Oprogramowanie  / Lokowanie produktu

Dlaczego ludzie chorują na nielegalność?

664 interakcji
dołącz do dyskusji

Nie oszukujmy się, przemysł rozrywkowy i informatyczny ma wiele za uszami, jeśli chodzi o traktowanie swoich klientów. Żyjemy jednak w czasach, w których piractwo należy traktować głównie jako głupotę.

Kto nigdy nie miał pirackich treści na swoim komputerze niech pierwszy rzuci telefonem. Moje pokolenie (i osoby starsze ode mnie) było szczególnie „narażone” na pirackie treści. Chociażby z tego powodu, że gdy zaczynaliśmy przygodę z elektroniką, to ustawy o prawie autorskim albo nie było, albo była w powijakach.

Najpierw moje cyfrowe dzieciństwo definiowała konsola Pegasus, oczywista podróbka NES-a z podrobionymi kartridżami. Potem, gdy moi niezamożni rodzice w końcu zdobyli się na wysiłek i kupili mi mojego pierwszego PC z supernowoczesnym 486SX CPU na pokładzie, chodziło się na tak zwane „giełdy”, by móc skopiować sobie za niewielką opłatą gierki na swoje dyskietki. Policja? Z czasem się pojawiła, bo pod wyjściem z giełdy czatowali dresiarze krojący dzieciaków takich jak ja z kieszonkowego, zegarków i dyskietek.

Później wcale nie było lepiej. Internet dopiero raczkował, tak jak rewolucja związana z wolnym oprogramowaniem. Płyty muzyczne, aplikacje do nauki, systemy operacyjne – to kosztowało sporo. Dzieciaki bez zamożnych rodziców skazani byli na giełdy i zawirusowane kopie programów na płytach CD-R.

counterfeit-software

Częściowo wyszło nam to na dobre, ta część mojego pokolenia. która była wkręcona w komputery, dziś z ich obsługą i serwisowaniem radzi sobie bardzo dobrze. Nie zmienia to jednak faktu, że moim pierwszym Windowsem była wersja 3.1, ale pierwszą wersją, którą kupiłem, był dopiero Windows XP.

Dziś jest zupełnie inaczej

A mimo tego stopień zepsucia nadal jest co najmniej dziwny. Historia z życia wzięta: przyjaciółka napisała mi na komunikatorze: „Maciuś, skołuj mi ten film” i podała tytuł, którego już nie pomnę. Wpisałem film w Google i od razu zauważyłem, że ipla oferuje go na życzenie za opłatę rzędu trzech złotych. Wysłałem linka. Reakcja? „Łeee, ale tu trzeba płacić…”. Tak, koleżanka gotowa była czekać na pendrive’a z filmem z torrentów, by uniknąć zapłacenia równowartości butelki Coli za dwugodzinną rozrywkę.

Netflix piractwo
Za 52 złote miesięcznie cała rodzina (cztery osoby) ma dostęp do niezliczonej ilości filmów i seriali na Netfliksie

Żyjemy bowiem w pięknych czasach, jeśli chodzi o dostęp do treści cyfrowych. Opłacając niewielkie opłaty abonamentowe uzyskujemy bardzo wiele. Przykład z mojego życia wzięty. Płacąc 52 zł miesięcznie uzyskuję dla całej rodziny dostęp do mnóstwa filmów i seriali na Netfliksie w formacie UHD. Za 20 zł miesięcznie Spotify zapewnia mi więcej muzyki, niż jestem w stanie pochłonąć. Za kolejne 35 złotych miesięcznie mam dla całej rodziny zestaw aplikacji Office 365. Za system operacyjny nie płacę, zrobił to już producent mojego komputera. Kolejne kilkanaście złotych miesięcznie to abonament Xbox Live Gold, który zapewnia mi między innymi co miesiąc cztery gry wideo za darmo.

Xbox Live Gold gry piractwo
Xbox Live Gold - cztery wybrane przez usługodawcę gry co miesiąc za darmo. Koszt miesięczny 14,40 zł przy rocznym zobowiązaniu

Trzeba chcieć „piracić”, i to na własne ryzyko

Kontrargumentem może być fakt, że nie wszystkie seriale są jeszcze dostępne w Polsce. Że Netflix i Spotify nie mają wszystkiego. No i że za profesjonalne oprogramowanie trzeba płacić. Ale… zaraz, chwila moment. Czym innym jest brak dostępu do rozrywki i narzędzi do pracy bez wyłożenia niemałych pieniędzy, którymi nie każdy z nas dysponuje. Zupełnie czymś innym fakt, że Gwiezdnych Wojen akurat na Netfliksie nie ma, a już tak przyzwyczailiśmy się do Photoshopa obrabiając fotki z wakacji, że GIMP czy wbudowane w Windows narzędzie nam nie wystarcza.

Żyjemy w czasach, w których na Androida, iOS-a, macOS-a i Windowsa jest mnóstwo darmowego lub niedrogiego oprogramowania, które wystarczy większości z nas do wszystkich zastosowań. Być może nie do tego, by zarabiać na tym większe pieniądze, ale właśnie dlatego oprogramowanie typu „premium” kosztuje. Bo na nim zarabiasz. Ktoś jednak mógłby stwierdzić, że co go to obchodzi, skoro może z torrentów pobrać wszystko i zaoszczędzić nawet te kilkanaście złotych. To jednak tylko część prawdy.

Office piractwo
Office dla 5 użytkowników (w tym Word, Excel, PowerPoint, 1 TB OneDrive i pakiet darmowych minut na Skype dla każdego z użytkowników) - 33 złote miesięcznie przy rocznym zobowiązaniu

Nie istnieje coś takiego, jak bezpieczne źródło nielegalnego oprogramowania i treści cyfrowych. Nie ma czegoś takiego, jak zaufany pirat. Nawet jeśli jakiś „release” na torrentach pochodzi od kierowanych ideologią cyfrowych anarchistów, to i tak jest przechowywany na witrynach atakujących nasze komputery i telefony na przeróżne sposoby. Co więc powiesz na to, że zyskujesz te kilkanaście złotych, by następnie stracić czas na odwirusowywanie komputera lub, co gorsza, zastrzeganie karty w banku, bo jeden crack oprócz łamania zabezpieczeń AutoCAD-a dodatkowo zebrał zachowane dane tejże karty?

Według badań Digital Citizen Alliance z ubiegłego roku, pirackie oprogramowanie tylko z przebadanych witryn generuje roczne zyski rzędu 70 mln dol. Są to pieniądze pochodzące wyłącznie z kradzieży danych użytkowników przez złośliwe oprogramowanie dołączone do pirackich gier, programów i multimediów.

Spotify piractwo
Spotify, czyli nieograniczony dostęp do większości wydanej kiedykolwiek jakiejkolwiek muzyki. Miesięczny koszt: 20 złotych.

Nie będzie mi ciebie żal

W wielu moich tekstach krytycznie odnosiłem się do wielu pomysłów przemysłu muzycznego, filmowego czy informatycznego. Wiele koncernów nadal nie rozumie, że to oni są dla użytkowników, a nie odwrotnie. Na szczęście czasy braku konkurencji i alternatywy dawno już minęły i mamy wybór.

Być może to racjonalizowanie na siłę swoich poczynań z przeszłości, ale rozumiałem piractwo w czasach, gdy za krążek CD z muzyką płaciło się 60 zł, za Windowsa i Office’a niecały tysiąc, a prawo nas wręcz zachęcało do piractwa. Pamiętając, że kiedyś to było więcej pieniędzy, niż dziś.

Mój łączny koszt opłacania miesięcznych abonamentów za gry, multimedia i narzędzia do pracy, a zawiera się w tym między innymi Office 365 czy drogie oprogramowanie Adobe Creative Cloud niezbędne mi do pracy z uwagi na m.in. niezastąpionego InDesigna, zamyka się w 500 złotych. Gdybym zarabiał inaczej, zamknąłbym się w kwocie poniżej 100 złotych.

Wiecie czego mi brakuje? Wirusów. Problemów. Nie tylko z prawem, ale i z komputerem, konsolą do gier czy telefonem. Na upartego dałoby się przed laty racjonalizować piractwo. Dziś jest to zwykła głupota użytkowników, którzy potem mają niemałe problemy z tytułu cyberprzestępczości. To jest oszczędność? Nie, to najwyżej proszenie się o kłopoty. Na własne życzenie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst