Gry  / News

Nareszcie - Gwint w wersji mobilnej pojawi się już jesienią. Niestety nie dla wszystkich

128 interakcji
dołącz do dyskusji

Lepiej późno niż później. Osadzony w świecie Wiedźmina Gwint wreszcie wchodzi na smartfony. Część z nas będzie mogło uruchomić grę już na jesieni, reszta… cóż, reszta sobie poczeka. 

Liczyłam na to, trzymałam kciuki, zapalałam świeczki błagalne i stawiałam tarota, żeby dowiedzieć się z gwiazd, czy moje życzenia się spełnią. Spełniły. Szkoda, że o trzy lata za późno i w tym roku tylko połowicznie.

Gwint na smartfona. Wreszcie.

Dobrą nowinę ogłosił na zwołanej dziś konferencji prasowej Adam Kiciński, prezes CD Projectu. Gwint na urządzenia mobilne powinien pojawić się już (wersja dla niecierpliwych: dopiero) jesienią.

Niestety cześć fanów karcianki ze świata Wiedźmina będzie musiała uzbroić się w nieco więcej cierpliwości. Pierwszeństwo dostaną bowiem miłośnicy jabłek. Posiadacze telefonów z Androidem, żeby rzucać przeciwnikom w twarz potwory, bohaterów czy driady, będą musieli poczekać na nastanie mitycznego „później”. Niestety raczej nie ma co liczyć na to, że nadejdzie ono przed końcem tego roku. Drodzy współandroidowcy, teraz proszę o wspólną minutę ciszy, którą powitamy te smutne wieści.

Jedyne, co mnie w tej decyzji zaskakuje, to to, jak późno zapadła. Biznes gier na komórki kręci się coraz szybciej i cierpimy ostatnio raczej na nadmiar wydań na smartfony niż na ich niedobór. Do tej pory partyjkę Gwinta można było rozegrać na PlayStation, Xboksie albo komputerze, a przecież ta gra aż prosiła się o to, żeby zawitać smartfony. Relatywnie krótkie rozgrywki, piękna, ale nieprzesadnie dynamiczna grafika i miła do czytania na przystanku autobusowym wersja fabularna krzyczały o to, żeby zapakować je do nieco mniejszego formatu i spróbować zawalczyć o miejsce nie tylko w sercach, ale też na komórkach graczy. Część z tych serc mogła co prawda ostygnąć w ciągu trzech lat od wyjścia wersji beta, ale być może i na ich dnach tli się jeszcze iskierka entuzjazmu.

Uwielbiam uniwersum Sapkowskiego i być może dlatego, mimo że wielką fanką karcianek nie jestem, polubiłam Gwinta. Niestety mój entuzjazm z czasem przygasł, jak w stosunku do większości gier. Wersja mobilna mogłaby to zmienić. Jeśli okaże się, że grę mogę mieć zawsze w kieszeni spodni i jedną partyjkę mogę rozegrać jadąc pociągiem, autobusem czy tkwiąc w limbo poczekalni lekarskiej, z pewnością dam jej szansę.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst