Social media  / Felieton

Jeśli jesteś mikrogwiazdą Instagrama, to mam złe wieści. Nie jesteś warta 80 zł, tylko saszetkę szamponu

Jestem takim troszkę ideowym kapitalistą. Uważam, że każdy chce zarabiać i to jest dobre. Nie przeszkadza mi fakt, że dzieciaki z Instagrama uzyskały jakąś tam namiastkę popularności, wpływów i teraz to komercjalizują.

Przeszkadza mi sposób w jaki to robią. Widzicie - my na Bezprawniku czy Spider's Web mówimy wprost: chcemy zarabiać, chcemy się rozwijać, chcemy sprzedawać dużo i dobrze. Staramy się to robić tak, żeby was nie wkurzać (np. wyskakującymi bannerami), ale generalnie codziennie kilkadziesiąt osób siada tutaj do pracy i nie robimy tego wyłącznie dla satysfakcji (choć ze świecą szukać tutaj takiego, który tej swojej pracy nie lubi).

A na tym Instagramie. Czy to znana aktorka, czy po prostu jakaś Jessica, która wpadła innym dziewczynom w oko bo ma ładny, kardashiański tyłek... Zawsze ta sama śpiewka: "Reklama? Jaaaka reklama! Po prostu od miesiąca 3 razy w tygodniu wrzucam zdjęcia, na których przypadkiem zaplątała się pasta rybna Mi Amore". Taki troszkę festiwal hipokryzji, oszukiwania ludzi, nieoznaczonej reklamy (co nie jest legalne i strasznie mnie wkurza jak tracimy tematy na Bezprawniku, bo domagamy się oznaczania reklam, agencja przepada bez słowa, a potem nasze własne pomysły na teksty bez oznaczeń widzimy u konkurencji).

W porządku. Podejrzewam, że taki Kuba Wojewódzki, którego instagramowy profil przeczy zresztą nieco przedstawianym od lat dewizom o starannym dobieraniu partnerów reklamowych, przynajmniej pewnie robi to za duże pieniądze. Ale dziewczynka, która jest od niego mniejsza na Instagramie 10 razy, nie robi tego za pieniądze 10 razy mniejsze. Robi to za pieniądze 1000 razy mniejsze. Albo za śmieci.

Reklama na Instagramie zamienia się powoli w festiwal braku godności.

Dzieciaki z namiastką popularności zaczynają być wykorzystywane przez profesjonalne agencje, które rzucają im drobne typu 50-80-100 złotych za posta. Wygląda na to, że i to była zdecydowanie zbyt hojna wycena ze strony reklamodawców, ponieważ w sieci można znaleźć od paru dni tzw. FameShop, który na przykład wyśle firmowe sandałki (to jeszcze do zrozumienia) lub saszetki z szamponem w zamian za darmową reklamę.

Dobry biznes? Dla FameShop na pewno (za którym stoi Hash.fm i pajęczy zmysł mówi mi, że biorą za to niezłą kasę), ale dzieciaki z Instagrama pewnie będą łapały ochłapy i rzucały się na drobne. A ich odbiorcy będą chłonęli te reklamy sprzedane za jedno umycie włosów pachnącym, cytrusowo-miętowym Fructisem. Dzieciaki, szanujcie się trochę.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst