Gry  / Felieton

Gamescom przypomniał mi, skąd się biorą prawdziwe emocje. Na turnieju Black Ops 4 miałem kompanię braci

Rywalizacja za pośrednictwem Internetu jest wygodna i natychmiastowa. Tak się do niej przyzwyczaiłem, że zapomniałem o turniejach z przeszłości, które pompowały we mnie masę emocji. O spotkaniach w kafejce internetowej, gdzie siadało się twarzą w twarz z przeciwnikiem. Turniej Call of Duty: Black Ops 4 na nowej mapie w trybie wieloosobowym dobitnie mi to przypomniał.

Ciemne pomieszczenie, dziesięć monitorów ustawionych w dwóch rzędach, do tego komplet konsol, kontrolerów i słuchawek. Chociaż w sali znajdowały się dwie pełne drużyny graczy, panowała niemal idealna cisza. Wszyscy w skupieniu konfigurowali profile bojowe, wybierając pośród broni, podczepianych akcesoriów, gadżetów oraz umiejętności. Albo przynajmniej udawali, że wiedzą co robią. Rozejrzałem się dookoła. Panowie wyglądali, jak gdyby szykowali się na wojnę. Właściwie, to trochę tak było.

Na Gamescom 2018 pokazano dziennikarzom nową mapę wieloosobową do Call of Duty: Black Ops 4. Arena o nazwie Armory jest jak większość lokacji Treyarcha do potyczek sieciowych - ciasna, z wieloma alternatywnymi drogami do celu i zaledwie jednym stanowiskiem snajperskim. Dominuje eliptyczny układ ścieżek, pozwalający na łatwe zachodzenie wroga po skrzydle oraz od tyłu. Klasyka klasyki, jeżeli chodzi o serię Call of Duty. Typowa ubojnia nastawiona na walkę średniego oraz bliskiego dystansu:

No właśnie… niby klasyka klasyki, a jednaj czuję się jakoś inaczej.

Zamiast ruszyć pędem przed siebie, gram zachowawczo. Najpierw wizjer, potem wychylenie. Oglądam plecy sojuszników, starając się pokrywać teren gdzieś obok nich. Jestem lekko wycofany, z celownikiem zawsze ustawionym tak, aby błyskawicznie zareagować. Tak się nie gra w Call of Duty. No, przynajmniej nie w większości przypadków. Ta gra to zazwyczaj demon prędkości. Gdy ktoś wpadnie w tempo, to biega i zabija. Ci, którzy stoją w miejscu, zazwyczaj są w BLOPS mięsem armatnim. Klatkowym.

Zauważyłem, że koledzy z drużyny również ruszyli ospale. Docieramy na środek pola, w tle padły pierwsze strzały, na mapie pojawiły się kropki przeciwników, a wszyscy wciąż grają zachowawczo. Jakież to było inne od tego, czego doświadczyłem na wieloosobowych serwerach! Jak odświeżające. Z lunetą przy muszce czekałem, aż ktoś się wychyli. Gdybym widział w tym momencie sam siebie, pewnie byłbym zdziwiony, jak nerwowo ruszam stopą i kolanem. Podświadomy stres musiał znaleźć gdzieś ujście.

Na środkowym ekranie widać ogólny wynik meczu. Dobra gra sieciowa musi mieć dobre narzędzia turniejowe

Bang! Bang! Bang! Padły pierwsze celne strzały. Zawodnik z drużyny siedzący obok zasyczał. Prawie go dorwali. W słuchawkach rozpoczęła się niemiecko-angielska litania. Rechts! Right! On the right! Język królów szybko stał się jedynym narzędziem komunikacji w drużynie. Dwóch na prawo padło. Jeden na lewo również. Ostatni ruszył z samobójczą szarżą. Wynik był już przesądzony. Na ekranie pojawił się wielki, zielony napis informujący o zwycięstwie.

Nie sama wygrana była najlepsza, ale to, co stało się zaraz potem.

Zaczęliśmy zbijać piątki i komentować pierwszą rundę pojedynku. Gdy drużyna siedząca naprzeciwko patrzyła na nas z chęcią mordu w oczach, my żartowaliśmy jak gdybyśmy grali wspólnie cały sezon. Wiecie, typowi znajomi do piwka i gierki. Rozgrywka była stresująca, ale atmosfera w zespole… jeju, jak mi tego brakowało! Jak stęskniłem się za takim klimatem, który pamiętam z pierwszych kafejek internetowych. Katowaliśmy wtedy Medal of Honor, Enemy Territory oraz Quake'a Arenę. Jak ktoś miał kieszonkowe, to zamawiał nawet pizzę. Kto bogatemu zabroni.

Dzisiaj z tymi samymi ludźmi spędzam wieczory przy Destiny 2, Call of Duty albo innym Battlefieldzie. Każdy z nas siedzi we własnym mieszkaniu, z zestawem słuchawkowym wygodnie dopasowanym do czaszki. Jesteśmy w stałej komunikacji głosowej. Niby to samo… a jednak kompletnie inaczej. Kompletnie! Podczas grania w drużynie, zaraz obok siebie, nawiązuje się niesamowita (chociaż krótkotrwała i powierzchowna) relacja. Niemalże braterstwo broni. Można się z tego śmiać, ale tak to wygląda.

Wroga drużyna zarzucała, że w naszych szeregach jest doświadczony fan serii. Oj tam gadanie...

Przez kilka meczów Call of Duty: Black Ops 4 jak Muszkieterowie. Tylko w piątkę.

Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Kolejne fragi, kolejne zgony, kolejne przybijanie piątek i grymasy rywali. Muszę przyznać, że już dawno nie bawiłem się tak dobrze z żadnym Call of Duty. Niesamowite, jak bardzo taka turniejowa, namacalna otoczka potęguje wrażenia. Chociaż ginę równie często jak grając po sieci, nie wściekam się. Nie zwalam winy na innych. Zamiast tego chcę jak najszybciej wrócić na pole bitwy i pomóc reszcie drużyny. Potężna zmiana nastawienia.

Po takim doświadczeniu człowiek przestaje się dziwić, że Call of Duty jest popularne w USA jako strzelanina e-sportowa. Gdy u nas rządzi CS:GO, Jankesi zachwycają się turniejowym CoD-em. Po raz pierwszy zacząłem rozumieć dlaczego. Grając turniejowo, grając na poważnie i dając z siebie 110 proc. możliwości to zupełnie inne doświadczenie. W zaciszu własnego salonu jest ono niemożliwe do przeżycia. Niezależnie z iloma znajomymi byłbyś na czacie. Aż sobie przypomniałem te wszystkie kapitalne LAN Party z przeszłości…

Po co laptop obok konsoli? Do nagrywania rozgrywki.

Szkoda tylko, że na Gamescomie nie można było zagrać w długo oczekiwany tryb Blackout.

Ekipa odpowiedzialna za Call of Duty: Black Ops 4 przyznała - nie jesteśmy gotowi. Gdyby niemiecka impreza poświęcona grom wideo odbyła się kilkanaście dni później, mogłoby to wyglądać zupełnie inaczej. Niestety, w Kolonii zabrakło trybu battle royale, będącego największą rewolucją w serii od czasu… bo ja wiem, wprowadzenia trybu Zombies? A może kooperacyjnej kampanii do przejścia w kilka osób? W każdym razie na Blackout wciąż trzeba jeszcze poczekać. Ale tylko chwilkę. Beta-testy tego trybu mają się rozpocząć za kilkanaście dni.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst