coś, czego nie zrobił nikt przez ostatnie 56 lat: poleciała dalej niż ktokolwiek wcześniej. 7 kwietnia o 1:02 Orion osiągnął maksymalną odległość 406 740 km od Ziemi. To o 6616 km więcej niż Apollo 13, którego rekord - ustanowiony w 1970 roku przy okazji dramatycznej awarii - trzymał się nieprzerwanie przez ponad pół wieku. Ironią losu jest fakt, że Artemis II podróżował dokładnie tą samą trajektorią wolnego powrotu co Apollo 13 - czyli taką, która nie wymaga dodatkowego paliwa do zawrócenia i wykorzystuje wzajemne przyciąganie grawitacyjne Ziemi i Księżyca jak kosmiczna proca. Różnica polega na tym, że tym razem nikt nie musiał ratować misji - trajektoria ta była zaplanowana od początku.

Poranną pobudką dla astronautów w najważniejszym dniu misji była wiadomość nagrana przez nieżyjącego już Jima Lovella - dowódcę Apollo 13, który odszedł w ubiegłym roku w wieku 97 lat. „Witajcie w moim starym sąsiedztwie” - powiedział Lovell w nagraniu. „Pamiętajcie, żeby delektować się widokiem”.
Co właściwie robili przez te dziewięć dni
Artemis II był przede wszystkim lotem testowym, a nie misją naukową w ścisłym sensie. Przez pierwsze dni misji, zanim jeszcze odpalony został silnik do transferu w kierunku Księżyca, astronauci przetestowali systemy Oriona w orbicie Ziemi: podtrzymanie życia, napęd, nawigację, komunikację i - co istotne - ręczne sterowanie statkiem. Ten ostatni element jest ważniejszy, niż się wydaje: przyszłe misje wymagają, by astronauci potrafili samodzielnie doprowadzić kapsułę do dokowania z lądownikami, a tego nie dało się sprawdzić bez ludzi na pokładzie.
Europejski Moduł Serwisowy skonstruowany przez ESA odpowiedzialny był za zasilanie, napęd i systemy podtrzymania życia. To element, którego rola jest często niedoceniana - dostarcza on m.in. 8600 kg paliwa, 240 kg wody pitnej, 30 kg azotu i 90 kg tlenu. Bez niego Orion byłby bezużytecznym kosmicznym pudełkiem.

W okolicach Księżyca - konkretnie podczas sześciogodzinnego przelotu obok jego niewidocznej strony - kilkudziesięciu naukowców skupionych wokół centrum kontroli misji w Houston śledziło w czasie rzeczywistym obserwacje geologiczne prowadzone przez załogę. Astronauci mieli na celowniku m.in. ogromny krater Orientale z trzema koncentrycznymi pierścieniami (zewnętrzny mierzy prawie 950 km średnicy), miejsca lądowań Apollo 11 i 12, a także rejony bieguna południowego typowane pod przyszłe misje. Jednocześnie przeprowadzono eksperymenty z zakresu medycyny kosmicznej - projekt AVATAR używał miniaturowych urządzeń do badania wpływu głębokiej przestrzeni na ludzki organizm. Dodatkowo podczas przelotu za Księżycem kapsuła weszła w zaplanowane zaćmienie słoneczne, co dało okazję do obserwacji korony słonecznej - zewnętrznej atmosfery Słońca - przeglądającej zza ciemnej tarczy Księżyca.
Chwila, która zatrzymała czas
Było też jedno wydarzenie, trudne do skategoryzowania jako „naukowe", a jednak wyraźnie najintensywniej zapamiętane przez obserwatorów całej misji. Gdy Orion znalazł się w pobliżu Księżyca Hansen zwrócił uwagę na rejon na granicy półkul ksieżycowych. Załoga zaproponowała nadanie mu nazwy „Carroll” - na cześć żony dowódcy Reida Wisemana, Carroll Wiseman, która zmarła w 2020 r. po pięcioletniej walce z rakiem. Kiedy Hansen mówił to do kamery Wiseman i reszta załogi unosili się w powietrzu w niemym uścisku. Drugi „odkryty” krater miał nosić nazwę „Integrity” - tak jak kapsuła, a nazwa miała uhonorować tysiące inżynierów, którzy zbudowali statek. Propozycje nazw trafiły do Międzynarodowej Unii Astronomicznej, która jest odpowiedzialna za oficjalne nazewnictwo obiektów niebieskich.

Powrót do atmosfery był etapem nie mniej ekstremalnym. Kapsuła weszła w gęste warstwy powietrza z prędkością 40 tys. km/godz., a temperatura na zewnętrznej osłonie termicznej osiągnęła 2700°C. Planowany brak łączności trwał przez sześć minut. Potem otworzyły się trzy główne spadochrony i kapsuła osiadła na spokojnych wodach Pacyfiku. Śmigłowce marynarki wojennej przetransportowały astronautów na pokład okrętu USS John P. Murtha.
44 mld dol. Za co dokładnie?
Teraz czas na łyżkę dziegciu, bo bez niej obraz jest niekompletny. Program Artemis jest drogim przedsięwzięciem - i to słowo „drogi” jest tu radykalnie niewystarczające. Łączne koszty rakiety SLS i kapsuły Orion przekroczyły 44 mld dol. w fazie rozwoju. Biuro Inspektora Generalnego NASA szacuje, że każdy pojedynczy lot SLS/Orion kosztuje łącznie około 4,1 mld dol. - licząc produkcję rakiety (ok. 2,2 mld), kapsułę Orion (ok. 1 mld), moduł serwisowy ESA (ok. 300 mln) i koszty operacyjne. Całkowite koszty programu Artemis skumulowane do 2025 r. szacowane są na 93 mld dol.
Dla porównania: cały program Apollo, od 1960 do 1973 r. kosztował w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze około 280 mld dol. - za to na Księżycu stanęło 12 ludzi, w ramach sześciu oddzielnych lądowań. Przy takich liczbach zasadne jest pytanie czy architektura Artemis - zbudowana w dużej mierze na technologii ery promu kosmicznego - jest optymalna. SLS miał kosztować 5 mld dol. i latać od 2016 r.; teraz kosztuje 20 mld i pierwszy lot z załogą wykonał właśnie w 2026.
SLS zbudowany jest w dużej mierze przez Boeinga i Northrop Grumman, Orion pochodzi z Lockheed Martina. Tymczasem SpaceX i Blue Origin obserwują program z boku, proponując znacznie tańsze alternatywy. Elon Musk mówi o docelowym koszcie pojedynczego startu Starshipa rzędu 10 mld dol. Co prawda Musk to fantasta i patologiczny kłamca, ale nawet jeśli realna cena będzie 10-20 razy wyższa to różnica względem SLS pozostaje miażdżąca.
Co dalej? Lądowanie
Artemis II był przepustką do dalszych misji, a nie samym celem. Rozpisana przez NASA droga powrotna na Księżyc wygląda teraz następująco.

Artemis III, zaplanowany na połowę 2027 r., nie będzie lądował - to zmiana względem pierwotnego planu. Zamiast tego czworo astronautów wykona serię testów w orbicie Ziemi: zadokuje do lądownika SpaceX Starship HLS i/lub Blue Moon od Blue Origin, przetestuje skafandry EVA nowej generacji (AxEMU od Axiom Space) oraz zintegrowane systemy łączności i podtrzymania życia. Misja ta będzie bliższa misji Apollo 9 z 1969 r. niż Apollo 11 - rygorystycznym testem sprzętu, nie wielkim krokiem dla ludzkości.
Tym wielkim krokiem ma być Artemis IV, zaplanowany na wczesny 2028 r. To właśnie wtedy - jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem - dwoje spośród czworga astronautów zejdzie na powierzchnię Księżyca w rejonie bieguna południowego, gdzie skryte są w wiecznym cieniu kratery z wodnym lodem. Wśród tych astronautów ma znaleźć się pierwsza kobieta na Księżycu oraz pierwsza osoba o niebiałym kolorze skóry. Misja Artemis V, wstępnie planowana na koniec 2028 r., ma już zapoczątkować budowę bazy księżycowej. NASA mówi o Lunar Terrain Vehicle - następniku łazika z misji Apollo 15 - jako o jednym z elementów tej fazy.
Harmonogram jest ambitny do granic realizmu, szczególnie zważywszy na to, że lądownik SpaceX Starship HLS wciąż pozostaje w fazach testów i według raportu Biura Inspektora Generalnego NASA prawdopodobnie nie będzie gotowy przed 2027 rokiem. Historycznie rzecz biorąc NASA konsekwentnie opóźniała kolejne etapy programu o rok lub dwa, i nie ma podstaw by zakładać, że tym razem będzie inaczej. Ale Artemis II udowodnił jedno: rakieta lata, kapsuła działa, a czwórka ludzi może bezpiecznie pokonać 800 tys. kilometrów w głębokiej przestrzeni i wrócić bez szwanku.
To - przy wszystkich zastrzeżeniach finansowych i harmonogramowych - jest prawdziwym osiągnięciem tamtych dziewięciu dni.



















