Tech  /  News

Powitajcie nowego króla opłacalności. Tak prezentuje się nowy OnePlus Nord CE 5G

Picture of the author

Czyżbyśmy mieli nowego króla opłacalności? OnePlus Nord CE 5G prezentuje się naprawdę nieźle.

Ubiegłoroczny OnePlus Nord był smartfonem znakomitym w swojej cenie. Nie oferował może najlepszych w klasie podzespołów ani nie wyróżniał się jednym konkretnym aspektem, ale sumarycznie korzystało się z niego lepiej niż z dowolnego innego sprzętu w podobnej cenie.

Późniejsze budżetowe Nordy N10 i N100 były… cóż, mniej świetne. Na szczęście dzisiejsza premiera to duchowy spadkobierca początkowego sukcesu Norda.

Nazwa „CE” oznacza „Core Edition” i dokładnie taki jest nowy Nord - pozbawiony zbędnych bajerów, ale robiący dobrze to, co najważniejsze dla użytkownika.

OnePlus Nord CE 5G to solidny zawodnik.

Wizualnie nowy Nord CE 5G do złudzenia przypomina oryginalnego Norda. Jest od niego jednak marginalnie mniejszy i nieco szczuplejszy, mierząc 159,2 x 73,5 x 7,9 mm i ważąc raptem 170 g. Pomimo kuracji odchudzającej nowy OnePlus Nord CE 5G zmieścił gniazdo słuchawkowe, choć nadal brakuje mu głośników stereo.

Obudowa dostępna będzie w trzech kolorach: niebieskim, czarnym mieniącym się kolorami srebrnym.

Niezależnie od wariantu kolorystycznego na froncie urządzenia znajdziemy wyświetlacz Fluid AMOLED o przekątnej 6,43”, rozdzielczości 2400 x 1080 px i częstotliwości odświeżania 90 Hz. Nie jest to najwyższa wartość w tym segmencie, ale w zupełności wystarczająca do uzyskania wrażenia podwyższonej płynności, zwłaszcza w parze ze znakomitym systemem Oxygen OS 11.

Za płynność działania odpowiada jednak nie tylko ekran, ale przede wszystkim podzespoły. Sercem nowego Norda jest procesor Qualcomm Snapdragon 750 5G, wspierany przez 6/8/12 GB RAM i 128 lub 256 GB miejsca na dane. W Polsce dostępne będą tylko wersje 8/128 i 12/256 GB.

Energii dostarczy z kolei akumulator o pojemności 4500 mAh; znacznie większy niż w oryginalnym Nordzie, co pozwala mieć nadzieję na sporą poprawę czasu pracy na jednym ładowaniu. Jak to bywa w przypadku średniaków, nie znajdziemy tu ładowania bezprzewodowego, ale jest za to szybkie ładowanie przewodowe WarpCharge 30T Plus, którym naładujemy telefon od 0 do 70 proc. w pół godziny.

Patrząc na doświadczenie z oryginalnym Nordem, przy tej kombinacji podzespołów i oprogramowania Oxygen OS możemy spodziewać się idealnej płynności działania i bardzo przyjemnych wrażeń z użytkowania. Mam tylko nadzieję, że nowego Norda nie będą trapić bolączki wieku dziecięcego, jakie trapiły modele OnePlus 9 i OnePlus 9 Pro. Co prawda firma bardzo sprawnie załatała je szeregiem aktualizacji, ale wiecie, jak mówią - masz tylko jedną szansę na zrobienie dobrego pierwszego wrażenia. Oby tym razem się OnePlusowi udało.

Niewiadomą pozostaje jakość aparatów, ale prawdę mówiąc nie spodziewam się rewelacji. Główny sensor ma 64 Mpix i prawdopodobnie będzie jedynym używalnym aparatem w urządzeniu. Pozostałe aparaty to bowiem sensor 8 Mpix z obiektywem ultrawide i monochromatyczny aparat 2 Mpix. Przedni aparat ma zaś 16 Mpix - dwukrotnie mniej niż oryginalny Nord. Nie znajdziemy tu również aparatu z obiektywem ultrawide na froncie, jaki był dostępny w oryginalnym Nordzie.

Zapowiada się bardzo porządny średniak.

OnePlus Nord CE 5G trafia w segment, na którym konkurencja jest bardzo zażarta, nawet między urządzeniami wyposażonymi w łączność sieciową piątej generacji.

Na szczęście OnePlus nie przesadził z ceną. W Polsce urządzenie dostępne będzie w dwóch wersjach:

  • 8/128 GB w cenie 1499 zł
  • 12/256 GB w cenie 1799 zł

Tańszy wariant będzie dostępny wyłącznie w kolorze niebieskim i czarnym, zaś droższy dodatkowo otrzyma wersję srebrzystą. Osobiście i tak postawiłbym na matowy niebieski, ale to już kwestia gustu.

OnePlus Nord CE 5G trafi do sprzedaży 21 czerwca. Wypatrujcie recenzji!