Tech  / Felieton

Czasem zadowolony. Częściej ekstremalnie sfrustrowany. Tak czuję się dzisiaj jako użytkownik smartfonów z Androidem

704 interakcji
dołącz do dyskusji

To już mój piąty rok na Spider’s Web i piąty rok bez iPhone’a. Pomimo nacisków wielu członków redakcji, pomimo rosnących chęci powrotu do jabłkowego rezerwatu, opieram się tej pokusie. Bo życie bez iPhone’a jest ekscytujące.

Mateusz Nowak napisał, że życie z iPhone’em wieje nudą. To prawda; miałem u siebie przez dłuższy czas iPhone’a X, iPhone’a XS Max oraz iPhone’a XR, i zdążyłem tej nudy posmakować.

Życie bez iPhone’a to pasmo ekscytacji. Zaczyna się od wyboru smartfona.

Tak wygląda iPhone X:

Żartowałem, to był iPhone XS. Ale pewnie i tak nikt nie zauważyłby błędu, bo iPhone X wygląda tak:

A tak – iPhone XR:

iPhone XR opinie

Tak będzie wyglądał iPhone 11:

iphone xi, iphone 11

Nuda. Za to po stronie smartfonów z Androidem mamy prawdziwe flamenco.

Smartfony bez żadnych wcięć w ekranie:

onepus 7 pro recenzja aparatu

Smartfony z dziurami w ekranie:

Motorola One Vision opinie

Smartfony z rysikami, modułami, które potrafią wszystko prócz parzenia kawy:

samsung galaxy note 9 galaxy s10 plus na abonament play plus orange t-mobile 2

Smartfony z doczepianymi wentylatorami i LED-ami na pleckach:

Ach, piękno różnorodności. Nie to, co iPhone.

Kupując iPhone’a mam przewidywalną pewność, że kupimy telefon działający piekielnie szybko, z fantastycznym wyświetlaczem, świetnymi głośnikami i znakomitym aparatem. Nuda.

Kupując Androida mamy loterię. Emocje. Można wydać ponad 3000 zł na telefon i nadal kupić urządzenie o wydajności smartfona za 800 zł, zacinające się na pulpicie. Można kupić jeszcze droższy smartfon, który ma aparat słabszy od najtańszego iPhone’a. Można kupić telefon, któremu ekran zielenieje, sam się dotyka, albo jest tak ciemny, że nic na nim nie widać w świetle słonecznym. Jeden telefon za 3000 zł i więcej będzie miał świetne głośniki stereo, inny głośniczek mono, porównywalny jakością do radia budowlanego. To jest dopiero życie.

Jeśli przeciętny posiadacz iPhone’a zapomni naładować smartfon przed snem i zostawi go z 50-proc. zapasem energii, obudzi się rano nadal mając 50 proc. poziomu naładowania. A posiadacz smartfona z Androidem? Któż to wie! Jeden obudzi się z 45 proc., inny z 48 proc. Jeszcze inny obudzi się mając 30 proc. Można przed snem robić zakłady, o ile procent spadnie poziom naładowania telefonu. A iPhone? O co się tu zakładać, skoro nie spadnie w ogóle.

No i jak przyjdzie do ładowania telefonu, to iPhone znów wieje nudą. Ładuje się wolno, ale przewidywalnie. Tymczasem po stronie Androida mamy szybkie ładowanie! Jak szybkie?

Jeden rabin powie tak, drugi tak. Jeden telefon naładuje się od zera do setki w godzinę, inny w mniej niż 30 minut. Jeszcze inny będzie potrzebował półtorej godziny, bo ma Quick Charge 3.0 zamiast 4.0, a w jeszcze innym będziemy czekać na naładowanie dłużej niż w iPhonie, bo producent uznał, że wszystkie te technologie szybkiego ładowania nie są potrzebne i lepiej żyje się bez nich. Jeden smartfon naładujemy bezprzewodowo, inny nie. Jeden naładuje się bezprzewodowo szybko, drugi wolno. La loteria.

Galaxy S10 Plus czy iPhone XS Max

Idźmy dalej.

Lepiej nie porównujmy systemów operacyjnych, bo to jak porównywać oglądanie zawodów w curlingu do NFL. iOS to nuda. Zawsze aktualizowany na czas, na każdym iPhonie wygląda tak samo, niczym nie zaskakuje i pewnie za pięć lat wciąż będzie uaktualniany do nowej wersji. Ziew.

Nie to co Android, który na absolutnie każdym telefonie wygląda inaczej. Kupujemy jeden telefon – dostajemy elegancki, minimalistyczny system. Kupujemy drugi – dostajemy interfejs wyglądający tak, jakby projektant rozbił nad nim piniatę z pomysłami i po prostu wykorzystał wszystkie. Kupujemy trzeci – a tam ikony o kolorystyce słodszej niż ręcznie robione cukierki.

No i nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie dzień aktualizacji. Może przyjść miesiąc po publikacji nowej wersji systemu, może przyjść rok po publikacji nowej wersji systemu, a może też nie przyjść w ogóle. Do tego zależnie, gdzie kupiliśmy smartfon, możemy dostać aktualizację nawet kilka miesięcy po konsumentach z innych krajów. I można obstawiać, czy smartfon będzie do wyrzucenia za rok, za dwa, czy za trzy lata, bo producent postanowi olać aktualizacje rozwojowe i zająć się własnym życiem.

iPhone jest nudny. I to jego największa zaleta.

Spuszczając nieco z prześmiewczego tonu – tak, iPhone jest nudny. Nie dziwię się, że pasjonat nowej technologii bierze do ręki smartfon Apple’a i mimowolnie ziewa. Nic się nie psuje, wszystko działa i pewnie będzie działać bez zarzutu przez co najmniej 4, 5 lat. No i ten design, zawsze krok za konkurencją.

Tyle że testując zawodowo telefony mogę powiedzieć, że kiedy jest się po drugiej stronie, do tej nudy tęskni się najbardziej. Rocznie wkładam kartę SIM do co najmniej 10 telefonów, których potem używam na co dzień i nigdy nie wiem, na jakie „rozrywki” (czytaj: irytacje) natrafię. Smartfony z Androidem, przy całej swojej cudownej różnorodności, są kompletnie nieprzewidywalne. Ten sam telefon, który w dniu zakupu działał jak złoto, po roku może działać jak rozklekotany rzęch. Inny rok od zakupu może zachowywać się lepiej niż dnia pierwszego. Totalna loteria.

Tak, życie z iPhone’em wieje nudą. Ale jakoś mi się nie wydaje, by ktoś, kto do tej nudy przywyknął, mógł potem spokojnie sięgnąć po smartfon z Androidem, godząc się na wszystkie związane z tym irytacje i powiedzieć „tego mi brakowało”.

Bo gdy tak patrzę na wszystkich posiadaczy iPhone’ów; gdy widzę, jak rzadko narzekają na swoje smartfony, tęsknię do tej odrobiny stabilności i pełni zadowolenia.

Czasem zadowolony. Częściej ekstremalnie sfrustrowany. Tak czuję się dzisiaj jako użytkownik smartfonów z Androidem.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst